6 tematów #62, premiera 31.08.2026 w Radio Kapitał
Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.
W tym odcinku:
Pięknie niezależne – o 66. edycji Konkursu Najpiękniejsze Polskie Książki rozmawiamy z Magdaleną Frankowską, komisarką konkursu i uznaną projektantką graficzną
Brak lasu – rozmowa z Martyną Miller, autorką książki „Brak lasu”, artystką i antropolożką
Modele wspólnoty – o wystawie „Modele wspólnoty. Wystawa do zabawy” w Gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej rozmawiamy z jej kuratorkami, Anetą Lehmann i Izabelą Wieczorek
Parkowe adaptacje – rozmowa z kuratorkami Iwoną Kałużą, Joanną Synowiec i Magdaleną Weber o trzeciej edycji programu publicznego BWA Wrocław, realizowanego w Parku im. Lesława Węgrzynowskiego
Widok z góry – rozmowa z Moniką Sadowską, dyrektorką BWA Olsztyn, o wystawie „Widok z góry”
Sztuka i technologia – o międzynarodowym festiwalu INTER:AKT rozmawiamy z jego współkuratorką, Aleksandrą Bednarz.
Zapraszamy!
TEMAT 1: Pięknie niezależne
Niskonakładowe niezależne wydawnictwa nagrodzone w konkursie Najpiękniejsze Polskie Książki 2025, można oglądać w Bęc Księgarni w Warszawie. Niezależne wydawanie jest jednym z najciekawszych obszarów współczesnej działalności wydawniczej – pozwala na większą swobodę formalną, eksperyment z materiałem, formatem, typografią, obrazem i sposobem produkcji. W takich realizacjach decyzje projektowe wynikają zarówno z ograniczeń budżetowych i technologicznych, jak i ze szczególnej dbałości o każdy element książki. O 66. edycji Konkursu Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, organizowanego od 1957 r., rozmawiamy z Magdaleną Frankowską, komisarką konkursu i uznaną projektantką graficzną i zapraszamy na Mokotowską – wystawa Pięknie niezależne czynna jest do 20 września.
Magdalena Frankowska: Jak się prezentują, ilościowo i ogólnie? Po pierwsze, prezentują się pięknie. Po drugie, dokonałyśmy, tzn. ja dokonałam, ale oczywiście we współpracy i porozumieniu z wami, takiej selekcji, w której wyszło mi, iż patrząc bardzo surowym okiem, w sensie: naprawdę mali i niezależni wydawcy (bo można było podciągnąć więcej książek po tę kategorię), osoby indywidualne, małe oficyny, to mamy ⅓ nagród i wyróżnień w tym konkursie, czyli 20 książek z 60. W tym 3 nagrody główne, a nagród głównych mamy 7.
Myślę, iż to jest bardzo znaczący komunikat o tym, iż pomimo doniesień medialnych o zapaści rynku książki, które dotyczą zupełnie innych strategii wydawniczych i innych strategii dystrybucyjnych, uważam, iż to, co właśnie nadaje dzisiaj ton, to niezależne wydawanie. Bardzo się cieszę, iż w Polsce mamy tak silną reprezentację tego. Coraz nowe wydawnictwa, coraz nowe osoby, często nieznane mi wcześniej, dostały u nas nagrody i to mnie ogromnie cieszy. My też otworzyliśmy formułę konkursu – w tym roku można było się zgłaszać będąc np. osobą z obywatelstwem innego kraju, ale składając deklarację, iż tutaj się żyje, pracuje. Mogły się zgłaszać też osoby, które przyjechały tu na chwilę, pracujące w zespołach, czy nie mieszkające tu, ale pracujące w zespołach międzynarodowych. To jest zasada: przynajmniej połowa zespołu czy duetu jest z Polski. To umożliwiło nam otworzenie się na szerszy krąg, bo przecież obserwujemy, co się dzieje, jaki jest rynek i nie chcemy się zamykać w dzisiejszych czasach tylko na taką sytuację, iż jak nie masz polskiego dowodu, czy paszportu, a tu pracujesz, to nie możesz brać udziału w konkursie. Mamy takie osoby np. Pilar Rojo i Stefano Lorenzutti, czyli książkę wydaną przez Bored Wolves z pięknymi rysunkami Alicji Bielawskiej. Tu przy okazji zwracam uwagę, jak państwo przyjdą do księgarni Bęc Zmiany, iż artystka zgodziła się nam wypożyczyć swój piękny rysunek. W dodatku jest to rysunek niepokazywany w książce, ale dotyczący relacji między przestrzenią a obiektem, naczyniem, formą, można powiedzieć rzeźbiarską. Jest piękny, więc to jest dodatkowa zachęta, żeby odwiedzić tę wystawę.
