6 tematów #55, premiera 16.02.2026 w Radio Kapitał
Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.
W tym odcinku:
Kiedy architektura jest przemyślana – rozmowa z architektami pracowni Projekt Praga: Karoliną Tunajek i Marcinem Garbackim o nowej siedzibie Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego
100 lat polskiej mieszkaniówki – opowiadają architekci Rafał Mazur i Piotr Trębacz, autorzy książki „Sekcja. Architektura domów wielorodzinnych w Polsce 1918-2023”
Kolekcja marzeń i przyjaźni – rozmowa z artystką Marysią Lewandowską o jej pracy “Let Me Speak”
Afrofuturyzm – rozmowa z Pawłem Frelikiem, kulturoznawcą i literaturoznawcą, profesorem w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego
Szanse awanse – rozmowa z Anną Walewską, jedną z autorek badania „Marne szanse… SPRAWDZAM! Badanie na temat obecności kobiet na państwowych uczelniach artystycznych 2025”
Archiwum wahań – rozmowa z artystką Weroniką Zalewską i kuratorką Adą Piekarską o Pawilonie Polskim na Malta Biennale 2026
Zapraszamy!
TEMAT 1: Kiedy architektura jest przemyślana
Nowa siedziba Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego – realizacja pracowni Projekt Praga – naprawdę zachwyca! Budynek jest dowodem na siłę i urok architektury przemyślanej do najdrobniejszego szczegółu. To architektura niezwykle uważna na potrzeby użytkowników. To budynek, w którym estetyka nie jest dodatkiem, ale narzędziem pracy: wspiera koncentrację, redukuje stres i porządkuje codzienne doświadczenie studiowania i prowadzenia badań. Wokół budynku zaprojektowano także zieleń, w tym ogród na dachu, które w pełni będzie można docenić już niebawem – wiosną ujawnią się wszystkie zalety. Polecamy wam bardzo wycieczkę do tego budynku. A o procesie projektowym opowiadają nam architekci z pracowni Projekt Praga: Karolina Tunajek i Marcin Garbacki.
Karolina Tunajek: Chyba pierwsza rzecz, która mi przychodzi do głowy, to takie poczucie, mam nadzieję, uzasadnione, iż udało się tutaj stworzyć dobre środowisko dla studentów do nauki, dla kadry naukowej do pracy i dla wszystkich innych pracowników wydziału. Cały budynek działa jak system przestrzeni, w którym każdy może do swoich potrzeb znaleźć jakieś miejsce, jakiś zakątek i chodzi nie tylko o podstawowe pomieszczenia, w których się uczy albo pracuje, czyli sale, biura, ale też właśnie szereg takich przestrzeni, w których można spędzić czas między zajęciami, odpocząć, z kimś się spotkać, porozmawiać.
Marcin Garbacki: Ja najbardziej jestem zadowolony z tego, iż tu się miło spędza czas. Za każdym razem, jak tu przychodzimy (my tu nie studiujemy, choć byśmy chcieli bardzo), tu się miło spędza czas, chodzi i spaceruje po tym budynku. To chyba jest największa wartość – tego się nie da założyć w projekcie, to po prostu wyjdzie albo nie wyjdzie, więc to jest na pewno jedna z tych rzeczy, zarówno w budynku, jak i też przed budynkiem. Dzisiaj nie mieliśmy szansy, bo jest zimno i nieprzyjemnie się siedzi na zewnątrz, ale na jesieni, jak budynek był otwarty, to spędzaliśmy trochę czasu tutaj na zewnątrz, też jest super.
Karolina Tunajek: To, co od samego początku wiedzieliśmy, to to, iż chcemy mieć w tym budynku surową strukturę betonową, nieopakowaną, w której ten beton i kolor szary będą wyeksponowane. Tę bazę konstrukcyjną zaczęliśmy uzupełniać o kolejne materiały, tworząc paletę, w której rzeczywiście pojawiają się niekiedy bardzo żywe kolory, czy to w posadzkach, czy w meblach. Te kolory są zwykle zarezerwowane dla przestrzeni wspólnych, przestrzeni komunikacji, cyrkulacji, takich, gdzie spotyka się czy przychodzi więcej osób. Natomiast w przestrzeniach wymagających więcej skupienia, wyciszenia, takich jak biblioteka, czy sale dydaktyczne, biura, ta paleta kolorów jest z kolei dużo bardziej stonowana, naturalna, bazująca na spokojniejszych materiałach. Wprowadziliśmy też rozróżnienie kolorystyczne między parterem, a resztą budynku, bo tak też działa przestrzeń tego budynku. Parter jest bardziej publiczny, zawiera najbardziej publiczne funkcje, dostępne również dla osób z zewnątrz, a od pierwszego piętra, na którym jest atrium, jest bardziej świat samego wydziału. Tu też są wprowadzone różnice materiałowe, które podbijają to rozróżnienie.
