30 lat strachu i ironii. Jak „Krzyk” uratował slashery?

gazetafenestra.pl 1 tydzień temu

Źródło: Pexels https://www.pexels.com/photo/ghostly-costume-in-urban-setting-for-halloween-29225597/ / Opis: Choć w kinach debiutuje już 7. część “Krzyku”, franczyza prawdopodobnie jeszcze się nie kończy.

„Jaki jest twój ulubiony straszny film?” – to pytanie zna dziś niemal każdy fan horroru. Mimo swojego niechlujstwa i śmiertelności, Ghostface uratował horrorowy rynek, który w latach 90. ledwo kulał. Trzy dekady później, w momencie odsłony siódmej części „Krzyku”, trudno wyobrazić sobie współczesny slasher bez wpływu tej serii.

Obecnie „Krzyk” to nie tylko kultowa franczyza z dziesiątkami cytatów i rozpoznawalną maską. Seria zrewolucjonizowała horror, wprowadzając do niego autoironię, metatekstualność i bohaterów świadomych reguł gatunku. Postacie nie tylko uciekają przed zabójcą – komentują również schematy znane z innych slasherów i czasami przewidują rozwój wydarzeń szybciej od widzów siedzących przed ekranem. A przecież w 1996 roku nic nie zapowiadało aż takiego przełomu. Produkcja powstawała jako stosunkowo nieduży projekt z budżetem wynoszącym ok. 15 milionów dolarów. Nikt nie przypuszczał, iż przypomnienie o zapomnianej już formule slashera stanie się hitem współczesnego kina grozy.

Twórcy samoświadomego horroru

W przypadku pierwszych czterech części za kamerą stanął Wes Craven – legendarny twórca, który zapisał się w historii kina grozy dzięki postaci Freddy’ego Kruegera z „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Mimo doświadczenia w redefiniowaniu horroru, początkowo nie był przekonany do projektu. Dopiero koncept zamaskowanego zabójcy o specyficznym zamiłowaniu do gierek telefonicznych go przekonał. Kluczową rolę odegrał w tym scenariusz Kevina Williamsona. To on zaproponował formułę, w której bohaterowie dobrze znają horrorowe klisze i wiedzą, iż nie powinno się schodzić do ciemnej piwnicy w samotności. Ta autotematyczność była powiewem świeżości.

Pierwsza część stała się ogromnym sukcesem komercyjnym, stając się jednym z najbardziej dochodowych slasherów w historii. Na popularność wpłynęła również obsada – w projekt zaangażowano m.in. Drew Barrymore (gwiazda znana z filmów tj. Wystrzałowe dziewczyny” oraz Batman Forever”) i Courtney Cox, znaną jako Monica z serialu „Przyjaciele”.

Inspiracja prawdziwą zbrodnią

W sierpniu 1990 roku Ameryka po raz pierwszy usłyszała o Dannym Rollingu, nazwanym przez media „Rozpruwaczem z Gainesville”. W ciągu kilku dni zabił pięcioro studentów na Florydzie, a podczas procesu przyznał się również do wcześniejszego potrójnego morderstwa.

Sprawa głęboko poruszyła 29-letniego wówczas Kevina Williamsona. Po obejrzeniu reportażu ogarnęła go paranoja – bał się, iż ktoś może włamać się do jego domu. Ten lęk stał się twórczym impulsem. Po zaledwie 72 godzinach, scenarzysta trzymał w rękach pierwszą wersję „Krzyku”. Pierwotnie szkic został zatytułowany „Strasznym Filmem”, co później podłapali twórcy parodystycznej serii, która bezpośrednio naśmiewała się ze slashera. Projektem zainteresowała się wytwórnia Dimension Films. Jej właścicielem jest Miramax – studio specjalizujące się w kinie niezależnym.

Tani rekwizyt

Maska Ghostface’a jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów serii. Jej wydłużony, zdeformowany wyraz twarzy nawiązuje do ekspresjonistycznej estetyki znanej z twórczości Edvarda Muncha. Samą maskę można kupić za parę groszy w dowolnym chińczyku.

