6 tematów #56, premiera 16.03.2026 w Radio Kapitał
Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.
W tym odcinku:
Zamczystość Polska – rozmowa z Kubą Snopkiem, urbanistą i kuratorem wystawy Ostatni Zamek
Okrągły Stół – rozmowa z Michałem Przeperskim, badaczem okresu transformacji i rzecznikiem prasowym Muzeum Historii Polski
Fusbal – rozmowa z Martą Kołodziej, współkuratorką wystawy Fenomen Fusbal w katowickim Szałfynsterze
Rozrachunki – rozmowa z Jadwigą Sawicką o jej wystawie w siedzibie fundacji MAMMA
Postkomfort – rozmowa z Agą Lniak, badaczką niezależną i dźwiękolożką oraz Adamem Pisarkiem, kulturoznawcą, adiunktem w Instytucie Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego
36 000 plakatów – rozmowa z Michałem Wardą,kustoszem Muzeum Plakatu, współkuratorem wystawy stałej
Zapraszamy!
TEMAT 1: Zamczystość polska
W Polsce wciąż buduje się dużo zamków. W celu zbadania polskiej miłości do tego typu architektury Kuba Snopek, urbanista i kurator wystawy Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy, wprowadza pojęcie zamczystości do opisania różnorodności tego czym jest zamek wyłaniającą się ze zbiorowej wyobraźni. Wystawie, która otwiera się 23 marca w Pałacu pod Blachą przy Zamku Królewskim w Warszawie, towarzyszy bogato ilustrowana publikacja, w której znalazły się teksty rozwijające wątki z wystawy i badające kulturowy status nowych i starych zamków w Polsce. A my o zamczystości i o wystawie, którą można oglądać do czerwca, rozmawiamy z jej kuratorem Kubą Snopkiem.
Kuba Snopek: Zamczystość, czyli poszukiwanie czegoś, co wygląda jak zamek. Wydaje się, iż w Polsce buduje się dużo zamków, bo Stobnica, bo jakiś zamek w Kielcach, tutaj przebudowa dopiero co się skończyła, tam trwająca 200 lat odbudowa Malborka… Zamek jest cały czas obecny. Natomiast w trakcie badań zwróciłem uwagę na to, iż tak naprawdę nie chodzi o zamki, tylko o zamczystość – o to, żeby coś jak zamek wyglądało, o sam wizerunek zamku, o to, żeby coś było zamczyste, przypominało te wszystkie rzeczy, które zamek przypomina i niosło te wartości, które zamek niesie.
Na wystawie prezentujemy analizę danych. Pierwsze dane są związane z tym, czym tak naprawdę jest zamczystość. Przeanalizowaliśmy 99 najbardziej popularnych wizerunków zamków na świecie – to są zamki prawdziwe, nieprawdziwe, z gier, z filmów – i wyodrębniliśmy 10 elementów zamczystości, które muszą wystąpić, żeby coś było zamkiem. Kolejna sprawa to kwestia tego, ile tych zamków jest. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć. Granica między zamkiem, pałacem a zamczyskiem jest bardzo trudna, natomiast próbowaliśmy na to pytanie odpowiedzieć i rzeczywiście mamy dość konkretne liczby dotyczące tego, ile tych zamków w Polsce jest. Odpowiem teraz na szybko, iż kilkaset.
Zastanawialiśmy się też, jaka jest korelacja pomiędzy czasem nieistnienia a kwestią odbudowy. Mamy coś, co na razie technicznie nazywa się timeline nieistnienia, który pokazuje, po ilu latach zamki są odbudowywane i czym to się kończy. Korelacja jest taka, iż im dłuższy czas mija, tym mniej te odbudowy są naukowe, bo jest mniej źródeł, ale są bardziej zamczyste. Właśnie dlatego iż jest mniej źródeł, jest większa swoboda twórcza. Zamek Neuschwanstein, który jest jednym z najważniejszych zamków świata z naszej perspektywy, dlatego, iż jest bardziej kreacją czy zamczystą budowlą niż prawdziwym zamkiem, czekał kilkaset lat na odbudowę. Tam była ruina, jakiś kamień, który sprawiał, iż jest połączenie z historią, ale oczywiście został odbudowany zupełnie inaczej, niż mógł kiedykolwiek wyglądać. Tam minęło kilkaset lat i takie budowle w Polsce też mamy. Mamy też dane dotyczące tego, jaki jest wymiar ekonomiczny zamków. Oczywiście nie liczyliśmy tego, ile kosztuje budowa albo utrzymanie zamku, bo to nie ma specjalnie sensu, natomiast patrzyliśmy, jaka jest cena wycieczki do zamku. Tutaj znów jest korelacja pomiędzy zamczystością – wydaje się, iż ludzie raczej są skłonni płacić pieniądze za doświadczenie zamczystości, niż naukowej prawdy.
