6 tematów #60, premiera 06.07.2026 w Radio Kapitał
Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.
W tym odcinku:
Materia plastyczna – rozmowa o wystawie Szklarki w przestrzeni SIC! BWA Wrocław z jej kuratorką – Anną Raczyńską
Współpraca i wymiana – o pierwszej rocznicy działalności Grid Arthub w dawnej Stoczni Gdańskiej z Moniką Domańską
Tutejszość – o nowootwartej przestrzeni galerii Fotopol z bohaterem pierwszej wystawy, Kubą Dąbrowskim
Palec w sercu – rozmowa ze współkuratorką Małgorzatą Miśniakiewicz o tegorocznej edycji Przeglądu Sztuki SURVIVAL
Dane do protestu – o danych jako narzędziach oporu opowiedział socjolog Maciej Kowalewski
Nitka społeczna – z artystką Ewą Cieniak o tym, dlaczego sięgnęła po haft i o autorskim cyklu warsztatów w grochowskim Domu Sztuki
Zapraszamy!
TEMAT 1: Materia plastyczna
Przez całe lato w galerii SIC! BWA Wrocław można oglądać wystawę Szklarki – to artystki, które przez wytwarzane przez siebie obiekty pragną zwrócić uwagę na rolę kobiet w świecie sztuki i rzemiosła, a używają do tego szczególnie plastycznej materii, jaką jest szkło. Podtytuł wystawy – Ciało w materiale napięć – z jednej strony odnosi się do napięć obecnych w ciele, rozumianych jako mechanizm obronny związany ze stresem, emocjami oraz fizycznym przeciążeniem czy niewłaściwą postawą. Z drugiej strony tworzy bezpośrednie odniesienie do technicznych adekwatności szkła, które funkcjonuje w stanie stałego napięcia. Podczas wernisażu wystawy, otwartej do 20 września, rozmawiałyśmy z jej kuratorką – Anną Raczyńską.
Anna Raczyńska: Szklarki to feminatywa słowa szklarze – chodziło nam o zwrócenie uwagi na to, iż język też ma potencjał oporu czy zmieniania rzeczywistości. Powiedziałabym, w naszym przypadku szkło jest tym językiem. Opowiadamy poprzez szkło głównie feministyczne narracje. o ile chodzi o podtytuł Ciało w materiale napięć, było dla nas bardzo ważne, iż oprócz tego, iż ucieleśniamy obiekty, które dostałyśmy od artystek, pracujemy również z ciałem widza. Zawarliśmy to w scenografii zaprojektowanej przez Basię Żłobińską, gdzie można przysiąść na podestach i nawiązać zupełnie inną relację, z innej perspektywy, z rzeźbami, które tam się widzi. Mamy również instalację przestrzenną od SAIF, która znajduje się w tyle galerii, gdzie trzeba pracować ze swoim ciałem, trzeba je napiąć, żeby zobaczyć na przykład tył rzeźby. Jesteśmy tak jakby zablokowani linami, które wychodzą z różnych punktów przestrzeni.