Marcin Garbacki: Dużo użyliśmy drewna w budynku, bo ten beton, o którym wspomniała Karolina, to był taki wybór konstrukcyjny. Beton pozwala opanować skalę tego budynku przede wszystkim jako materia. Druga rzecz, iż zdecydowaliśmy pozostawić go nieopakowanego, to potem staraliśmy się to nieco zmiękczyć, dodając różne drewniane okładziny, które również mają znaczenie akustyczne. Tutaj, gdzie siedzimy, wszędzie po drugiej stronie są lamelki drewniane, za którymi jest warstwa akustyczna. W atrium, w którym jesteśmy, dużo materiałów było dobieranych nie tylko pod kątem ich wyglądu, kolorystyki, ale też wartości akustycznych, żeby zredukować pogłos w tej dużej przestrzeni, żeby tu było przyjemnie spędzać czas.
TEMAT 2: 100 lat polskiej mieszkaniówki
Sekcja – termin z żargonu zawodowego architektów projektujących mieszkania w budownictwie wielorodzinnym – jest najważniejszym problemem projektowym budynku mieszkalnego. Analiza jej rzutu, elewacji i przekroju pozwala ocenić spójność, trafność rozwiązań, wygodę przyszłych użytkowników. Autorzy książki „Sekcja. Architektura domów wielorodzinnych w Polsce 1918-2023”, wydanej przez Politechnikę Warszawską, porządkują wiedzę o tym jak wyglądało projektowanie mieszkań w ponad stuletniej historii polskiej architektury mieszkaniowej wielorodzinnej. O tym jakie są powinności architekta i jak ważne jest czerpanie z najlepszych wzorców, wysiłek by projektować mieszkania wygodne dla ludzi, a nie tylko opłacalne dla deweloperów, rozmawiamy z autorami książki – architektami Rafałem Mazurem i Piotrem Trębaczem.
Rafał Mazur: adekwatnie to potrzebowaliśmy tej książki na naszych zajęciach. Zaczęliśmy uczyć wspólnie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej i korzystaliśmy z książek albo zagranicznych, a jeżeli były polskie, to chyba ostatnia była z pięćdziesiątego któregoś roku. Swierdziliśmy, iż wypadałoby taką książkę napisać i zaangażowaliśmy to w studentów – poprosiliśmy ich, a adekwatnie to było ćwiczenie projektowe, o taki wstęp do nauki projektowania zabudowy wielorodzinnej, żeby każdy student przed własnym projektem zobaczył jakiś inny projekt i narysował sekcję, zobaczył, jak powinna wyglądać sekcja.
Piotr Trębacz: Sekcja w naszym rozumieniu jest to fragment budynku, który jest mniej lub bardziej powtarzalny i składa się zwykle z klatki schodowej czy trzonu komunikacyjnego i przylegających do niego mieszkań. Pierwszy nakład książki wykupili dorośli architekci, chociaż dedykowaliśmy go studentom, co potwierdza tylko tezę, iż to poszukiwanie dobrych wzorców polskiej architektury mieszkaniowej potrzebne jest także praktykującym architektom, bo widać w pierwszej kolejności sięgnęli po zbiór dobrze narysowanych w dawnych czasach przyzwoitych polskich mieszkań.