Dowodami materialnymi na zamczystość są zdjęcia. Generalnie wystawa jest pełna zdjęć. Mamy trójkę fotografów, którzy przefiltrowali zamczystość przez swoje obiektywy. Zasada działania tej wystawy jest taka, iż dostaliśmy pomieszczenie w Zamku Królewskim, a tak naprawdę w Pałacu Pod Blachą, które jest amfiladą niewielkich pomieszczeń. Więc zamczystość to jest pewne hasło, a później w każdym pomieszczeniu ktoś inny to hasło interpretuje. W pierwszym pomieszczeniu to są rysunki dzieci, później infografiki, o których mówiłem, później fotografowie. W ostatniej sali wystawy znajduje się instalacja artystyczna, która została zaprojektowana i zbudowana przez kolektyw kuratorsko-artystyczny Turnus i przez zaproszonych przez nich artystów, artystki i osoby artystyczne, wedle zasady, iż jak wszyscy budują zamki, to my też. o ile rzeczywiście w Polsce buduje się tak niepokojąco dużo zamków, badamy je i oglądamy z każdej strony, to nie mogliśmy tego nie zbudować. Artyści i artystki po prostu wykorzystali język sztuki współczesnej do tego, żeby przeanalizować archetyp zamku, zamczystość, żeby zrozumieć, co to jest i zaproponować coś nowego.
TEMAT 2: Okrągły stół
„Okrągły Stół. Moment przejścia”, nowa wystawa w Muzeum Historii Polski, zamiast opowiadać historię transformacji, skupia się na materialnym świadku wydarzeń z 1989 roku. To właśnie przy tym meblu, spotykali się przedstawiciele władzy i opozycji, otwierając drogę do demokratycznych zmian nazywanych dziś transformacją, o które do dziś toczą się spory.
Węch jest zmysłem wysyłającym nam sygnał o tym czy znajdujemy się w sytuacji bezpiecznej czy w sytuacji zagrożenia. Jak więc pachnie najważniejszy mebel współczesnej historii Polski? O zapachu Okrągłego Stołu rozmawiamy z badaczem okresu transformacji i rzecznikiem prasowym MHP Michałem Przeperskim. Wystawę można zwiedzać i stół wąchać do 17 maja 2026 r.
Michał Przeperski: Dosyć strasznie pachnie, toksycznie, chemikaliami. Myślę, iż nie będzie przesadą, o ile powiem, iż on po prostu śmierdzi.
Bogna Świątkowska: Dobra, wąchamy. Nie no, chyba nie jest tak źle.
Michał Przeperski: Moim zdaniem jest bardzo źle, ale faktycznie, przyznam, iż być może fakt, iż rozmawiamy już w otoczeniu nielichego grona gości, którzy przyszli na pokaz prasowy w związku z naszą wystawą „Okrągły Stół. Moment przejścia”, może to powoduje, iż ten zapach jakoś się rozrzedził. Zupełnie serio mówiąc, kiedy stawialiśmy tutaj ten Okrągły Stół, albo wcześniej, kiedy go w ogóle jeszcze w grudniu zeszłego roku przyjęliśmy do naszych magazynów, to w tym magazynie naprawdę nie szło wysiedzieć, tak intensywnie czuć było to, czym go nasączono w Fabryce Mebli Artystycznych w Henrykowie. Co zabawne, tak naprawdę tego toksycznego lakieru podobno jest tutaj mniej, mogłoby być go więcej, bo jest tylko pociągnięty blat i gdzieniegdzie nogi, tak się spieszyli, żeby był gotowy. Tym niemniej naprawdę te lakiery końcówki PRL-u, nie wiem, czy tak pachniał późny PRL, ale wiele wskazuje na to, iż symbol, który się kryje w tym bardzo nieprzyjemnym zapachu, mówi nam coś szerzej o Polsce tamtego czasu.