Było dla nas bardzo ważne, żeby widzowie zobaczyli szkło z innej strony – jako sztukę współczesną, a nie jako design. Dlatego zaprosiłyśmy trzy artystki, które pracują w bardzo różnych technikach ze szkłem: Sadhbh Mowlds, Marta Byrdziak oraz Maja Kitajewska. o ile chodzi o Sadhbh Mowlds, która pochodzi z Dublina, ona zajmuje się szkłem w hucie, pracuje w otoczeniu huty i pokazuje bardzo polityczne, ale również cielesne tematy z elementami feministycznego body horroru. Buduje ze szkła jako tkanki, skóry, obiekty, które są zlepkiem zewnętrznych i wewnętrznych części ciała. Z tego powstają nieheteronormatywne rzeźby, które mówią bardzo mocno o ciele, ale nie skupiają się na rolach binarnych, które ciało też symbolizuje. o ile chodzi o Martę Byrdziak, która w tej chwili mieszka w Brukseli, jest ona artystką, która zajmuje się głównie cielesnością i seksualnością. Mówi w swojej praktyce bardzo dużo o poczuciu wstydu, ale również kontroli, z jaką mają do czynienia kobiety w naszym społeczeństwie. W swojej technice oprócz szkła wykorzystuje bardzo często włosy. One podejmują narrację statusu – jak wiadomo w naszym społeczeństwie robi to różnicę, czy włosy są zakryte, czy nie, czy są długie, czy krótkie. Jest też temat wstydu połączonego z owłosieniem na ciele, który ona przechwytuje i opowiada o nim z bardzo mocnej i innej strony. O tym nie wspominałam, ale Marta pracuje też głównie w hucie. Maja Kitajewska pracuje w innej technice, w swoim domu czy mieszkaniu, gdzie potrzebuje trochę takiej intymnej atmosfery. Tworzy autobiograficzne portrety swojego ciała, ale jako zlepek tkanek ze szklanych koralików. Sama nazywa je elastycznymi rzeźbami. To niesamowite, iż ona przez tę technikę ściąga z siebie skórę dzięki szkła czy koralików i pozwala grawitacji tworzyć zupełnie niesamowite, błyszczące formy, które przypominają coś pomiędzy biżuterią. To też nawiązuje oczywiście do tematów kobiecych. Ona zajmuje się generalnie teraz serią Skóry i Bez tytułu, które możemy zobaczyć na pierwszym, większym podeście na wystawie.
TEMAT 2: kooperacja i wymiana
Już od roku w Gdańsku działa Grid Arthub. W zabytkowej hali 31B na terenach dawnej Stoczni Gdańskiej powstał zespół pracowni, przestrzeń rezydencyjna, miejsce publicznych wydarzeń i zaplecze dla Radia Ingrid. Spotykają się tu sztuka, projektowanie, architektura, muzyka, badania miejskie i praktyki społeczne. Grid chce być środowiskiem pracy opartym na wymianie wiedzy, wspólnym testowaniu pomysłów i budowaniu trwałych relacji. Symbolicznym centrum miejsca jest duży stół – przestrzeń rozmowy, współpracy i negocjowania różnic. I tu podczas świętowania pierwszych urodzin Grid Art Hubu rozmawiałyśmy z Moniką Domańską o tym co udało się przez ten rok zrobić.
Monika Domańska: Pierwszy rok był rokiem testowym, zdecydowanie. Próbowaliśmy różnych formatów, różnych wydarzeń, definiowaliśmy swoją publiczność, bo co innego nasze założenia, a co innego rzeczywistość, chociaż one się w dużej mierze gdzieś tam przenikają. Na pewno to, co jest istotne, to to, iż chcieliśmy rozszerzyć grono naszych odbiorców o zawody i grupy, które często nie funkcjonują w instytucjach. Dużo rzeczy dedykowanych jest osobom wokół sztuk wizualnych, czasami też architektury. Inne osoby z branż kreatywnych i w ogóle myślenie o różnych zawodach jako o częściach większej układanki i większej całości, to było coś, na czym nam bardzo zależało. Widzimy, iż czasami do programu wprowadzamy nowe tematy, które nie zawsze są od razu popularne i rozchwytywane, jak na przykład moda. Ciężej nam się rekrutuje osoby na rzeczy związane z modą, a jednocześnie przyświeca nam przede wszystkim cel podnoszenia kompetencji osób twórczych w Trójmieście po to, żeby nie musiały migrować do Warszawy, zagranicy, czy do innych miast.
