34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – między pierwszą puszką a sercem studia

strefamusicart.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: 34 Finał WOŚP Studio Part 4 25.01.2026_ 27


W niedzielę, 25 stycznia 2026 r., odbyła się kolejna edycja największej polskiej zbiórki charytatywnej – 34. Finał WOŚP. Tegoroczna akcja przebiegała pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci” i była poświęcona diagnostyce i leczeniu chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów.

To był dzień, który grał prawdziwą orkiestrą ludzkich serc. Już od rana w stolicy, jak i w innych miastach, tysiące wolontariuszy z charakterystycznymi czerwonymi serduszkami wyszło na ulice, by zbierać dla tej szczytnej sprawy. Błonia PGE Narodowego tętniły życiem – rozstawiono ogromne miasteczko – od stref z atrakcjami dla dzieci i dorosłych, przez instalacje artystyczne, aż po diabelski młyn i strefy partnerów, które przyciągały odwiedzających zgromadzonych wokół sceny pełnej muzyki i żywej energii. Na głównej scenie oraz w studiu wystąpili popularni wykonawcy: Lanberry, Łydka Grubasa, IGO, Nocny Kochanek, LemON, Lor, Happysad, Dżem, Ich Troje, Myslovitz, Heľenine Oči, Tabu, Cheap Tobacco, The Analogs, Hania Derej, Szeptucha i Voo Voo. Znakomite koncerty utrzymywały publiczność w świetnej atmosferze przez całe popołudnie i mroźny wieczór. Kulminacyjnym punktem była tradycyjna ceremonia Światełka do Nieba – efektowny pokaz świetlny i ogni sztucznych, który zakończył oficjalną część finału. Całkowita kwota deklarowana po północy przekroczyła 183 mln zł i wciąż rośnie, bo aukcje i wpłaty realizowane są dłużej.

W studiu telewizyjnym na błoniach Stadionu Narodowego nie dało się uciec od emocji. Światła, kamery, kolorowe elementy scenografii, czerwone serduszka, redaktorzy, precyzyjnie zaplanowane wejścia, ale też i momenty spontaniczne. Ludzie z opaskami WOŚP przemykający jak w ulu – ktoś biegnie z ważnym newsem, ktoś zabawia publiczność, ktoś inny ściska kubek z zimną już kawą, bo nie było czasu się napić. Prowadzący uśmiechają się, żartują, łączą się ze sztabami, z zagranicą i z małymi miejscowościami. Na telebimie wciąż rośnie licznik. Nie jest on tylko cyfrą. Jest pulsem.

Tu miesza się profesjonalna telewizja z czymś, czego nie da się wyreżyserować – prawdziwym wzruszeniem.

I nagle to wszystko cofa czas… Do momentu, kiedy WOŚP dopiero się rodziła. Kiedy to nie była „instytucja”, tylko pomysł, iskra nadziei, entuzjazm i trochę szaleństwa. Kiedy nikt nie wiedział, czy to się uda. Pierwszy finał nie był jeszcze wielkim show. Był bardziej jak odruch serca niż wydarzenie medialne. Puszki były inne. Sprzęt inny. Świat inny. Ale ludzie? Tacy sami.

Pamiętacie to uczucie? Że dzieje się coś nowego. Coś dobrego. Coś wspólnego. Kolejny finał i moja szkoła… sala gimnastyczna pachnąca lakierem do parkietu i kurzem z kotar. Sprzęt pożyczony, kable jak węże, mikrofon, który czasem trzeszczy. I my – młodzi, przejęci, za głośni, spontanicznie organizujący rockowy koncert charytatywny, bo przecież jak pomagać, to z gitarą. Autentyczna, prawdziwa energia – z wiarą, iż to ma sens. A to poczucie bycia częścią czegoś większego zostaje w człowieku na zawsze.

Dziś studio jest nowoczesne. Transmisje w HD, Internet, świat, ogromne sumy. Ale w środku to wciąż to samo: to samo wzruszenie, gdy ktoś mówi, iż dzięki WOŚP żyje jego dziecko, ta sama duma, gdy licznik rośnie i rozbija kolejne miliony, ta sama wspólnota ludzi, którzy może różnią się we wszystkim… poza jednym – chęcią, żeby świat był choć odrobinę mniej obojętny.

Dlatego WOŚP to nie tylko finał. To trochę jak wehikuł czasu dla serca. Łączy: pierwszą puszkę i pierwsze serduszko przyklejone krzywo do kurtki, szkolny koncert rockowy i dzisiejszą skalę wydarzenia. Jego centrum jest studio, jak lotnisko w czasie świąt, gdzie równolegle dzieje się masa rzeczy. A najważniejsi są ludzie. Ci, którzy pamiętają pierwsze finały, jak i ci dopiero pierwszy raz trzymający puszkę. Ci, którym WOŚP pomogła wrócić do zdrowia oraz ci, którzy cicho wspierają, bo każdy grosik to akt serca. Każdy z nas może mieć swój mały wkład w coś wielkiego! My nie oglądamy tylko programu, my oglądamy kawałek własnego życia. I w niedzielę zobaczyłam tę ciągłość, siebie wtedy i teraz, a między nimi nitkę dobra, która nigdy się nie przerwała.

I to wciąż działa. Rok po roku. Do końca świata i jeden dzień dłużej!

Anka

Idź do oryginalnego materiału