Czyli mamy taką selekcję selekcji. Uważam, iż o ile wydajemy sami niezależnie książki, to jest to olbrzymi wyczyn, olbrzymi nakład pracy, emocji, nerwów, stresów, wszystkiego. Dlatego osoby, które decydują się na to, bardzo szczególnie dbają o formę książki, o to, jak treść i forma niosą się wzajemnie, jak się uzupełniają, jak współtworzą coś nowego i podejmują decyzje, które są często wyrafinowanymi decyzjami np. poligraficznymi. Wiadomo, iż nakłady są niewielkie. Dzisiaj niezależna książka, np. tak jak wspomniana książka Alicji Bielawskiej, to jest, zdaje się, 500 egzemplarzy. To jest potężny nakład jak na niezależne wydawnictwo. Wiem coś o tym, bo jako Fontarte Editions też czasami wydajemy niezależnie książki. Już dawno nie wydaliśmy, po prostu nie mam takich możliwości: naszym założeniem było wydawać ze swoich pieniędzy, które zarobiliśmy, a czasy są, jakie są, no ale wydaliśmy tych 10 książek.
Znam ten proces od każdej strony, od strony wydawcy, osoby projektującej, osoby, która ogarnia druk, dystrybucję, promocję. Wiem, wydaje mi się, przynajmniej w małej części, o czym mówię i zachęcałabym duże wydawnictwa, żeby pochyliły się nad tym, iż książka to nie jest tylko okładka – iż choćby najlepszy projekt, o ile damy zły papier, po prostu zostanie zgaszony i stłamszony, iż warto współpracować z dobrymi osobami, które znają się na swoim fachu, iż warto jest zaryzykować. Tak na przykład to robi Bęc, zatrudniając młodsze pokolenie, dając mu szansę na popełnianie błędów, ale też eksperymentowanie, a najczęściej odnoszenie sukcesów projektowych. To wszystko przekłada się potem na nasz konkurs. W tym konkursie to, co mnie cieszy, to są coraz to nowe nazwiska, coraz to nowe wydawnictwa i to jest po prostu wspaniałe.
TEMAT 2: Brak lasu
Nagrodzona w konkursie Najpiękniejsze Polskie Książki 2025 publikacja „Brak lasu” jest rezultatem wieloletniego projektu Martyny Miller realizowanego na terenach Borów Tucholskich dotkniętych nawałnicą w sierpniu 2017 roku. Wydana przez Pamoja Press książka jest połączeniem książki artystycznej, refleksyjnego eseju i otwartego archiwum, składającego się z fotografii krajobrazu i świadectw mieszkańców. W efekcie powstała opowieść o ekologicznej żałobie, trwaniu społeczności i przebiegu regeneracji biosfery. O książce, którą znajdziecie w naszej Bęc Księgarni, rozmawiałyśmy z autorką, artystką i antropolożką Martyną Miller.
Martyna Miller: Te porządki się mieszają. Nie byłam ani wyłącznie badawczynią, ani antropolożką, ani reporterką, ani zwyczajną mieszkanką, ale te wszystkie przestrzenie czy aspekty mojej obecności tam mieszały się ze sobą. Przez pierwsze dwa lata głównie sama eksplorowałam po prostu pusty teren. Ludzie nie chcieli się do mnie dołączać, bo przeżywali stratę. Ja jej nie przeżywałam w taki sposób jak oni, wobec czego miałam możliwość wejść tam i niejako trochę w ich imieniu dokumentować zmiany, które zachodzą w środku zniszczonego krajobrazu. Po czasie, i to się nasiliło w czasie pandemii, bo leśnicy mają ustawowo 5 lat, żeby z powrotem zasiać nowy las i usunąć wszystkie straty, zaczęły znikać takie charakterystyczne kopce. Oni usypywali cały ten materiał powalonych drzew maszynami w kopce, które co kilkanaście metrów siały się po tym krajobrazie. Ludzie mieli wobec nich bardzo silne skojarzenia, bo one się kojarzą, użyję tego słowa, z zagładą i to słowo bardzo często było używane w rozmowach z osobami stamtąd.