Rafał Mazur: Sekcja jest ciekawym słowem – tego znaczenia, o którym mówił Piotr, nie znajdziemy w żadnym słowniku. Jest to słowo używane w tym kontekście tylko przez architektów. To słowo pierwszy raz zostało zdefiniowane i ludzie spoza naszej branży mogą się dowiedzieć, co to jest sekcja. jeżeli chodzi o kwestię etyczną, jest to bardzo istotny element tej książki. Jest w niej opisany fragment z lat osiemdziesiątych, kiedy środowisko architektów uderzyło się w pierś za te wszystkie blokowiska, które powstały w latach siedemdziesiątych. Oni rzeczywiście mieli o wiele trudniej niż my dzisiaj, ponieważ dzisiaj pojawił się taki eufemizm, nie wymyślony przez architektów, ale chętnie przez architektów cytowany: patodeweloperka. Słowo, które zwala całą winę na deweloperów. Gdyby się temu pojęciu przyjrzeć bliżej, to powinno się ono nazywać jednak patomieszkaniówka albo patoarchitektura i może wtedy architekci bardziej zwracaliby uwagę na to, iż to jest jednak trochę ich wina, iż takie rzeczy powstają. Dlaczego tak mówię? Dlatego, iż jeżeli byłaby to patodeweloperka, to mówilibyśmy tylko o nielegalnych działaniach, czyli budynkach, które zostały zaprojektowane wbrew projektowi architekta, ale jednak – z tego co ja rozumiem, co powstaje i co się nazywa często patodeweloperką – to są jednak jakieś dzieła podpisane przez architektów i warto też o tym mówić.
Piotr Trębacz: W książce staramy się bardziej pokazywać dobre wzorce, udowadniając, iż w każdej epoce – analizowaliśmy 12 okresów między kolejnymi wydarzeniami politycznymi albo gospodarczymi – można było odnaleźć dobrą architekturę zaprojektowaną dla ludzi, a nie dla wskaźników.
TEMAT 3: Kolekcja marzeń i przyjaźni
Wystawa „O czym wspólnie marzymy? Globalne związki, porzucone przyjaźnie” przyglądała się zapomnianym sieciom artystycznych relacji budowanych w czasach PRL. Punktem wyjścia były archiwa Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, refleksja nad politykami kulturalnymi tamtego okresu, nad pojęciem „internacjonalistycznej przyjaźni”. Do udziału w wystawie zaproszeni zostali współcześni artyści i artystki – sięgając po dokumenty historyczne i prezentując nowe realizacje – konfrontowali dawne narracje z teraźniejszością. Pytają, co pozostało z dawnych sojuszy po 1989 roku i czy mogą one dziś inspirować inne sposoby myślenia o wspólnej przyszłości. Rozmawiamy z artystką Marysią Lewandowską, której praca „Let Me Speak” powstała na bazie archiwów Zachęty specjalnie na tę wystawę.
Marysia Lewandowska: Głos jest dla mnie nie tylko określeniem tego, co słyszymy, tego, co wydobywa się z nas, gdy się porozumiewamy, ale też jest zajęciem stanowiska. Dla mnie archiwum to jest takie miejsce, które wydaje nam się, iż podąża w kierunku przeszłości, czyli w kierunku czegoś, co zostało już utrwalone, ale chyba najważniejsze jest to, co mówi nam o teraźniejszości i o przyszłości. To jakby miejsce odzyskiwania, czy choćby odzysku tego, co składa się na wspólnotę pamięci. W związku z tym archiwa są jakby witrynami autorytetu. Są one przydatne, żeby kwestionować to, jak działa instytucja, jak działają artyści, jak działają kuratorzy.
Głos, który ja wydobywam, jest przede wszystkim głosem artystów z miejsc, które są nam mniej znane, ale też jest głosem instytucji. Ci artyści brali udział w wystawach organizowanych czy współorganizowanych przez Zachętę i przez ich rodzime instytucje sztuki. Jest tu pewnego rodzaju wielogłosowość – nie tylko głosy artystów, którzy są adekwatnie nam nieznani, ale też głosy pewnych struktur, które kształtują nasze myślenie. Poprzez zastosowanie bardzo oszczędnego zabiegu, czyli przypomnienia wystaw. Wybrałam pięć wystaw adekwatnie na tej podstawie, iż były to wystawy zbiorowe i zrekonstruowałam je dzięki tytułów prac, które się na tych wystawach znalazły.