Jeśli chodzi o rzeczy, które się udały i które są dla nas istotne, to na pewno właśnie wątek reuse’u, ponownego użytkowania i przetwarzania rzeczy, które już są w obiegu. O tym mamy spotkanie z Marianem Misiakiem, który razem z Jackiem Wielebskim będzie mówił o post-brandingu. Zależy nam na tym nie tylko w przestrzeni architektury, ale też na przykład projektowania graficznego, które mniej słynie z cyrkularności niż architektura, gdzie ten temat jest gdzieś już wprowadzany. Te wątki, które widać tutaj na miejscu: możemy zobaczyć i dotknąć parkietu i wszystkich innych elementów, które ponownie wykorzystał Filip Kozarski. To też wprowadzamy do programu. W wakacje czeka nas Dom Spokojnej Twórczości, gdzie jednym z warsztatów, na które można się zapisać, są warsztaty z Megi Malinowski i Filipem Kozarskim Obiekt zasobów stoczni: warsztat projektowania z materiałów z odzysku. Zapraszamy też na przykład Turnus, który będzie opowiadał o swoich doświadczeniach tworzenia nie tylko miejsc, ale też funkcjonowania przestrzeni artystycznej, budowania fermentu i robienia rzeczy bez rezydencji. Zależy nam na tym, żeby środowisko trójmiejskie pobudzać i jeżeli efektem tego będzie większa ilość wystaw w najdziwniejszych miejscach, to będziemy na pewno bardzo szczęśliwi.
To, co też wybrzmiało, to właśnie rezydencje, które mamy w Gridzie. Jedna z nich jest dosłownie tutaj za ścianą, to jest ASP, gdzie prezentowane są tegoroczne dyplomy. Oprócz tego jest rezydencja z miastem – Miasto Gdańsk ArtRoom – gdzie przewinęła się cała masa bardzo utalentowanych osób z najróżniejszych ścieżek życia i tematów: były osoby DJ-skie i osoby piszące książki, malujące obrazy, robiące grafikę, animację. Teraz ten format też zostanie w pewien sposób ustrukturyzowany przez Biuro Obsługi Artystów, które tym lokalem będzie zarządzało z ramienia miasta. Jest też rezydencja Gridowa, gdzie gościliśmy na przykład Bolesława Chromrego, który zrobił eksperymentalny event i zin razem z naszym rezydentem z Expo. Mieliśmy rezydencje krytyczne, Joanna Kobyłt stworzyła słuchowisko, Karolina Krasny stworzyła tekst (właśnie czekamy na jego publikację w ogólnopolskich mediach) o budownictwie komunalnym w Gdańsku, więc dużo za nami. Teraz czeka nas ewaluacja tego roku i jej wynik będzie stanowił wkład programowy na 2026 i 2027.
Teraz pierwsze urodziny obchodzi też Huba i Radio Ingrid. Huba też jest niezwykłym miejscem, mocno eksperymentalnym. Ona stara się domknąć obieg 100czni – to jest takie cyrkularne centrum związane z ekologią. Aktualnie realizowane są tam warsztaty związane z fungarium, które tam powstaje, z kompostowaniem, z odpadami, co zrobić, żeby te odpady przetworzyć, jak zrobić bioplastiki, które potem możemy wykorzystać chociażby w przestrzeni Gridu. Jak nie wyrzucać, jak przetwarzać, jak używać ponownie: z mocnym, ekologicznym i społecznym komponentem. Radio Ingrid ciągle rośnie. To jest niesamowita społeczność. Jest już blisko setki osób na Discordzie. Większość oczywiście chce mieć swoje audycje autorskie, natomiast mamy też bardzo dużą ekipę, która wspomaga nas technicznie, realizatorsko, promocyjnie. Otwieramy kiosk, czyli nasz pierwszy fizyczny punkt, gdzie będzie można oglądać radio powstające na żywo, bo zwykle funkcjonowaliśmy za murami stoczni w poniedziałki. Gramy też na patio stoczniowym regularnie, raz w miesiącu. Wychodzimy poza przestrzeń internetu do fizycznych lokalizacji, gdzie można nas spotkać, dotknąć, posłuchać i się zaangażować, bo ciągle rośniemy i ciągle zapraszamy nowych członków i członkinie.