Te kopce zaczęły znikać. Kolejne maszyny zaczęły je mielić na trocinę i wywozić tirami. Dla mnie strata tych kopców, które były tam od początku, od kiedy tam przyjechałam, było czymś, co bardzo z kolei mną szarpnęło, bo ja już wtedy je dokumentowałam, wykonywałam przy nich jakieś czynności. Pojechałam do lokalnego nadleśnictwa, które znalazłam na mapach i zapytałam, co oni robią, o co chodzi. Uzyskałam jasną odpowiedź, iż chodzi o sprzedaż i w międzyczasie w przestrzeni braku lasu wyrosła fabryka, która zajmuje się produkcją półproduktów drewnianych. Miało to więc ekonomiczne uzasadnienie, ale zaczęłam z nimi rozmawiać o tym, iż może to, co się wydarzyło zasługuje na jakąś formę upamiętnienia, a nie tylko szybkiego usunięcia i podpisania, iż tak naprawdę nic się nie stało, bo to na tym najbardziej zależało leśnikom. Ich praca jako włodarzy i gospodarzy lasu przez ten huragan została zakwestionowana.
Warto powiedzieć, iż obok lasów gospodarczych w Borach Tucholskich znajduje się Park Narodowy, który nie uległ zniszczeniu, ale lasy gospodarcze, takie plantacje leśne, które były bardzo eksploatowane i poddawane ekstrakcji przez długie, długie lata, monokultura sosnowa, po prostu całkowicie się położyła. Oni musieli udowodnić, iż tak naprawdę mają wszystko pod kontrolą. Spróbowałam poprosić ich o to, żeby stworzyć miejsce, które w jakimś stopniu będzie upamiętniać tę nawałnicę. To jest być może część mojej metody, bo już wcześniej tworzyłam miejsca, również sztuki, kultury niezależnej. Wiem, jak ważne jest, żeby mieć pretekst, żeby móc się spotkać, iż podczas spotkań, spędzania wspólnie czasu, spacerów, jedzenia, takich aktywności, które nie są bardzo formalne, w których jest przestrzeń na to, żeby się poznać i jakoś poczuć, one są otwierające, zaczyna płynąć dialog i to jest bardzo ważne.
Zainicjowałam więc stworzenie właśnie takiego ekopomnika. Na terenach jeszcze nieposprzątanych, które jak się później dowiedziałam były też epicentrum tego wiatru, z pomocą leśników usypaliśmy taki kopiec z około 120 drzew i wyrwanych korzeni. Z biegiem lat, przez kolejne rozmowy, negocjacje i wspólne spędzanie czasu z panami leśnikami, udało się osiągnąć taki konsensus, iż ten pomnik zostanie nieruszany. Będzie oddany powolnym procesom rozkładania się i zarastania. Już teraz jest autonomicznym miejscem w całym lesie, bo uzyskał status ogniska biocenotycznego ze względu na to, iż tam się zasiały różne rośliny, zamieszkały różne stworzenia. Leśnicy uznali, iż jest on szczególnie ekologicznie przydatny, zbudowali małą infrastrukturę, taką małą wiatkę i stojak rowerowy, żebyśmy mogli w zacienionym miejscu spędzać czas. Udostępnili też drogę dojazdową, bo wcześniej była ona zamknięta wyłącznie dla leśników, a teraz można tam się udać, więc powstało miejsce. A skoro powstało miejsce, to było miejsce, które można było odwiedzać. No i to robiliśmy od 2022 roku.