Tym, co mnie zastanowiło oglądając katalogi tych wystaw, było to, iż w momencie kiedy zetknęłam się z tą historią poprzez archiwum, poprzez katalogi, to cały ten materiał, wszystkie tytuły były już dostępne dla mnie tylko po polsku. Jednak być może przez to, iż sama jestem artystką pracującą dwujęzycznie, mieszkając w Londynie, jestem bardzo świadoma jak język, którym mówimy i język, który jest częścią naszej twórczości i częścią kultury, z której nasza twórczość wynika, jest bardzo ważny. Tutaj nagle ten wątek przypomnienia języka rodzimego jednocześnie jest przypomnieniem czegoś dużo większego, niż tylko głosu artysty, bo jest też przypomnieniem kultury, w której artysta czy artystka działali.
Bogna Świątkowska: Twoja praca stawia bardzo ważne pytanie. Skoro możemy o czymś wspólnie marzyć, to w którym języku marzymy wspólnie?
Marysia Lewandowska: Tak, to jest ważne pytanie. Mamy z jednej strony większy dostęp do całego świata, do wielu kultur, ale ten język dostępu jest dość ograniczony, bo jest to głównie język angielski. Natomiast tutaj tym marzeniem jest nie tylko marzenie w jakim języku, ale też marzenie o tym, jak język jest częścią naszej tożsamości. Zapomnienie o tym języku, niesłyszenie go, często prowadzi do niezrozumienia, do nietolerancji, do ignorowania. Dlatego w tej serii wystawowej nie możemy nie słyszeć tych głosów. To nie są głosy ukryte, tylko obecne. Obecność tych języków i obecność tego głosu to jednocześnie pytanie o coś większego: o tożsamość.
TEMAT 4 Afrofuturyzm
Afrofuturyzm to szeroki ruch estetyczny i filozoficzny, który łączy kulturę afrykańską, kulturę afro-diaspory z technologią, historią i przyszłością, tworzy radykalny projekt sprawiedliwszego świata. Termin ukuty w latach 90. odnosi się do opowieści, które wykorzystują science-fiction i spekulatywną fikcję, by krytykować przeszłe i współczesne niesprawiedliwości, a jednocześnie oferować alternatywne wizje przyszłości — pełne innowacji i różnorodnie praktykowanego wyzwolenia. Afrofuturyzm nie tylko kwestionuje stereotypy, ale też stawia pytania o to, jakie światy mogą być naprawdę równe i inkluzywne, gdy wyobraźnia stanie się narzędziem oporu. Dlaczego dziś warto zainteresować się afrofuturyzmem? Czemu warto czytać tę literaturę? O tym rozmawiamy z Pawłem Frelikiem, kulturoznawcą i literaturoznawcą, profesorem w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego w trakcie minifestiwalu afrofuturystycznego, który odbył się w końcu stycznia w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Paweł Frelik: Dlaczego w przeciągu ostatnich przynajmniej 10 czy 15 lat o wiele więcej mówi się o afrofuturyzmie i jest on obecny w obiegu kulturowym? W sensie estetycznym jest to na pewno część obecności czarnej kultury w kulturze głównego nurtu. Oczywiście tutaj najlepszymi przykładami są Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, ale wiemy, iż tak zwana globalna północ, czy też kulturowa produkcja globalnej północy, w dużym stopniu czerpie, pożycza, ale też dalej cyrkuluje te angloamerykańskie wizje. W tej perspektywie można mówić o afrofuturyzmie jako jeszcze jednej formie czarnej kultury. Obok rapu i hip-hopu, czy zupełnej mainstreamizacji soulu, czy też jakichś troszeczkę mniej mainstreamowych form, jak na przykład graffiti, które miały bardzo silne czarne korzenie. To jest jak gdyby wytłumaczenie tej estetycznej obecności w mainstreamie i uwagi, jaką afrofuturyzm otrzymuje poza badaczami fantastyki czy elitami kulturalno-akademickimi.