TEMAT 3: Tutejszość
Na warszawskiej mapie sztuki pojawiło się nowe miejsce – Fotopol. To wspólna inicjatywa Kamili Bondar i Łukasza Gorczycy. Kamila szefuje Fundacji Sztuki Polskiej ING, a Łukasz współprowadzi Galerię Raster. Postanowili otworzyć galerię, jakiej w Warszawie brakuje – taką, która specjalizuje się w fotografii, pokazuje ją, promuje wśród kolekcjonerów i sprzedaje. Pierwsza wystawa łączy klasyka fotografii Jana Bułhaka i jednego z najważniejszych współczesnych twórców tego medium – Kuby Dąbrowskiego. Ich twórczość dzieli stulecie, ale z pewnością mieliby o czym rozmawiać. O tutejszości, która nawiązuje do tytułu wystawy, rozmawialiśmy z Kubą Dąbrowskim w dniu otwarcia galerii.
Kuba Dąbrowski: Tutejszość jest dla mnie skomplikowana, bo jestem socjologiem z wykształcenia i jeszcze jestem socjologiem z Podlasia. Mój dziadek urodził się w Wołkowysku, ja się urodziłem w Białymstoku, więc tutejszość pojmowana klasycznie, socjologicznie, tutejszość ze spisów powszechnych, tutejszość płynności języków: przez białoruski, rosyjski i polski, dojrzewając na Podlasiu, jest czymś absolutnie naturalnym, takim światełkiem, które się cały czas pali, ta rzecz się mieli w głowie.
Dojrzewając w Białymstoku w latach 90., jeżdżąc na deskorolce, słuchając rapu i robiąc te wszystkie rzeczy, które się robiło w latach 90., tutejszość rozumiana jako wspólnota Ziemi, koloru nieba nad nami, wydawała mi się czymś totalnie sztucznym i czymś, co mnie totalnie nie dotyczy. Ja tutejszość rozumiałem bardziej tak, iż pamiętam, iż w Machinie był wywiad z Krzysztofem Wargą, w którym powiedział, iż jego ojczyzną jest brytyjska muzyka gitarowa. Ja czułem, iż moją ojczyzną jest deskorolka, rap i rzeczy przywiązane do tego. Podróżując więcej po świecie, przeprowadzając się, mieszkając w innych miejscach, troszeczkę mi się potwierdzało, iż znajomi i przyjaciele z Włoch, ze Szkocji czy z Japonii, którzy wychowywali się na tym samym kulturowym amalgamacie, czy na japońskich odpowiednikach Molesty, które powstawały w tym samym czasie, iż mamy ze sobą dużo wspólnego. Rozumiemy różne niepisane kody, które spełniają się w innych konkretnych dziełach kultury, ale kody i wrażliwość jest ta sama.
Teraz, mieszkając po raz pierwszy naprawdę długo poza Polską, bo od ośmiu lat jesteśmy w Niemczech, wracając do Polski zacząłem rozumieć tutejszość wynikającą ze smaku chleba, koloru nieba i tych wszystkich rzeczy. Tutejszość dla mnie na tę chwilę, w kontekście tej książki, która rozpoczęła myślenie o tej wystawie, jest przede wszystkim pytaniem, czy te tutejszości się wykluczają, czy się nie wykluczają, czy ja na przykład sam się wyłączyłem z tej tutejszości, która jest tutaj. Nie wyłączyłem, iż wypisałem, ale czy mieszkając gdzie indziej jej sobie jakoś nie wygasiłem albo nie wyidealizowałem. Tutejszość jest w związku z tym pytaniem.
Jeżeli chodzi o międzynarodową podróż fotograficzną, która się odbywa cyklicznie i w której spędzam choćby 4 miesiące w roku, ona siłą rzeczy buduje inny rodzaj tutejszości, inny rodzaj zażyłości. Z mojego punktu widzenia we wszystkich sytuacjach, w których jestem, robię zdjęcia dokładnie z tego samego odruchu. Natomiast widząc te zdjęcia później razem, zdjęcia z Paryża, Mediolanu, czy jakiejś wyspy, one w tym kontekście zaczynają być totalnie znaczące. Zdjęcie pola namiotowego w Dębkach z kałużą zaczyna znaczyć co innego, kiedy pokazuje się je w kontekście jakiegoś parasola na Capri. Ja bardzo staram się unikać tego zestawienia, bo ono mnie po prostu boli. Boli mnie dlatego, iż na tym Capri ja też jestem totalnie zmęczony. Kiedy wystawiam je, nie jestem tam na wakacjach, jestem tam na zdjęciach i to zdjęcie parasola dla mnie symbolizuje jakiś poziom zmęczenia, bycia w pracy. Pokazanie tych dwóch zdjęć razem nagle zaczyna tam wygrywać jakieś tony, których bym nie chciał. Nie udało mi się znaleźć jeszcze języka czy metody na pokazanie tych dwóch rzeczy, tych dwóch światów razem. Chociaż z punktu widzenia fotografii, mojego spojrzenia czy choćby narzędzi, to podejście jest dokładnie takie samo.