Wcześniej udawałam się tam raczej z pojedynczymi osobami albo moimi prywatnymi znajomymi, czy ludźmi z okolicznego parku krajobrazowego, związanych z ochroną przyrody. Od 2022 roku zapraszam tam już lokalną społeczność, w to się też włączyło Chojnickie Centrum Kultury. Leśnicy stworzyli ścieżkę dydaktyczną, na której umieścili kopiec, pomogli mi stworzyć tablicę, która opowiada, czym to jest. I to funkcjonuje – ja wciąż tworzę dedykowane wydarzenia, na które zapraszam lokalną społeczność i wspólnie coś tam robimy, ale dostaję również dużo zdjęć, informacji, czy choćby w jakiś sposób oznaczane jest to miejsce na Google, co pokazuje mi, iż ono jest stale odwiedzane i iż rzeczywiście funkcjonuje jako miejsce upamiętnienia.
TEMAT 3: Modele wspólnoty
Przestrzenie wspólne projektują zwykle dorośli, wyznaczając dzieciom miejsca i sposoby działania. „Modele wspólnoty. Wystawa do zabawy” odwraca tę relację. W dawnej Łaźni przy ulicy Jaskółczej 1, dziś jednej z przestrzeni Gdańskiego Centrum Sztuki Współczesnej, powstało małe miasto, które dzieci mogą przebudowywać, tworząc własne ścieżki i miejsca spotkań. Punktem wyjścia jest działanie Palle Nielsena z 1968 roku, gdy sztokholmskie Moderna Museet oddano dziecięcej wolności i sprawczości. Gdańska wystawa jest laboratorium współbycia, negocjowania zasad i wzajemnej odpowiedzialności, a zarazem pytaniem, czy instytucje sztuki i instytucje miejskie traktują dzieci jak pełnoprawnych użytkowników wspólnej przestrzeni. O wystawie rozmawiamy z jej kuratorkami, Anetą Lehmann i Izabelą Wieczorek.
Aneta Lehmann: W ramach wystawy można się spodziewać ciągłej zmiany, przede wszystkim. Na samym wejściu, przed wejściem do budynku łaźni znajduje się praca Reni Maj Antyaltana, która została zaprezentowana na Gdynia Design Days i bardzo się cieszymy, iż teraz zaprasza tutaj, ponieważ właśnie Renia Mai jest autorką identyfikacji wizualnej wystawy Modele Wspólnoty. Po wejściu wita nas Strefa Rodzica, a w niej szersza opowieść kuratorska o całym zapleczu teoretycznym, o miejskości, również w kontekście modeli w ogóle i wspólnotowości – czym ona jest, czym jest plac, a czym jest plac zabaw. Z kolei wyżej, idąc wzdłuż mobila, który jest zawieszony w klatce schodowej, dochodząc na drugie piętro, wchodzimy do przestrzeni ciągłej zmiany, w której dzieci tworzą swoje modele w liczbie mnogiej, bo nie ma jednego modelu wspólnoty, jest ich wiele. Malują, rysują, budują, przecinają, przekładają, spinają się, turlają, skaczą, robią wszystko, na co przyjdzie im ochota.
Izabela Wieczorek: Nie jest to na pewno klasycznie rozumiana wystawa. Nie mamy na celu tu nikogo edukować, bo też nie o to chodzi. To raczej my chcemy się uczyć, ale choćby nasz zespół programów społecznych, który teraz jest w GCSW, nie używa terminu edukacja. Staramy się raczej odnosić w wystawie do pedagogiki i antypedagogiki, spoglądać sobie spokojnie na zachowania dziecięce: co je wyzwala, jaka przestrzeń im pomaga i może po prostu coś z tego będzie. Nie mamy zamiaru, bo też takie pytania padają, czy my w ten sposób wychowujemy sobie przyszłych odbiorców? Absolutnie nie, instytucja kultury sztuki jest dla wszystkich i dziecko jest teraz tym aktualnym odbiorcą.