Bogna Świątkowska: Właśnie, tutaj wiele metafor można byłoby z tego wyprowadzić, ale skupmy się jednak na tym, iż ten mebel nie jest zwykłym obiektem służącym do rozmowy – jest to coś, co wpisało się w historię Polski. Historia tego mebla także jest bardzo interesująca, tempo pracy nad nim i sam pomysł, żeby siedzieć przy okrągłym stole, to też interesująca anegdota. Jak to było?
Michał Przeperski: Tak rzeczywiście było. Rozmowy przy okrągłym stole to generalnie coś, co powinniśmy umieścić historycznie w roku 1988. Pierwszy raz to określenie pada gdzieś w początku czerwca 1988 roku. To jest taki moment na krótko po jednych strajkach i przed kolejnymi strajkami, gdy władze komunistyczne zastanawiają się, jak tu adekwatnie wybrnąć z przepotężnego i wielopłaszczyznowego kryzysu. Po kolejnych strajkach, które były mniejsze niż się władza spodziewała, ale jednak były, we wrześniu 1988 roku Wojciech Jaruzelski podjął decyzję, iż Okrągły Stół zmaterializuje się i iż potrzebny jest realnie okrągły stół, dokładnie (lub też mniej więcej) taki, jak ten, przy którym ostatecznie stoimy. Poszło oczekiwanie do kompetentnych służb, żeby stworzyć okrągły stół. Przemysł meblarski to jest coś, czym Polska komunistyczna stała, ale okazało się, iż strasznie trudno jest tak duży, okrągły stół stworzyć, bo od razu było wiadomo, iż będzie wielu chętnych, żeby przy nim zasiąść. Mówi się o stu osobach. To musiał być naprawdę przepotężny, znacznie większy niż ten, który ostatecznie mamy. Przy tym, przy którym stoimy, ostatecznie zasiadło 57 osób naraz, a w ogóle 58. Przy posiedzeniu lutowym siedział profesor Szaniawski, a Grażyna Staniszewska siedziała przy kwietniowym, stąd ta różnica, w sumie 58 osób zatem.
Kiedy jesienią 1988 roku w Henrykowie, w Fabryce Mebli Artystycznych, dowiedzieli się, iż mają to robić, ruszyli do pracy z kopyta i naprawdę dzień i noc tworzyli ten mebel w hali fabrycznej tak długo, jak się tam mieścił. Potem się okazało, iż się nie mieści, bo to jest całe 8,4m średnicy. Co prawda w środku jest bardzo estetyczna przestrzeń wolna, ale mówiąc zupełnie poważnie, hale, najwyraźniej przynajmniej w Henrykowie, były znacznie mniejsze. Szczęśliwie wrzesień i październik 88. roku były stosunkowo suche, to też można było doprowadzić tę pracę do końca pod niebem. Ja się zresztą zastanawiam, czy one nie były prowadzone pod otwartym niebem właśnie ze względu na te strasznie śmierdzące lakiery, ale to już jest tylko moje przypuszczenie, tego nikt nie potwierdził. Proszę sobie wyobrazić, ten mebel zbudowano do połowy października, bo tak pierwotnie planowano te obrady. Nie miały się zacząć wcale w lutym, tylko w końcu października, ale nastąpiło polityczne zawirowanie – przyszedł Mieczysław Rakowski, stało się kilka różnych rzeczy i komuniści stwierdzili: a może jednak damy radę bez tego okrągłego stołu, może jednak tutaj wszystkich przekonamy. Tak jak mówił Rakowski: nie Okrągły Stół, tylko stół suto zastawiony.
