Wybrałam pięć filmów, które potrafią przypomnieć, iż świat nie kończy się na zmęczeniu, stresie, chaosie i niepokoju. Że życie – mimo wszystko – ma sens. Dzielę się nimi, bo być może i Tobie pomogą na chwilę zatrzymać się i przypomnieć sobie, o co w tym wszystkim chodzi.
Filmy, które zmieniają życie. 5 inspirujących tytułów
Wszystko tytuły są dostępne w polskim streamingu i na VOD.
1. To wspaniałe życie (1946), reż. Frank Capra
Film sprzed 80 (!) lat, który wciąż działa. "To wspaniałe życie" przypomina, iż wartość człowieka nie mierzy się sukcesami, ale wpływem, jaki ma na innych. George Bailey nie zmienił świata w spektakularny sposób – nie został wielkim biznesmenem ani podróżnikiem. Został kimś znacznie ważniejszym: punktem oparcia dla swojej społeczności, mężem i ojcem.
Capra pokazuje coś, o czym często zapominamy: iż życie "zwyczajne" nie jest życiem przegranym. Film – świąteczny, ale jednocześnie uniwersalny – demontuje mit wyjątkowości mierzonej przez karierę, pieniądze czy prestiż. Zamiast tego proponuje inną perspektywę – bycie obecnym, uczciwym i dobrym.
To kino, które potrafi uratować w momentach zwątpienia i przypomnieć, iż choćby wtedy, gdy czujemy się niewidzialni, nasze istnienie ma sens. Mnie uratowało w bardzo trudnym momencie i nie wyobrażam sobie teraz świąt (i życia) bez George'a Baileya.
2. Perfect Days (2023), reż. Wim Wenders
"Perfect Days" to jedno z najbardziej kojących doświadczeń filmowych ostatnich lat. To jeden z tych filmów, który niby jest o niczym, ale o wszystkim.
Wim Wenders opowiada o mężczyźnie w średnim wieku, który sprząta publiczne toalety w Tokio – i robi to z uważnością, spokojem oraz szacunkiem do samego siebie. Brzmi banalnie? Tylko pozornie. To film o godności pracy, o rytuałach, które nadają życiu strukturę, i o tym, iż szczęście często kryje się w prostocie. I o tym, iż magia czasem czai się w najbardziej niepozornych miejscach, jak gra w kółko i krzyżyk z nieznajomym.
Wenders nie idealizuje codzienności, ale pokazuje jej piękno wtedy, gdy przestajemy z nią walczyć. "Perfect Days" uczy, iż nie wszystko musi być "więcej", "szybciej" i "lepiej". Czasem wystarczy wystarczająco. To kino, które uczy uważności i bycia tu, gdzie się jest. Dzięki niemu zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na codzienność – choćby tę najnudniejszą – i staram się być w niej całą sobą.
3. Co w duszy gra (2020), reż. Pete Docter
Pixar po raz kolejny udowodnił, iż animacja potrafi mówić o sprawach fundamentalnych z większą czułością i mądrością niż niejeden film aktorski. Oscarowy "Co w duszy gra” to opowieść o sensie życia, która nie szuka wielkich odpowiedzi – zamiast tego skupia się na drobiazgach.
Film mówi wprost: życiowa pasja i ogromny sukces nie jest jedynym celu istnienia. Pokazuje, iż życie nie musi być spektakularne, by było wartościowe. Czasem sens kryje się w smaku pizzy, dźwięku ulicy, krótkiej rozmowie, ulicznej muzyce.
To niezwykle empatyczna opowieść o tym, iż samo istnienie – odczuwanie, bycie, doświadczanie – już jest wystarczającym powodem, by żyć. Jednocześnie "Co w duszy gra" pozostaje subtelnym przypomnieniem o ulotności życia. Nigdy nie wiemy, kiedy się skończy, dlatego warto z niego czerpać tu i teraz. I wcale nie trzeba robić tego "na bogato" i z hukiem.
4. Stowarzyszenie umarłych poetów (1989), reż. Peter Weir
Standardowa pozycja na wszelkich listach filmów, które zmieniają życie, ale "Stowarzyszenie umarłych poetów" naprawdę je zmienia. Ten kultowy film to manifest wrażliwości i nonkonformizmu, ale też ostrzeżenie. Uczy, jak ważne jest, by myśleć samodzielnie, zadawać pytania i nie rezygnować z własnego głosu – choćby jeżeli świat próbuje go uciszyć.
Postać Johna Keatinga stała się ikoną nie bez powodu: to nauczyciel, który nie przekazuje wiedzy, ale uczy życia. Dzieło Petera Weira to film o wolności, ale też o jej cenie. O empatii, która bywa niewygodna, i o relacjach, które potrafią zmienić bieg czyjegoś życia. To kino, które przypomina, iż słowa mają moc, a autentyczność bywa aktem odwagi i warto o nią walczyć.
5. Debiutanci (2010), reż. Mike Mills
Chyba najbardziej intymny film na tej liście. W momencie jego premiery miałam nieco ponad 20 lat i to właśnie dzięki niemu zaczęłam uczyć się rozumieć, o co tak naprawdę chodzi w życiu. Patetyczne, wiem. Ale sama prawda.
"Debiutanci" to opowieść o miłości – romantycznej, rodzinnej, spóźnionej, nieoczywistej – ale nie tylko o niej. To także film o oswajaniu smutku i mierzeniu się z prawdą o sobie. Mike Mills pokazuje, iż nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć ze sobą w zgodzie, oraz iż szczerość wobec siebie bywa bolesna, ale potrafi wyzwalać.
To historia o kruchości i pięknie relacji, o żalu za niewypowiedzianymi słowami i o głębokiej, uniwersalnej potrzebie bliskości. Bez melodramatyzmu i bez patosu. "Debiutanci" uczą empatii wobec cudzych wyborów i własnych lęków. To kino, które nie daje prostych odpowiedzi, ale pozwala się zatrzymać i poczuć – a to często znaczy więcej niż gotowe rozwiązania.