Aneta Lehmann: Jedyne, co jest pewne w życiu tej wystawy, to ciągła zmiana. Mamy nadzieję, iż będą powstawały nowe konstrukcje wytwarzane przez dzieci. My też już w założeniach programowych tej wystawy zakładamy, iż niedługo otworzy się jeszcze jedna przestrzeń, jako kieszeń w tej wystawie. To będzie kryjówka dla tych, którzy będą mieli ochotę odpocząć od tej sali największej ekspresji. Ja już widziałam zresztą pierwsze podejścia do rozbudowywania wspinaczkowca, czyli jednego z elementów. Powstawały tam już pierwsze zadaszenia z pianek, powstawały baldachimy, więc ja wierzę, iż te konstrukcje będą żyły tak, jak żyją w mieście, w wielkoskalowym mieście. My trochę o tej wystawie myślimy jako o małym mieście. Stąd właśnie Przedproże, Plac Wolności, wspinaczkowiec i falowiec wyciągnięte z architektury gdańskiej. Te inspiracje tutaj są nie bez powodu. Tak jak organiczne jest miasto, tak organicznie będzie żyła ta wystawa i my będziemy to obserwować. Nie mamy założonego scenariusza, iż oczekujemy, iż ściany zostaną zamalowane lub nie. Będziemy to po prostu sprawdzać i z wielką przyjemnością obserwować.
TEMAT 4: Parkowe adaptacje
Zanim nastąpi otwarcie nowej siedziby BWA Wrocław – prace realizowane są – instytucja zaprasza do włączania się w aktywności w najbliższej okolicy. „Postęp a Sezony w parku. Adaptacja” to trzecia edycja programu publicznego BWA Wrocław, realizowanego w Parku im. Lesława Węgrzynowskiego, obok przyszłej siedziby instytucji. Park jest tu nie tyle miejscem regeneracji, ile przestrzenią uczenia się relacji z ludzkimi i nieludzkimi sąsiadami. O tym, iż postęp nie musi być przymusem ciągłego wzrostu, ale rozwojem sieci wzajemnego wsparcia, rozmawiałyśmy z kuratorkami działania – Iwoną Kałużą, Joanną Synowiec i Magdaleną Weber.
Iwona Kałuża: Nam jako całej instytucji wydawało się czymś naturalnym, iż skoro planujemy i organizujemy nową siedzibę BWA Wrocław, która będzie w centrum, ale jednak w miejscu dla nas mniej znanym i może oczywistym dla mieszkańców Wrocławia, to byłoby wspaniale zaznajomić się z nimi już przed tą pierwszą ekspozycją, którą otworzymy za kilka lat już w murach nowej przestrzeni. Właśnie w ten sposób realizujemy i poznajemy się z mieszkańcami, czy oswajamy z tą przestrzenią, mówimy o niej, chcemy o tym mówić w sposób dla nas istotny i ważny, stąd w tym roku do naszego programu zaprosiłyśmy artystów, żeby też ich zaangażować w ten proces.
Joanna Synowiec: W zeszłym roku więcej zrobiłyśmy rzeczy, które miały nam przybliżyć metodologicznie fragment: spacerów architektonicznych, przyrodniczych i takich rzeczy, które uczyły nas o tym obszarze. Także w tym roku staramy się adoptować w tym miejscu, ale poprzez działania artystyczne, tak jak powiedziała Iwona. Wiizja przyszłej siedziby łączy nas z tym, iż za chwilę będzie tam galeria ze sztuką współczesną, te wszystkie artystki i artyści tam się pojawią, więc staramy się ze sobą zbliżyć te konkretne adekwatności ludzko-nieludzkie. Jest to bardzo interesująca sytuacja, iż w taki nieoczywisty sposób te postacie artystyczne się pojawiają – poprzez działania warsztatowe, eksperymentalne, od spacerów zapachowych, poprzez na przykład plenery rysunkowe czy plenery artystyczne, np. z Honoratą Martin, gdzie tematem jest opadająca topola, w której chcemy stworzyć podporę, ale z drugiej strony chcemy porozmawiać o tym, czym jest rzeźba i rysunek współczesny. Tak naprawdę chcemy to zrobić poprzez ręce. To, co jest ważne w tym roku, to iż nabrałyśmy apetytu na to, żeby wielozmysłowo o tym wszystkim pomyśleć i zorganizować: poprzez zapachy, działanie rękami albo dźwiękami. Tutaj Magda mogłaby opowiedzieć o swoich warsztatach z osobą samorzeczniczą, więc w pewien sposób macamy temat.