Okazało się, iż komuniści nie są w stanie tego stołu suto zastawionego rzeczywiście Polakom zaproponować. Nie było to prawdopodobnie dla nikogo wielkie zaskoczenie. Okazało się, iż po kaskadzie różnych bardzo ważnych wydarzeń w jesieni 88 roku, iż jednak Okrągły Stół jako mebel. Dostarczono go do Pałacu Rady Ministrów w październiku 88., gdzie czekał na te obrady. Okazało się, iż obrad nie będzie, zwinięto go do magazynu, tyleż rzeczywiście co i symbolicznie. Po czym na luty 1989 roku znowu go wystawiono i zastosowano go raptem dwa razy, bo tylko 6 lutego 1989 i 5 kwietnia 1989. Zastanówmy się, gdyby tak siedzieć przy tym stole i ustalać jak to Polska ma wyglądać… Nie bardzo sobie to wyobrażam. Co prawda są tutaj mikrofony, tych mikrofonów jest sporo, ale nie dla wszystkich. Mniej więcej półtora osoby na mikrofon wypadało. Specyficzna gromada ludzi tutaj się zebrała: oczywiście z jednej strony ważni przywódcy polityczni, przede wszystkim Lech Wałęsa ze strony opozycyjnej, Mieczysław Kiszczak, oberpolicjant późnego PRL-u z drugiej strony. Jakbyśmy się przyjrzeli to tak naprawdę tylko dwie kobiety na 58 osób dyskutujących też coś mówi o tym, jak wyglądała Polska tamtego czasu. Notabene jak się przeanalizuje później wybory do pierwszego parlamentu w 1989 roku (właściwie nie był jeszcze w pełni wolny, ale powiedzmy tego półwolnego), to kobiet jest blisko 20%, a w ostatnim parlamencie dobijamy już do 30%. Wolno, ale progres jest ewidentny. Tak sobie wyobrażam, iż gdyby nam dzisiaj przyszło siąść do okrągłego stołu, to kobiet siedziałoby jednak odpowiednio więcej, ale to już jest może temat nieco inny, bo współczesny.
TEMAT 3: Fusbal
Katowicki Szałfynster zaprasza na wystawę Fenomen Fusbal poświęconą piłce nożnej jako zjawisku kulturowemu, rytuałowi społecznemu i elementowi zbiorowej wyobraźni. W projekcie udział biorą artyści i artystki związani ze Śląskiem, a fenomenalny tekst towarzyszący wystawie napisał Zbigniew Rokita, istotny śląski reporter i laureat Nagrody Literackiej Nike – przeczytacie go w dziale Orientuj się na stronie NN6T. Wystawa otwiera się 27 marca, a o krótkie wprowadzenie w klimat poprosiliśmy współkuratorkę projektu Martę Kołodziej.
Marta Kołodziej: Fenomen Fusbal to takie połączenie dwóch słów. Fenomen, bo interesuje nas rozległy fenomen, jakim jest piłka nożna. Ta gra sama w sobie już stała się zaczynkiem do tak wielu innych tematów. To jest nieokiełznany, globalny fenomen, który nas bardzo inspiruje i pozwala na pokazanie wiele perspektyw. Fusbal, czyli piłka nożna, ale też słowo z języka śląskiego. Jesteśmy na Śląsku i chcieliśmy taki mały śląski sznyt przekazać.
My się poznaliśmy jako kuratorzy na uczelni. Adrian Zert, który ze mną współkuratoruje wystawę, uczy mnie rysunku. Okazało się, iż tematy piłkarskie są nam obojgu bliskie i w sumie już od roku rozmawialiśmy, iż chętnie byśmy coś zrobili razem. Spotkaliśmy się też z Pauliną Walczak-Hańderek, okazało się, iż bardzo ją ten temat interesuje. We trójkę stworzyliśmy zespół kuratorski i w sumie już od pół roku rozmawiamy na ten temat. Szukamy artystów, którzy tworzą w tej tematyce. Wielu z nich jest tutaj lokalnie z Katowic i z uczelni – i studenci, i osoby, które uczą. Mamy też dwie osoby z Wrocławia, które znaleźliśmy po twórczości, bądź gdzieś kiedyś się przecięliśmy.