TEMAT 4: Palec w sercu
Przegląd Sztuki SURVIVAL już od 20 lat otwiera przestrzenie Wrocławia na co dzień niedostępne dla publiczności. W tym roku odbywał się w dawnej Klinice Psychiatrii i Chorób Nerwowych pod hasłem Palec w sercu. Zaproszeni twórcy i twórczynie analizowali naukę jako system budujący autorytet, ale też uwikłany w mechanizmy władzy i nadużyć. Przyglądali się również zmienności i nietrwałości wiedzy. Tytułowy “palec w sercu” odwołuje się do gipsowego odlewu palca legendarnego wrocławskiego kardiochirurga Wiktora Brossa, którego badania i pionierskie operacje były przeprowadzane we wrocławskich klinikach. O tegorocznej edycji rozmawiamy z Małgorzatą Miśniakiewicz, współkuratorką festiwalu i członkinią zespołu fundacji Art Transparent, która stoi za tym niezwykle cikawym wydarzeniem będącym zarazem metodą rozpoznania potencjałów miasta wciąż czekających na odkrycie.
Małgorzata Miśniakiewicz: Palec w sercu znajduje się na styku wiedzy, nauki, emocji i myślenia magicznego. Punktem wyjścia był dosłownie odlew palca legendarnego wrocławskiego kardiochirurga, Wiktora Brossa. Odlew jego palca, na którym zaznaczone było, jak głęboko należy wetknąć palec w zastawkę mitralną przy operacji poszerzania tejże, był przedziwną relikwią, a jednocześnie przyrządem naukowym i pedagogicznym. Stał się dla nas punktem wyjścia do myślenia o tym, jak wiedza się konstytuuje, przedawnia i jakie ma sploty z władzą, z niewładzą i z różnymi mrocznymi aspektami rozwoju.
Tegoroczna edycja odbywała się w dawnej Klinice Psychiatrii i Chorób Neurologicznych, która stanowi jedną z klinik całego kompleksu zbudowanego na przełomie XIX i XX wieku, jeszcze w pruskim Breslau, który miał przyczynić się do skokowego rozwoju pruskiej nauki i medycyny. W tejże klinice badał i pracował m.in. Alzheimer, po którym nazwana została choroba neurodegeneracyjna, i który jako jeden z pierwszych rozpoznał korelacje pomiędzy utratą pamięci, wiekiem a neurodegeneracją mózgu. W tych budynkach, już od lat nie używanych do celów medycznych, zaprezentowaliśmy wystawę składającą się z 35 propozycji artystycznych, zrealizowaną w kilku budynkach podzielonych na różne sekcje tematyczne i zagadnienia. Prace były bardzo różnorodne, od wideo po instalacje site-specific, malarstwo czy rysunek.
Jednym z tematów, który mocno się przewijał na wystawie, było bardzo czułe spojrzenie na kwestie utraty pamięci i chorób neurodegeneracyjnych, jak choćby prace Justyny Kosińskiej czy Pawła Jaskuły, czy kwestie zdrowia psychicznego mężczyzn, jak w przypadku Pawła Błęckiego. Była też duża sekcja poświęcona temu, jak władza, bratając się z ideologią, konstytuuje nasze myślenie i kody kulturowe. Tutaj mamy m.in. prace Siergieja Szabochina, Aleksieja Radynskiego, czy Aleksieja Sai i Jurija Gruzinowa. Kolejna duża sekcja dotyczyła tego, jak nauka reaguje i jakie relacje buduje z tymi, którzy są na marginesach, słabsi od ogółu. Tutaj mamy m.in. pracę Małgosi Góreckiej i Anny Ruszczyk dotyczącą testów nad zwierzętami, czy pracę Karoliny Szymanowskiej o nieustannej inwigilacji. Główna, największa część wystawy w dużej mierze przyglądała się bardziej osobistemu wymiarowi tego, jak nauka spotyka się z ciałem. Tutaj mamy m.in. prace Daniela Kotowskiego, Ewy Zwarycz, Magdy Hueckel, czy Saszy Baszyńskiego.