Dlaczego powinniśmy zwracać uwagę, czytać, oglądać wizje afrofuturystyczne? o ile założymy, iż nasza przyszłość – oczywiście o przyszłości możemy mówić na cały szereg sposobów, ale w sensie społecznym, gdy mówię nasza, to mówię o Europie, w naszym przypadku w środkowej, ale też zachodniej, czy oczywiście Ameryce Północnej. Nasza przyszłość nie jest już biała, nie jest homogeniczna. Myślę, iż w Polsce odczuwamy to szczególnie dobitnie, bo po długim czasie – w sensie dywersyfikacji społecznej, mówię tutaj przede wszystkim o różnych grupach etnicznych i rasowych – myśmy dołączyli do reszty świata. To nie zawsze koniecznie muszą być imigranci czarni, chociaż oczywiście od dawna mieliśmy dużą społeczność afropolaków, o której się zresztą trochę pisało i badało akademicko-socjologicznie. Na pewno nasze społeczeństwo nie jest już tak homogeniczne, jak było jeszcze 20 lat temu. To doświadczenie w wersji niemieckiej, francuskiej, brytyjskiej czy amerykańskiej ma historię przynajmniej paru dekad, w przypadku Stanów i Wielkiej Brytanii dużo dłuższą. o ile założymy, iż nasze przyszłości jako społeczeństwo, nieważne w jakim wymiarze, nie są już białe, to co to będzie oznaczać również dla osób białych, bo to one często jednak wciąż w tych krajach zajmują centrum kulturowe i mają kapitał kulturowy, nie mówiąc już o kapitale finansowym czy politycznym.
W tym kontekście afrofuturyzm nie jest jedynym miejscem mówienia o rasie czy o byciu czarnym w społeczeństwach zachodnich czy globalnej północy, ale jest miejscem, gdzie możemy sobie wyobrazić dystopijne wizje. Owszem, takie wizje w ramach szeroko pojętej fantastyki też występują, zwykle są afiliowane z ekstremalnie prawicowymi środowiskami. Alt-right i prawica pisze też swoje science fiction, często dystopijne, gdzie biali są uciśnieni i zalani przez imigrantów. W ramach fantastyki postępowej czy progresywnej można myśleć o afrofuturyzmie jako poligonie doświadczalnym, gdzie przemyśliwujemy i staramy się wyobrazić przyszłości, w których trochę bardziej albo bardzo równo partycypujemy. Wszystkie grupy, w tym przypadku etniczne czy rasowe, bardziej partycypują. Oczywiście SF nigdy przyszłości nie przewidywała, poważna fantastyka nie rości sobie w ogóle takich pretensji, natomiast niezależnie od tego, czy coś się “spełni”, czy nie spełni albo wydarzy, fantastyka czy science fiction jest bardzo ważna właśnie jako miejsce prób generalnych albo niegeneralnych symulowania różnych relacji.
O tych relacjach możemy mówić tak szeroko, iż aż trudno generalizować, bo możemy myśleć o ekonomii, o partycypacji politycznej, o przesądach czy nastawieniach społecznych. Każda z nich historycznie miała rasowe podteksty i konteksty. Czy afrofuturystyczną powieścią jest tekst napisany przez czarną autorkę czy czarnego autora, ale który specjalnie jakoś nie pozycjonuje rasy w centrum? Czy te napięcia, relacje czy definicje rasy realnej albo wyobrażonej muszą być rzeczywiście jakoś powiązane z główną narracją, czyli główny bohater jest innej rasy niż cała reszta otoczenia, i w związku z tym boryka się z wyzwaniami czy trudnościami? Oczywiście tutaj nie ma zgody i myślę, iż jest bardzo wiele powieści, które z jednej strony nazwalibyśmy afrofuturystycznymi, ale gdyby dać komuś do przeczytania w ramach ślepego testu i zadać pytanie: czy jesteś w stanie powiedzieć, jaką tożsamość ma autorka czy autor, to o wielu takich powieści pewnie większość osób by nie powiedziała, iż to napisał na pewno ktoś nie-biały. Natomiast są takie, które w sposób wyraźny pozycjonują te zagadnienia i zawsze, choćby o ile są to powieści o przyszłości, afrofuturyzm pracuje w cieniu tej bolesnej, traumatycznej, katastrofalnej przeszłości.