Dla nas punktem ważnym w twórczości było to, żeby ktoś miał prace o piłce nożnej i się jakkolwiek interesował tym tematem, więc dobór był nasz, personalny. Niektórzy tym tematem zajmują się albo przez przypadek, albo tylko delikatnie. Dlatego to jest ciekawe, bo nie wszyscy są takimi mega fanami sportu, jak na przykład ja czy Adrian, czy Paulina. Mamy takiego artystę jak Arkadiusz Gola, on jest fotografem i często relacjonuje mecze. Robi zdjęcia powiedzmy bardziej użytkowe, ale one są przepiękne i artystyczne, dlatego chcieliśmy bardzo, żeby jego głos też tam miał miejsce. Mamy też malarzy, na przykład Olgę Nowotnik, która niedawno skończyła malarstwo u nas na Akademii. Ona przedstawia taką swoją postać, takiego człowieka, który mieszka na blokach, i ubiera go w jakieś konkretne sytuacje. Tutaj też mamy piłkarską sytuację. Adrian Zert ma bardzo ciekawą perspektywę, bo wychodzi z tego, iż kiedyś bardzo mocno uczestniczył w świecie kibicowskim. Teraz już z trochę odległej perspektywy patrzy na to i wyciąga jakąś esencję. Mamy też pracę Andrzeja Tobisa, jest to fotografia. On fotografuje różne napotkane przestrzenie i tam też często znajdują się jakieś piłkarskie rzeczy. Ziemowit Jarecki stworzył instalację – to będzie bardzo interesująca praca, partycypacyjna. Jest to piłka, do której wkłada się ręce i bardzo interesujące dźwiękowe rzeczy się uzyskuje. Nie będę za dużo opowiadać, bo tego trzeba doświadczyć na własnej skórze.
Mamy tę przyjemność, iż możemy zrobić tę wystawę w Galerii Szałfynster, która znajduje się na Placu Miarki w Katowicach. Jest to całkiem nowa przestrzeń i galeria. To bardzo interesujące miejsce. Tam są bardzo często koncerty, można sobie przyjść. To taka przestrzeń spotkań i to też jest dla nas bardzo ciekawe, pod tym względem, iż mamy nadzieję, iż może nasza wystawa dobrze zagra z tym, iż można będzie tam usiąść i w takiej troszeczkę innej atmosferze spędzić wspólnie czas. Prawdopodobnie chcielibyśmy też zrobić jakieś wydarzenia towarzyszące, może obejrzeć jakiś wspólny mecz. o ile to jest taka przestrzeń spotkań, to myślę, iż jak najbardziej to by było fajne.
TEMAT 4: Rozrachunki
Jadwiga Sawicka jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek współczesnych. Łączy malarstwo z językiem i krytyczną obserwacją codzienności, buduje obrazy z pojedynczych słów, sloganów i gotowych fraz zaczerpniętych z mediów, reklamy i życia publicznego, wydobywając z nich ukryte emocje, przemoc, lęki i mechanizmy władzy i kontroli. Wystawę jej prac zatytułowaną Rozrachunki można było oglądać w miniony weekend w Warszawie w siedzibie fundacji Mammal założonej przez dwóch wybitnych malarzy polskich Marka Sobczyka oraz Jarosława Modzelewskiego. O znaczeniu tytułu i koncepcie wystawy opowiada nam Jadwiga Sawicka.
Jadwiga Sawicka: Ten tytuł wynika z prac, które są tam pokazywane. Ciągi prac na papierze, które powstawały w jakimś porządku, w cyklach, które w sposób naturalny zaczynały się i kończyły jakimś, moim zdaniem, wynikiem. Część jest natury, iż tak powiem bardzo ogólnie, matematycznej, czyli mnożenie przez zero i fascynacja zjawiskiem mnożenia przez zero. To nie jest adekwatnie sięgnięcie po język matematyki, bo zero pojawia się tylko jako sposób wymazywania, niwelowania skutków. Pojawiają się także inne ciągi, które mają charakter trochę jakby rachunku sumienia albo przepytywania, przesłuchiwania, kojarzące się z rozliczaniem. Ten epizod matematyczny jest raczej zaczepieniem z boku, skorzystaniem z czegoś, co użyczyło jakiegoś sposobu wyrazu. adekwatnie chodzi o emocje, w tym wypadku relacje jednostki z otoczeniem, wynikające z poczucia, iż otoczenie może posługuje się jakąś logiką, według której rozlicza. Człowiek może się czuć powołany do tego, żeby się wytłumaczyć i próbuje znaleźć jakieś sposoby wyjścia, używać jakiegoś języka, który także sprawia pozory logik.
Marek Sawczyk jest tu bardzo istotną osobą, bo prowadzi z Małgorzatą Sadowską Fundację MAMMAL, gdzie zapraszają artystów i artystki do spotkań, pokazów. To jest ich miejsce i bardzo wydawało mi się to pomocne, ale także naturalne, żeby własność tego miejsca zaznaczyć, pokazać, iż to nie jest tylko inicjatywa kuratorska, ale też inicjatywa artystyczna. Ta kooperacja była od początku tak założona. Natomiast jaką formę wyrazu to przyjmie – wyniknęło dosyć spontanicznie. Kiedy człowiek, ja, posługuję się słowami, to opowiadanie o słowach, opowiadanie, o co tutaj chodzi, jest różnego rodzaju zdradą w stosunku do medium. Wtedy człowiek, ja, kluczy i daje kolejne teksty obok, które nie wyjaśniają, a przynajmniej nie są w intencji wyjaśnieniem wprost, tylko są tworzeniem kolejnego tła.