Dla osób, którym nie udało się dotrzeć w tym roku do Wrocławia, polecam naszą stronę internetową, gdzie znajduje się rozległe archiwum Survivalu, dokumentacja fotograficzna wszystkich prac, opis koncepcji, a także zapisy dyskusji i debat, które odbyły się w ramach sceny społecznej. Na naszych stronach i mediach społecznościowych została też ujawniona nagroda publiczności, czyli ta praca, która najbardziej wpadła w oko odwiedzającym wystawę.
TEMAT 5: Dane do protestu
Internet nas zjadł! Współczesne miasta stały się laboratoriami algorytmicznego zarządzania. Wpływ technologii, infrastruktury danych, usług cyfrowych i algorytmów na codzienność mieszkańców jest ogromny. Dlaczego ruchy miejskie i większość organizacji pozarządowych – wyjątkiem jest niestrudzony i skuteczny w swoich działaniach Panoptykon – tak rzadko zajmują się tymi zagadnieniami? O tym jakie są konsekwencje internetyzacji i algorytmizacji życia społecznego piszą w wakacyjnym wydaniu czasopisma NN6T badaczki i badaczki oraz aktywiści z Kongresu Ruchów Miejskich. W numerze przeczytacie też rozmowę o danych jako narzędziach oporu, o których rozmawialiśmy z socjologiem z Uniwersytetu Szczecińskiego Maciejem Kowalewskim, badaczem oddolnych protestów we współczesnej przestrzeni społecznej.
Maciej Kowalewski: Myśmy zajęli się tym tematem z dwóch powodów. Po pierwsze, zauważyliśmy, iż powstaje stosunkowo dużo baz danych czy zestawów danych, które ewidencjonują akty protestu. Część z nich działała w taki sam sposób, jak 10-20 lat temu: na podstawie artykułów w prasie zbierano informacje o tym, gdzie, kiedy, kto i w jakim celu zorganizował jakąś formę protestu. Takie dane są niezwykle przydatne, bo pozwalają śledzić w czasie zmienność aktywności protestacyjnej, zmienność tematów, organizacji, które za nimi stoją. Ale od pewnego czasu zaczęły się też pojawiać takie zestawy danych, które powstają w sposób automatyczny albo półautomatyczny, ponieważ zbierają informacje z platform społecznościowych, z elektronicznych wydań prasy. To się dzieje w tym sensie samo, iż w czasie rzeczywistym można choćby w skali globu śledzić aktywność protestacyjną poszczególnych podmiotów. Takich projektów na świecie jest prowadzonych kilka. One nie są wykorzystywane tak często, jak mogłoby się wydawać, przez publicystów czy polityków, ale to jest jakaś część tych zasobów wiedzy, które nam pozwalają dyskutować o tym, jak często, jak liczne i przeciwko czemu są takie akty obywatelskiego niezadowolenia. To się dzieje prawie na bieżąco. Ale oprócz tego jest oczywiście całe mnóstwo informacji dotyczących tego, co już się dawno, wcześniej wydarzyło, w bliższej lub dalszej przeszłości, a co jest jakąś formą dokumentacji tego aktu sprzeciwu, protestu obywatelskiego, czy działalności ruchów społecznych. W Polsce takich zasobów, danych czy archiwów nie mamy aż tak dużo.