TEMAT 5 Szanse awanse
Raport „Marne szanse… SPRAWDZAM! Badanie na temat obecności kobiet na państwowych uczelniach artystycznych 2025” powstał jako odpowiedź na pytanie: jak w ostatniej dekadzie zmieniła się sytuacja kobiet w akademiach sztuk plastycznych w Polsce? 10 lat po opublikowaniu przez Fundację Katarzyny Kozyry pionierskiego badania „Marne szanse na awanse?”, dzięki wsparciu od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego sprawdzono w nowym badaniu, co udało się zmienić, a co wciąż stanowi przeszkodę w awansie naukowym i zawodowym kobiet na uczelniach artystycznych. Co nowe dane mówią o doświadczeniach kobiet w środowisku akademickim? O tym rozmawialiśmy z Anną Walewską, jedną z autorek badania, którego szczegóły znajdziecie na stronie szanseawanse.pl, a omówienie w dziale Raporty marcowo-kwieniowego NN6T.
Anna Walewska: Wydaje mi się, iż dziesięć lat temu najważniejsze było wyłożenie kawy na ławę, to znaczy różne obserwacje, które były tak naprawdę widoczne gołym okiem. Punktem wyjścia były dysproporcje między ilością osób studiujących, a zatrudnionych na uczelniach. Powstawały różne projekty artystyczne na ten temat wcześniej, na przykład Anki Leśniak, więc ten temat był zauważany i podejmowany. Natomiast to, iż udało się przeprowadzić projekt badawczy, i to nie tylko badanie artystyczne, co też warto podkreślić, tylko projekt naukowy, a adekwatnie badanie socjologiczne z charakterystycznymi narzędziami zgodnymi z tą dziedziną, to pomogło pokazać, iż te obserwacje po pierwsze są słuszne, po drugie spróbować odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest.
Wraz z tym raportem, zespół był kobiecy, więc będę mówiła z koleżankami, żeśmy dziesięć lat temu zebrały takie kompendium wiedzy, które stanowiło też rodzaj przewodnika, poradnika, narzędzia do tego, żeby te zmiany wprowadzać. Co najważniejsze, my żeśmy wtedy przygotowały w rekomendacjach hasła podsumowujące te najważniejsze obszary. Niewątpliwie coś, co zostało wtedy też bardzo dobitnie nazwane “kolesiostwem”, było zjawiskiem adekwatnie wszechobecnym, wychodzącym na różnych etapach tego badania. Wtedy wyszło nam, iż najwięcej wsparcia otrzymują mężczyźni od mężczyzn i iż jest taki rodzaj, powiedzmy, sztafety pokoleń, ale też solidarności płciowej, znacznie większy już wtedy, dziesięć lat temu, między kobietami.
Myślę, iż jest bardzo interesujący obszar zmiany między 2015, a 2025 rokiem. Ciężko powiedzieć, na ile ta kategoria jest zależna z kategorią dyskryminacji, a na ile jest to osobny temat. Natomiast niewątpliwie dyskryminacja ze względu na płeć przejawiała się na wielu poziomach. Mam takie poczucie, iż znacznie bardziej zakorzenione były stereotypy. Studentki często słyszały od wykładowców dosłownie teksty: “nie musisz się wysilać, bo i tak zaraz będziesz smażyć kotlety i zmieniać pieluchy”. To było na porządku dziennym. Z czego to wynika, to jest dalej zjawisko do określenia, natomiast to była codzienność. Wiem, iż dzisiaj jest tego trochę mniej, natomiast dalej można się spotkać z takim stwierdzeniem. Sytuacja sprzed dwóch lat mniej więcej, jak jeden profesor miał na zajęciach refleksję: “no co z wami dziewczynki jest nie tak, iż jest was tak dużo na sali, a tak mało w sztuce i na uczelni”.
Jednym z najważniejszych wniosków z tego badania jest wrażenie, iż dużo się polepsza, iż w ogóle jesteśmy progresywni, zwłaszcza to środowisko jest równościowe, progresywne itd. Pojawiają się nowe zapisy w statutach, powoływane są osoby, które mają zajmować się problematyką dyskryminacji w środowisku, czyli jakby aparat sprawczy, prawny, regulacyjny teoretycznie jest. Natomiast wychodzi z tego badania, iż on adekwatnie kompletnie nie działa i należy to wypuklić. Ja bym chciała dać trzy uderzające przykłady, żeby tę skalę móc sobie wyobrazić. jeżeli po 10 latach i po wprowadzeniu szeregu regulacji wychodzi, iż niechcianych zachowań na tle seksualnych wobec studentek i studentów jest więcej, niż 10 lat temu, i ich liczba rośnie wobec kobiet, to jest to uderzający wniosek – to wszystko jest nie tak, niby istnieje na papierze, natomiast jak wygląda w praktyce? To, iż osoby nie wiedzą, iż różne pomocowe podmioty w ogóle istnieją, to jedna rzecz, ale dla mnie jest taki wniosek niezapisany w raporcie. Te dane świadczą o tym, iż u sprawców różnych zachowań niechcianych, które są miększe i twardsze, panuje ogromne poczucie bezkarności. o ile pozwalasz sobie na pewne zachowania, nieraz bardzo otwarcie, to znaczy, iż absolutnie nie obawiasz się żadnych konsekwencji, wiesz na jakimś poziomie, iż jest duże prawdopodobieństwo, iż ciebie za to nic nie spotka. I to jest uderzające.