Magdalena Weber: Tak jak wspomniała Joanna, myślimy o rozpoznawaniu i przybliżaniu sobie tej przestrzeni poprzez różne zmysły, ale nie wykluczamy sytuacji, w której te zmysły czasami nas zawodzą, zwodzą lub też odbieramy je nieco inaczej. Ja do moich warsztatów rodzinnych zaprosiłam osoby samorzecznicze z różnych obszarów, m.in. z obszaru wzroku czy słuchu, które na równi, jednocześnie będąc artystkami, współprowadzą te warsztaty, dokładając do tego swoją perspektywę, jednocześnie wkładając swoją bardzo dużą wartość i umiejętności artystyczne i swoje spojrzenie na to wszystko. Była już perspektywa osoby z obszaru wzroku, niesamowita Monika Woźnica-Łojba, z którą współprojektowałyśmy na nowo przestrzenie z rodzinami, myślałyśmy o tym, iż dom to nie zawsze tylko cztery ściany i dach. Często i zwierzęta, i ludzie adaptują się w zupełnie nieoczywistych przestrzeniach i rzeczywistościach, wymyślając co ciekawsze rozwiązania, żeby jakaś przestrzeń była dla nas przyjazna, żebyśmy mogli ją nazwać trochę swoim domem. Trochę tak jak my w tym parku – próbujemy się rozgościć i zapoznać się z przestrzenią, poczuć się trochę bardziej domowo. Przed nami warsztaty, w których będziemy myśleć o hałasie miejskim, który dość mocno nas tam otacza. Pomimo, iż jest to park, trochę na uboczu, to jednak miasto wchodzi do niego bardzo głęboko, poprzez bardzo różnorodne dźwięki i zarówno ludzie, jak i nieludzie jakoś muszą sobie z tym radzić. Kiedy nasz słuch działa nieco inaczej, odbieramy te dźwięki trochę inaczej, to te dźwięki, ale też ten hałas może być jeszcze bardziej trudny do przetwarzania i przeżywania. Pomimo, iż jest to park, niektóre jego fragmenty wcale nie są bardzo przyjemne do przebywania.
TEMAT 5: Widok z góry
Punktem wyjścia dla wystawy w tymczasowej lokalizacji BWA Olsztyn jest Kompozycja astronomiczna Stefana Knappa z 1973 roku – monumentalne dzieło podarowane przez artystę Olsztynowi z okazji obchodów pięćsetlecia urodzin Mikołaja Kopernika. Relief wykonany z kwadratowych blach pokrytych wielobarwnymi emaliami znajduje się w atrium galerii, która jest w tej chwili w remoncie, relief nie jest więc dostępny dla publiczności. Nawiązania do niego zobaczymy niedaleko, w tymczasowej siedzibie BWA w Hali Urania. Prace zaproszonych współczesnych artystów odnoszą się do dzieła Knappa i lokalnego kontekstu, ale też swobodnie meandrują wśród skojarzeń kuratorki Magdaleny Kreis. O wystawie, którą można oglądać do września, rozmawiamy z Moniką Sadowską, dyrektorką BWA Olsztyn.
Monika Sadowska: Magda Kreis, która jest kuratorką tej wystawy, w bardzo interesujący sposób pokazała, jak Knapp (którego adekwatnie nie mamy na tej wystawie, poza jedną pracą, którą wypożyczyliśmy z Olsztyńskiego Planetarium), zafunkcjonował w różnych odniesieniach i punktach inspiracji kuratorki i w dialogicznych formach z osobami artystycznymi z młodszego pokolenia. I to nie tylko z pola sztuki, ale też z pola designu, bo mamy Panią Jurek, Malwinę Konopacką. To, co jest tutaj bardzo ważne, to to, iż kuratorka wystawy w bardzo interesujący sposób pokazała, jak te formy współczesne dialogują z tym, jak myślał i pracował Knapp na różnych płaszczyznach. Z jednej strony jest to forma i kolor, którą możemy zauważyć właśnie w pracach Pani Jurek czy Malwiny Konopackiej, ale też mamy takie prace, w których kuratorka dostrzega dialog pomiędzy Knappem, a jego podejściem do sztuki, która ma być publiczna. Dla Knappa było to bardzo ważne i takie działania możemy zaobserwować chociażby u Kwiaciarni Grafiki czy Wojtka Gilewicza, który też wynosi sztukę w przestrzeń publiczną. Ten dialog z opowieścią o tym, jak sztuka w przestrzeni publicznej była jednym z istotnych punktów dla tworzenia tej wystawy.