Na świecie myśl o tym, iż nasz aktywizm, działania choćby na bardzo mikropoziomie, to jest część dziedzictwa kulturowego i wielkiego dziedzictwa historycznego, nie jest aż tak powszechna. Trochę przełamują to archiwa społeczne i cały ruch wspierany przez Centrum Archiwistyki Społecznej, zresztą nie tylko przez nich, które dużo wysiłku wkłada w to, żeby ludzi przeszkolić, ale przede wszystkim zbudować potrzebę gromadzenia informacji o tym, co dzieje się tu i teraz, przenieść to w przyszłość. W przypadku ruchów społecznych jest to niezwykle ważne, bo potem historia o ruchach społecznych zwykle bywa opowiadana przez kogoś innego. Ruchy społeczne funkcjonują zwykle w konfliktowym polu, w związku z czym bardzo chętnie tę historię opowiedzą przeciwnicy polityczni, czasami policja, szeroko rozumiana opozycja, albo jacyś późniejsi spadkobiercy, o ile te ruchy same nie zadbają o to, żeby własną historię i zaangażowanie opowiedzieć, póki czas.
Zauważyliśmy, iż ruchy, które funkcjonują współcześnie, przez to, iż tak dużo działają w świecie cyfrowym, komunikując się dzięki różnych, głównie nie papierowych, ale właśnie cyfrowych narzędzi, przestały dbać o archiwizację. Kiedy używano plakatów, dokumentów ze spotkań, odezw, manifestów, wydawano prasę papierową, drukowano ulotki, naklejki, to łatwiej było o ten materialny ślad aktywności ruchów społecznych. Dzisiaj, kiedy to często jest profil na Facebooku, kanał na Whatsappie, strona internetowa, łatwo przyjąć takie założenie, iż to wszystko będzie trwało wiecznie. Nie będzie. Niejasna jest własność tych materiałów, jak ktoś próbował na Facebooku przewijać coś dłużej, niż rok do tyłu na osi czasu, to wie, jakie to jest utrudnione, a awarie portali takich jak Wayback Machine albo Archive.org, które archiwizują internet, pokazują, iż to wcale też nie jest takie oczywiste, iż te wszystkie rzeczy przetrwają w czasie. W związku z tym dużo trzeba wysiłku włożyć w to, żeby współcześnie działające ruchy też pomyślały o tym, żeby ich własne zaangażowanie, aktywność, choćby na rzecz dzielnicy czy jakiejś takiej mikroskali, zachować dla potomków. Żeby później można było nie tylko to badać, bo to jest pewnie jakiś tam niewielki element tego, co z tą wiedzą może się wydarzyć, ale żeby nie trzeba było walczyć jeszcze raz o te same sprawy, opowiadać jeszcze raz o tych samych ideach, a przede wszystkim, żeby nasza indywidualna historia przetrwała nie tylko 10-20 lat, ale znacznie dłużej.
TEMAT 6: Nitka społeczna
Haft wymaga czasu, ale w pracach Ewy Cieniak nie jest zajęciem służącym wycofaniu się ze świata. Przeciwnie: prowadzi ku innym ludziom. Nitka łączy u niej portret z rozmową, indywidualne doświadczenie ze zbiorowym obrazem, a technikę kojarzoną z domową pracą kobiet – z tematami pamięci, depresji, migracji, przynależności i społecznych więzi. Tak powstały między innymi „Panorama miasteczka”, zbiorowy portret osób związanych z Koluszkami czy „Czerwona nitka”, łącząca haftowane wizerunki z rozmowami o doświadczeniu depresji. Największym projektem artystki jest „Kolumna Krajana” — monumentalna tkanina prezentująca portrety osób, dla których Polska stała się miejscem życia, oraz tych, które chcą budować ją jako wspólny, wielokulturowy dom. Z Ewą Cieniak rozmawiamy o tym jak to się stało, iż sięgneła po haft i zachęcamy do śledzenia programu prowadzonych przez nią warsztatów w grochowskim Domu Sztuki.
Ewa Cieniak: Ostatnio jestem przestraszona, iż w takie duże formy idę. Co za tym stoi? To są jakieś moje rozkminy wewnętrzne, może się kiedyś nimi podzielę.