Chciałam jeszcze nawiązać do nierówności w pracach organizacyjnych. Na premierze tego raportu w MSN-ie, odwołam się do konkretnej osoby, która publicznie to powiedziała – Dorota Kozieradzka, wspaniała artystka, związana z warszawską uczelnią, powiedziała, iż ona miała chyba w ciągu roku, ale to nie padło, rozpisanych 400 godzin pracy organizacyjnej, a jej kolega na tym samym stanowisku 15. Mówimy o takich dysproporcjach. Ja się też spotkałam z takim komentarzem w tym środowisku, iż no tak, Ania, bo w ogóle to jest tak, iż jak ktoś po prostu ma smykałkę do tego, żeby różne rzeczy ogarniać, to on się już nie opędzi bez roboty. To świadczy właśnie o tym, iż należy się przyjrzeć, jakie kompetencje powinna mieć osoba zatrudniona na uczelni, a jaka jest zatrudniana. jeżeli akceptujemy, iż ktoś nie ma danych kompetencji do wykonywania jakiejś pracy (załóżmy, iż to z tego wynika, chociaż podłoże jest różne), to może ta druga osoba, która wykonuje 30 razy więcej, powinna być odpowiednio za to wynagradzana? Może tu powinno się to równoważyć.
TEMAT 6 Archiwum wahań
Polski pawilon na Malta Biennale 2026 już w marcu zaprezentuje projekt „Archiwum wahań”. To wideoinstalacja, która – wykorzystując formę telewizyjnego teleturnieju – przekształca dobrze znany format rozrywkowy w narzędzie krytycznej refleksji nad europejskim doświadczeniem transformacji ustrojowej i kulturowej po 1989 roku. Przez teleturniej, symbol jednoznacznych odpowiedzi i szybkiej oceny, artystka bada, jak masowa kultura kształtowała wyobrażenia o nowoczesności i aspirację „dogonienia Zachodu”, często kosztem lokalnej pamięci i tożsamości. Dlaczego akurat format teleturnieju okazuje się trafnym narzędziem artystycznej krytycznej refleksji o tym rozmawiamy z artystką Weroniką Zalewską i kuratorką Adą Piekarską, a pełną wersję wywiadu przeczytacie w marcowo-kwietniowym wydaniu NN6T.
Weronika Zalewska: Kwestia wahania jako symbolu dania przestrzeni na oddech, moment niepewności, niewiedzę w momencie transformacji ustrojowej, jest czymś, czego czuję, iż w tym czasie bardzo brakowało. Symbol quizu jako czegoś, co symbolizuje wiedzę pozornie przeźroczystą, neutralną, jest właśnie domeną braku możliwości wahania. Uczestnicy i uczestniczki quizu mają tych 20-30 sekund na odpowiedź, a zamknięcie pytań na ABCD w jakimś sensie pokazuje nam rzeczywistość, w której nowy porządek, nowy reżim liberalnej etyki wydawał się czymś, co jest przeźroczyste. Tak jak powiedziała swego czasu Thatcher: w sumie nie ma innego wyjścia, innego wyboru, niż wskoczyć dwoma nogami w porządek wolnorynkowy.