Prace są różne: ten cykl, od którego się wziął i tytuł, i cała koncepcja tego niewielkiego w sumie pokazu, był już pokazywany. Zrobiłam go na wystawę, która miała miejsce w Rzeszowie, w galerii prowadzonej przez moich zaprzyjaźnionych kolegów, koleżankę i kolegę z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Tytuł wystawy to było Jesteś zadaniem do odrobienia. Była to wystawa razem z Julią Kalinowską, razem zajmowałyśmy się tematem zadania, poczucia, iż ma się coś do wykonania, co być może przerasta. To jest zresztą cytat z Kafki, aforyzm, który trochę źle zapamiętałam, a trochę go rozbudowałam.
TEMAT 5: Postkomfort
Czy komfort, do którego przywykliśmy, jest trwały? A jeżeli żyjemy już po Komfortocenie – to jak może wyglądać dobre życie tu i teraz, lokalnie. W Cieszynie, w świetlicy Krytyki Politycznej na początku marca miało miejsce spotkanie, do którego wstępem była prezentacja efektów działań prowadzonych w ramach zajęć na Uniwersytecie Śląskim, a poświęconych poszukiwaniu źródeł komfortu, dyskomfortu i modelom życia po Komfortocenie, możliwych do wdrażania lokalnie. Po spotkaniu rozmawliśmy z Agą Lniak, badaczką niezależną i dźwiękolożką oraz Adamem Pisarkiem, kulturoznawcą, adiunktem w Instytucie Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego, o ich wielomiesięcznych doświadczeniach związanych z refleksją nad komfortem.
Aga Lniak: Zaczytani w Barbera i innych teoretyków związanych z pojęciem komfortocenu, definiujemy go jako praktyki spędzania wolnego czasu związane z konsumeryzmem i z tym, co proponuje nam późny kapitalizm. Czyli taki rodzaj komfortu, który wiąże się z konkretnymi praktykami i używaniem infrastruktury, której dostarcza nam późny kapitalizm. Najważniejsze dla Barbera są systemy grzewczo-klimatyzacyjne, które zapewniają nam to, iż niezależnie od tego, gdzie znajdziemy się na globie, zawsze mamy stałą temperaturę w pomieszczeniach zamkniętych i stałą wilgotność powietrza. To jest jakieś uspójnienie tego, jak funkcjonujemy, niezależnie od tego, kiedy i gdzie się znajdziemy.
Adam Pisarek: Nam nie chodzi o to, żeby mówić studentom czy osobom, z którymi pracujemy, iż nie powinni żyć dobrze, nie powinni czuć się szczęśliwi i nie powinni żyć w warunkach, które są ważne dla ich godności i dla dobrego samopoczucia. Ale faktycznie uwrażliwiamy na to, iż komfort jest kulturowym wynalazkiem, który powstał w konkretnym momencie i czasie w Europie Zachodniej, który połączył myślenie o pewnym dobrobycie naszego ciała z pewną bańką klimatyzacyjno-klimatyczną, w której żyjemy. Z tego właśnie chociażby bierze się konkretny sposób myślenia o architekturze, która jest wycięta z warunków klimatycznych, w których funkcjonuje. Do tego, żeby taka architektura funkcjonowała i zapewniała nam dobre warunki funkcjonowania na co dzień, potrzebne jest mnóstwo energii. Od tego między innymi zaczynamy rozmowę. Staramy się pokazać, iż ten komfort, o którym mówimy i wyjście z komfortu, o którym mówimy, jest wyjściem z konkretnych infrastruktur, które zostały stworzone i pewnych wyobrażeń, wokół których się poruszamy.
Bogna Świątkowska: Komfort jest bardzo mocno związany ze zmysłami. Ty, Aga, zajmowałaś się tym, w jaki sposób odbieramy świat przez bodźce, które docierają do nas ze świata dźwięku. Jak dzisiaj definiowany jest komfort, taki audialny? Czym on adekwatnie jest? Czy to jest ten śpiew ptaków, który można sobie włączyć na Spotify?