Faktycznie jakoś lubię dużą skalę i wykorzystanie haftu do takich dużych form uważam za może nie nowe, ale przełamujące stereotypowe wyobrażenie o tym, iż haft jest właśnie mały, na tamborku, on leży na stole, wisi na ścianie w kuchni lub w pokoju. Tutaj z tymi formami, takimi jeszcze dodatkowo portretowymi, co też nie jest przypisane do haftu i jakoś z nim kojarzone, wchodząc w tą skalę i portretowość, myślę sobie, iż coś tam otworzyłam. Na pewno jakąś nową ścieżkę dla siebie, bo to było dla mnie duże zaskoczenie, iż w ogóle sięgnęłam po haft.
Przed sześcioma laty nie miałam zamiłowania do szycia, igły, nitki, w ogóle nul. Nagle się otworzyło coś bardzo obfitego w tematy i formę, w jakiej ja się wypowiadam, w sensie, iż eksperymentuję z różnymi nićmi, z różnymi przedstawieniami. Dużo różnych rzeczy przeżywałam przed sięgnięciem po igłę i nitkę, psychologicznych zawirowań i rozkmin, co mam dalej zrobić, więc stanęłam trochę przed ścianą, a adekwatnie przed kanapą, na której leżały poduszki wyhaftowane przez moją nieżyjącą już od dawna babcię Nastkę. Jak sobie popatrzyłam na te poduszki, a właśnie się mierzyłam z próbą powrotu do sztuki i malowania, pomyślałam sobie: dobra, to ja może naprawię ten portret nićmi, coś dodam do tego malowania i może to jakoś uratuję. Nie uratowałam, ale w jakimś sensie uratowałam siebie, bo właśnie po wzięciu do ręki igły i nitki i wykorzystaniu haftu na tym portrecie, jakoś się uspokoiłam.
Zaczęłam haftować. Haftowanie jest właśnie w takim trybie powolnym, obraz pojawia się w zwolnionym tempie, sama materia, w sensie sama nić, czyli to narzędzie, też daje od siebie wartość nieco inną niż farby, to jest przestrzenne, to się plącze. Ja nie lubiłam chyba też tego, iż farby się jakoś miesza i to mnie trochę wytrącało. Nici niby mieszam, ale nie mieszam, i to też dla mnie jest odkrycie. Poleganie na narzędziu, zdanie sprawczości, ale też ta nowość, ta energia, która do mnie przyszła po tym, jak sięgnęłam po coś takiego, z czym myślałam, iż jestem na bakier bardzo, a nagle się okazuje, iż nie.
Na początku, pierwsze moje prace, to było 20 na 20 centymetrów, ponieważ czułam się niepewnie i badałam dopiero swoje umiejętności, narzędzie i jak to w ogóle mi wychodzi, tak się oswajałam z tym. Zaczęłam od małych form, ale w przeciągu tych 6 lat doszłam do wysokiego na 7 metrów projektu Kolumna Krajana, na którym – nie liczyłam wszystkich osób – ale jest około 200 postaci. Tempo tego przyrostu mnie zaskakuje. Tak jak wspomniałam wcześniej – co za tym stoi, to będę rozkminiała. Mnie się w ogóle podoba, iż to jakby przekracza rozumienie haftu jako haftu, jako takiego podręcznego obrazka, użytecznego domowo, iż to ma, przynajmniej w niektórych moich projektach, tematy ważne społecznie. Ja nie wiem, czy one są ważne dla społeczeństwa, ale mnie się wydaje, iż one są ważne społecznie, może przy tym zostańmy. Daje mi to poczucie, iż mówię coś, co ma jakąś wartość i znaczenie nie tylko dla mnie, daje poczucie celowości, znaczenia, iż po coś to jest, co ja robię.
~~
W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.
Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska
To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!
Tracklista:
Miki Tkacz – fm jam
Rycerzyki – Czerwiec
Enchanted Hunters – Plan działania
Błoto – Łysiczka
POLMUZ – Walc z obczyzny
Rosa Vertov – Twinlight
Dłonie – Figo
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.