Dla mnie akurat momenty oglądania telewizji z babcią, tej całej zupy informacyjnej tego czasu, z jednej strony był to początek broadcast TV, nadawania informacji 24/7, a z drugiej strony bardzo mocny czas dla reality shows i dla nowych seriali i kultury rozrywkowej. Kultura rozrywkowa wraz z systemem informacji bardzo przepływały między sobą i były czymś wspólnym. interesujące jest dla mnie wspomnienie dziecka, które miało 7-8 lat i w sumie tworzyło pierwszy raz jakieś swoje własne-niewłasne poglądy, wsiąkało najwięcej treści z telewizji. To jest czas jakiegoś amerykańskiego snu dla nas jako dzieci, które wtedy dorastały. Jest to też czas po 11. września, gdzie dopiero teraz, po długim czasie, zdaję sobie sprawę z tego, jaki to miało wpływ na wiele poglądów, na jakieś takie ustanawianie sobie porządków świata w naszych głowach już wtedy, kiedy mieliśmy 6-7-8 lat i jakie reperkusje ma to dzisiaj. Z jednej strony jest to, a z drugiej jest ten drugi ekran wideo, który pokazuje coś, co jest zupełnie poza tym porządkiem. Z jednej strony mamy quiz, a z drugiej wiedzę afektywną, przekazywaną oddolnie jako coś, co nie mieści się w systemie tak masowego przekazywania wiedzy i wertykalności wiedzy.
Ada Piekarska: My z Weroniką spotkałyśmy się w swoich zainteresowaniach artystyczno-badawczych i nasz projekt bezpośrednio dotyczy sytuacji związanej z naszą lokalizacją Europy Środkowo-Wschodniej, krajami postkomunistycznymi. Mamy pewną narrację, która być może zupełnie inaczej będzie czytana przez pozostałe Europejki i Europejczyków, którzy nie mieli takiego doświadczenia. Teraz wchodzi do świata sztuki nowe pokolenie, dla którego pamięć transformacyjna jest bardzo często pamięcią zapośredniczoną, to już nie jest pamięć przeżyta tak jak w przypadku naszych rodziców chociażby. To jest taka pamięć, jaką ja razem z Weroniką uwspólniam, ona jest raczej postpamięcią, wynikającą z rozmów, przeżyć naszych rodziców, zasłyszanych opowieści. Nam się też często wydaje, iż to jest nasza pamięć, bo jest bardzo zakorzeniona w ciele, w emocjach, jest super żywa. To jest dużo bardziej afektywne, niż pamięć wynikająca po prostu ze znajomości historii, która była przekazywana.
Tutaj płynnie przechodzimy do tego, co się zmieniało w podręcznikach, w szkołach, Przecież dobrze wiemy, iż w zależności od sytuacji danego momentu dziejowego, inaczej pewne rzeczy były komunikowane i trochę o tym jest ten projekt. Z jednej strony to, o czym już mówiła Weronika – on dotyczy modeli wiedzy, modeli przekazywania wiedzy, ale też wiedza nie jest czymś wyabstrahowanym od całej reszty naszego życia społecznego. Jest związana ściśle ze wspomnianą przeze mnie pamięcią, sposobem pamiętania, upamiętniania, czy też przeżywania i przekazywania tego doświadczenia dalej kolejnym pokoleniom, wyznaczania przyszłości.
Wydawać by się mogło, iż to trochę taki retro projekt, który dotyczy czegoś, co już się wydarzyło, ale paradoksalnie on bardzo wychodzi w przyszłość. Nie mamy takiej intencji, żeby tutaj coś podsumowywać, domknąć, to jest raczej punkt wyjścia do rozmowy o tym, w jaki sposób możemy w ogóle w przyszłości pracować z modelami wiedzy, co oznaczają struktury, nośniki wiedzy, które przecież się zmieniają. Teraz to już nie jest wyłącznie telewizja, to raczej jest internet, media społecznościowe. W tym projekcie podkreślamy znaczenie samego nośnika i jego struktury, współcześnie rzecz ujmując: algorytmów, i jak to wpływa na sposób transmitowania wiedzy, ale też transformowania. To są super aktualne treści, którym chciałyśmy się przyjrzeć na podstawie tego, co znamy, co jest dla nas bardzo osobiste, co jest wręcz biograficznym doświadczeniem, ale bardzo szerokim. Mam nadzieję, iż będzie to dość uniwersalny język, który pozwoli szerokiej publiczności międzynarodowej również go zrozumieć i w niego wniknąć.
~~
W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.
Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska
To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.