Aga Lniak: Śpiew ptaków, a szczególnie w wersji zmediatyzowanej, którą możemy sobie puścić w domu, nie będąc na zewnątrz, to właśnie szczyt tego komfortu audialnego, czyli poszukiwania tej sztandarowej ciszy, spokoju, czyli tego, co oczywiście wiąże nam się z myśleniem o towarze, o turystyce. My często wybywamy w czasie wolnym w takie miejsca, które mają nam tę ciszę i spokój zapewnić. Tymczasem audiosfera wokół nas, ta, która nas otacza w każdym momencie, a nie tylko w tych wyznaczonych strefach komfortu audialnego, jest zróżnicowana, wynika z wielu czynników, także z naszych działań, między innymi z naszego podejścia do otaczającej nas audiosfery. W ramach warsztatów, które prowadzę już drugi rok na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, staram się zabierać studentów na zewnątrz, żeby właśnie poznali to miejsce – kampus uniwersytecki – i to, co go okala, właśnie przez pryzmat dźwięku. Żeby pomyśleli o dźwiękach jako o czymś, co wpływa na to, jak oni są usytuowani w świecie i żeby stworzyli słuchowiska, które opowiedzą na przykład o drodze na uniwersytet, ale też o miejscach, w których się na co dzień znajdują. Żeby przysłuchali się tym miejscom, bo sugerując się wieloma, wieloma teoretyczkami i filozofkami dźwięku, zdaję sobie sprawę z tego, iż nasze słuchanie jest bardzo ważne dla tego, żeby konstruować naszą podmiotowość, nasze myślenie o miejscu, w którym jesteśmy: czy faktycznie jest tym komfortem, którym ma być, czy jednak czymś zupełnie innym, i jak chcielibyśmy słyszeć te nasze miejsca. To jest to, co staramy się osiągnąć właśnie w ramach praktyk dźwiękowych ze studentami i studentkami.
Bogna Świątkowska: Adam, Ty z kolei badałeś granicę dyskomfortu, który bardzo pomaga definiować to, czym dla nas komfort jest.
Adam Pisarek: Dodajemy pytanie zarówno o komfort i jego granicę, o jego wynajdywanie, ale też o to, w jaki sposób moglibyśmy wprowadzić pewien dyskomfort w obszar dydaktyki. Zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób uprawiać pedagogikę dyskomfortu, jednocześnie nie rezygnując z osiągnięć współmyślenia, wsparcia i budowania sieci wspólnego działania w ramach Uniwersytetu, który daje dobre warunki do myślenia, do pracy i do dyskusji. Jednak pozostaje pytanie, w jaki sposób Uniwersytet mógłby być przestrzenią, która jednocześnie angażuje dyskomfort w myśleniu, aby prowadzić wspólnie ze studentami dyskusję, która mimo tego, iż dyskomfortowa, będzie mogła następnie wzbudzać krytyczne myślenie i budować jakąś przestrzeń empatii, która inaczej jest niewidoczna, czy chociażby angażować do dalszego działania.
TEMAT 6: 36 000 plakatów
Muzeum Plakatu w Wilanowie, pierwsze muzeum plakatu na świecie, po kilkuletniej przerwie wraca po remoncie. Kolekcja plakatu polskiego znajdująca się w zbiorach muzeum to blisko 36 000 obiektów. Po raz pierwszy w historii będą one prezentowane w ramach wystawy stałej, która otworzyła się w miniony piątek. Co interesujące ze względu na kruchą naturę papieru ekspozycja będzie zmieniana co trzy miesiące. Każdy z sześciu rozdziałów ekspozycji opowiada o fenomenie medium, opisując przeobrażenia, jakim ulegał na przestrzeni lat, zmieniając swoją rolę, status i funkcję. Nowa aranżacja została zaprojektowana przez Syfon Studio. O wystawie Plakat polski. Kolekcja rozmawiamy ze wspólkuratorem wystawy, kustoszem Muzeum Plakatu w Wilanowie Michałem Wardą.