Mamy też formy, które są z płaszczyzny inspiracji Knappa Kopernikiem i Słońcem. Mamy Nicolasa Grospierre’a, który pojawia się ze swoją wspaniałą heliografią, którą mamy dzięki uprzejmości Fundacji Sztuki Polskiej ING, ale również Kornel Janczy, który stworzył pracę site specific w dialogu z Magdą, jak można odtworzyć galaktyczną przestrzeń w przestrzeni BWA, ale też inspirując się tymi formami Knappowymi. W bardzo interesujący sposób ta instalacja Kornela buduje przestrzeń naszej wystawy i łączy się z innymi pracami, które w tej przestrzeni się pojawiły. To też nam uświadomiło, jak Stefan Knapp jest wielowarstwowy i wielokierunkowy. adekwatnie wiele z prac, które wybrała kuratorka, nie były stworzone z myślą o Knappie i o tym, iż pojawią się na wystawie o nim, a jednak ten dialog i te linki kuratorka nam znalazła, z czego się bardzo cieszę. Ta wystawa pokazuje, jak sztuka może łączyć się z nauką i jak artyści bardzo często z pola zupełnie innego świata, bardzo często nam się wydaje, iż przeciwnego im, korzystają i opowiadają o nim w bardzo interesujący sposób.
Knapp faktycznie niezwykle inspirował się Kopernikiem i jego odkryciami, dlatego poza mozaiką, którą możemy oglądać w Atrium BWA, podarował też Olsztynowi portret Kopernika, który właśnie na tej wystawie się pojawia. Jest wykonany w emalii, niezwykle ciężki, czego się nie spodziewaliśmy, ale to jego działanie, właśnie taka inspiracja, gdzieś w tej wystawie została przepleciona. Dlatego też myśląc o programie towarzyszącym, który tworzyliśmy do tej wystawy, wiedzieliśmy, iż do wystawy musimy dołączyć opowieść o kosmosie i ona faktycznie tutaj zafunkcjonuje. Współpracujemy nie tylko z Planetarium, ale też z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim i zaprosiliśmy naukowców, żeby pokazali tą drugą stronę, odkryli ten drugi świat w przestrzeni sztuki.
TEMAT 6: Sztuka i technologia
INTER:AKT to nowy międzynarodowy festiwal sztuki i technologii poświęcony rzeczywistościom powstającym na styku tego, co realne i spekulatywne, globalne i osobiste. Tegoroczna edycja odbędzie się 7–8 listopada 2026 roku w Katowicach, a także online. Program wyznaczają trzy obszary: wyobrażanie możliwych światów, namysł nad mediami, przez które ich doświadczamy, oraz poszukiwanie form współistnienia i przynależności. Do 13 września trwa open call na projekty, praktyki i badania, skierowany do osób tworzących i badających sztukę cyfrową, gry i film, programujących i kuratorujących. O festiwalu i uruchamianej przez niego wyobraźni rozmawiamy z jego współkuratorką Aleksandrą Bednarz.
Aleksandra Bednarz: Pomysł na festiwal wziął się z ciekawości: ciekawości świata, sztuki, ale też tego, jak dynamicznie zmienia się technologia. Jest mi czasami tak trudno nadążyć za zmianami i za byciem na bieżąco, iż szukam sposobów, żeby nadążyć. Domyślam się i z rozmów z ludźmi słyszę, iż wiele i wielu z nas ma ten sam problem. Myślę, iż to jest jakiś sposób, żeby złapać ten moment, w którym jesteśmy, przyjrzeć się temu, gdzie jesteśmy, jak odpowiada na to sztuka, bo festiwal dotyczy technologii i sztuki, czy sztuki i technologii i tego, co się dzieje na ich styku. Sposób na zatrzymanie się i przyjrzenie, co się wydarza. To, co dla mnie istotne, to fakt, iż to co widzimy w mediach, co często do nas dociera, to duże, mocne historie, a my na festiwalu chcemy się skupiać na bardziej intymnych, osobistych opowieściach, na tym jak my jako ludzie i jednostki odczuwamy technologię i co się z nami dzieje.