Michał Warda: Ta nowa wystawa to chyba pierwsza w naszej historii tak szeroka, ambitna prezentacja historii polskiego plakatu. Zatytułowaliśmy ją Plakat Polski. Kolekcja, bo z jednej strony jest to dość klasyczna, chronologiczna, historyczna opowieść o polskim plakacie, ale też powrót do źródeł, do idei powstania Muzeum Plakatu. Jego twórczyni, kurator Janina Fijałkowska, na początku istnienia Muzeum marzyła i planowała stworzenie właśnie takiej ekspozycji stałej, która służyłaby promocji plakatu i edukacji. Tego projektu z wielu względów przez lata nie udało się zrealizować. Wracamy do tej myśli, ale była to również nasza głęboka potrzeba podzielenia się z odbiorcami, naszymi przyjaciółmi, tym, co w naszej kolekcji najcenniejszego. Zauważyliśmy, co chyba nietrudne, brak tego typu wystaw stałych, dzięki którym mielibyśmy wszyscy dostęp do tej niesłychanie barwnej i bogatej skarbnicy projektowania graficznego, sztuki, kultury wizualnej.
Najstarszym plakatem na ekspozycji będzie druk z 1892 roku. To reklama żeglugi parowej po Wiśle Maurycego Fajansa, autorstwa jego brata, znanego litografa i fotografa warszawskiego Maksymiliana Fajansa. To nie jest najstarszy polski plakat w ogóle, ale ten jest najcenniejszy w naszej kolekcji, więc od niego zaczynamy tę opowieść. Snujemy opowieść o tej fascynującej panoramie – najpierw reklamy artystycznej, potem również propagandy politycznej, agitacji społecznej.
Wreszcie prowadzimy naszych gości ku polskiej sztuce plakatu, polskiej szkole, która wywarła tak ogromny wpływ na projektowanie graficzne, na komunikację wizualną drugiej połowy XX wieku w ogóle. Nasza opowieść kończy się stosunkowo niedawno, bo w 2022 roku. Symbolicznie ten okres podsumowujemy bardzo wymownym plakatem Pawła Jońca zatytułowanym Russian bear, czyli tą autorską wypowiedzią, reakcją na napaść Rosji na Ukrainę.
Przez ostatnich kilka lat Muzeum zostało poddane gruntownej modernizacji. Mam tu na myśli nie tylko sam budynek z zewnątrz, ale przede wszystkim salę wystawienniczą, która została dostosowana do współczesnych wymagań muzealnych i konserwatorskich. Zyskaliśmy na wskroś nowoczesną, dostosowaną do potrzeb współczesnej widowni przestrzeń. Możemy spodziewać się przede wszystkim tej odświeżonej, modernistycznej architektury. Przypomnę, iż Muzeum Plakatu to tak naprawdę pierwszy obiekt muzealny w powojennej Polsce wybudowany specjalnie do celów ekspozycyjnych. Zaprojektowała go architekt Helena Kossuth przy udziale inżyniera architekta Jacka Cedzika. Myślę, iż ten remont i nowa aranżacja przestrzeni jedynie podkreśla walory architektoniczne i przestrzenne tej sali.
Oczywiście proponujemy też nowy sposób eksponowania plakatów. One rzeczywiście oprawione są w nieco inny niż wcześniej sposób, co zapewni nie tylko nam wszystkim bardzo estetyczny odbiór, ale przede wszystkim bezpieczeństwo dla samych obiektów. Dodam, iż sama wystawa jest stała, ale zarazem zmienna. To niby taki paradoks. Podkreślamy to, iż prawdopodobnie co trzy miesiące będziemy się spotykać w Muzeum Plakatu, aby świętować kolejne odsłony, na których znajdą się w większości te same egzemplarze już prezentowanych tytułów, ale będą też, myślę, pewne zaskoczenia. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o ten najstarszy przedwojenny plakat. Przez najbliższe lata nie przewidujemy organizacji wystaw czasowych czy monograficznych, tematycznych. Staramy się za to organizować wydarzenia kulturalne i edukacyjne wokół wystawy stałej. Mamy w planach dużo interesujących wydarzeń. Myślę, iż będą to atrakcyjne nie tylko wykłady, oprowadzenia kuratorskie, ale też spotkania z twórcami, otwarte dyskusje, bo Muzeum chce i mam nadzieję, iż będzie przestrzenią, instytucją dużo bardziej otwartą. Dlatego zapraszamy wszystkich do odwiedzin w Muzeum Plakatu w Wilanowie.
~~
W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.
Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska
To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.