Oś tematyczną, czy okrąg tematyczny, my sobie go nazywamy okręgiem tematycznym, wyznaczają trzy hasła. Pomysł powstał z myślenia o tym, jak sobie wyobrażamy rzeczywistość i jak budujemy świat wokół nas. Te trzy pojęcia, które to określają, które sobie wytłuściłyśmy na potrzeby myślenia o festiwalu, to imagining, czyli myślenie o przyszłości, spekulowanie o przyszłości dzięki technologii i narzędzi technologicznych, sztuki cyfrowej, tworzenia wirtualnych rzeczywistości czy spekulatywnych rzeczywistości. Mediating, czyli to, jak na nas wpływają narzędzia, media, technologia, na nas – ludzi, czyli można by powiedzieć, iż gdzieś pomiędzy tymi światami, rzeczywistościami. Belonging, które dla mnie i Oli Skubel, z którą ten festiwal kuratorujemy i programujemy, też było ważnym tematem. adekwatnie zastanawiałyśmy się nawet, czy nie poświęcić mu całej przyszłej edycji. To jest o poszukiwaniu wspólnotowości w świecie zdominowanym przez technologię i media, ale też o przywracaniu znanych już sposobów funkcjonowania we wspólnotowości. Nie chcę ich nazywać stare/nowe, bo chcemy odchodzić od takiego podziału, ale jest to takie przemyślenie od nowa tego, co już było, i jak my możemy sobie to przywrócić i jak umiejscowić siebie jako ludzi.
Te tematy będą podejmowane przez różne działania. Będą to rozmowy z artystami, specjalistami. Nie chcemy, żeby festiwal miał charakter akademicki, żeby był bardzo teoretyczny. Bardziej zależy nam na rozmowach z osobami, które są praktykami, które eksperymentują. Jesteśmy też otwarte na prace work in progress, na nieskończone projekty, pomysły na projekty. Będą to pokazy filmów. Akurat dzisiaj oglądałam przepiękny krótkometrażowy film o dotyku w świecie wirtualnym. Mamy też oddzielną ścieżkę na festiwalu, do której ogłosiłyśmy teraz open call. To są takie projekty, które mogą zgłaszać osoby, które chciałyby się włączyć i zostać częścią festiwalu. Można zgłosić jakąś inicjatywę, która będzie się działa w Katowicach w trakcie dwóch dni festiwalu (7-8 listopada), albo zgłosić wystąpienie online, krótką rozmowę, pokaz swojego projektu, pomysłu. Ta druga ścieżka jest naturalnie skierowana do publiczności, do osób, artystek, artystów, badaczek i badaczy, także z zagranicy. Festiwal ma charakter międzynarodowy i chcemy, żeby był też szerszą, bardziej globalną dyskusją.
Na pewno na festiwalu pojawi się temat sztucznej inteligencji. Nie chcemy jednak, żeby to był temat dominujący. Ja osobiście, jeżeli mam być szczera, mam dosyć sztucznej inteligencji. Wydaje mi się, iż wielu artystom i artystkom też minęło chyba pierwsze zafascynowanie sztuczną inteligencją i wykorzystywaniem AI w twórczości dlatego, iż jesteśmy zasypani slopami, zdjęciami, tekstami. Szukamy z Olą do programu rzeczy, prac, dzieł czy badań, w których AI o ile się pojawia, to w formie krytycznej albo jest narzędziem, ale nie jest to praca o AI czy wygenerowana przez AI, która adekwatnie jest kolejnym obrazkiem czy filmem, który kilka wnosi. Potrzeba nam w tych pracach czegoś głębszego i ważniejszego.
~~
W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.
Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska
To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!
–
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.