Craven natknął się na maskę przypadkiem pod jednym z opuszczonych domów, który miał być potencjalnym plenerem filmowym. Problemem okazały się prawa autorskie. Producent maski początkowo żądał wysokiej opłaty licencyjnej, a próby stworzenia alternatywnego projektu nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia, a losowy gadżet stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnej popkultury.

Jak skutecznie zmylić widzów?

Znane nazwiska często działają jak magnes na widzów. Dlatego twórcy „Krzyku” postanowili wykorzystać jeden z najprostszych marketingowych trików: obsadzić w filmie rozpoznawalną gwiazdę i umieścić ją w centrum materiałów promocyjnych. Na plakatach dominowała Drew Barrymore, której przerażone oczy gwałtownie zapadły widzom w pamięć.

Widzowie kupowali bilety, zakładając, iż aktorka odegra kluczową rolę w historii. Tymczasem jej występ okazał się jednym z najbardziej zaskakujących zabiegów narracyjnych w historii slasherów. Barrymore wcieliła się w Casey Becker – pierwszą ofiarę Ghostface’a – i zginęła już w pierwszych minutach filmu. Co ciekawe, pierwotnie Drew miała zagrać główną rolę. Ostatecznie rolę Sidney Prescott powierzono Neve Campbell. Mimo bardzo krótkiego czasu ekranowego Barrymore, jej obecność pomogła osiągnąć znakomity wynik box office.

Legendy nie przyćmił czas

Sukces „Krzyku” gwałtownie doprowadził do powstania kolejnych odsłon serii. Pierwotnie twórcy planowali zamknąć historię w trylogii. Dlatego 3. część jeszcze mocniej bawiła się konwencją, wprowadzając metatekstowy wątek serii filmów „Stab”, inspirowanych wydarzeniami z Woodsboro. Po latach franczyza powróciła jednak na ekrany. W 2011 roku, z okazji 15-letniej rocznicy oryginału, Craven i Williamson ponownie połączyli siły przy „Krzyku 4”.

Po śmierci Cravena wydawało się, iż Ghostface już poszedł na emeryturę. Tymczasem reżyserski duet Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett, znany m.in. z horroru „Zabawa w pochowanego”, ożywił franczyzę w 2022 roku. Seria wówczas przywitała nowe pokolenie bohaterów z Melissą Barrerą i Jenną Ortegą w rolach sióstr. Chcąc oddać hołd twórcy serii, postać graną przez Dylana Minnette’a nadano imię Wes. W trakcie filmu padają choćby najważniejsze słowa, które widzowie doskonale zrozumieli: „Dla Wesa”.

Kontrowersje nie powstrzymają Ghostface’a

Produkcja kolejnej odsłony nie obyła się jednak bez kontrowersji. W 2023 roku media doniosły o zwolnieniu Barrery z „Krzyku 7” po jej publicznych wypowiedziach dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Niedługo później projekt opuścili Ortega i reżyser Christopher Landon.

Ostatecznie za sterami produkcji ponownie stanął Williamson, a do obsady powróciła także Neve Campbell. Odwołań do klasyka nie brakuje – nastoletnia córka Sidney (Isabel May) odziedziczyła imię po Tatum, co jest bezpośrednim hołdem dla zmarłej przyjaciółki z oryginalnej części, w którą wcielała się Rose McGowan. Jednocześnie widz wielokrotnie może mieć poczucie deja vu. Tatum znajduje na strychu skórzaną kurtkę mamy, a jej nowy chłopak zakrada się do sypialni przez okno – prawdziwi fani franczyzy docenią te „smaczki”.

Na ekranie pojawił się również Matthew Lillard jako Stu Macher ożywiony przez magię AI. W trakcie przerażających rozmów wideo jego twarz morfuje w innych zmarłych zabójców. Choć część fanów tęskniła za fizycznym powrotem pierwotnego Ghostface’a i narzekała na powrót za sprawą generatywnych rozwiązań, wątek w interesujący sposób pokazuje przerażające możliwości stosowania deepfake’ów. Swoją drogą, w najnowszej odsłonie powracamy do domu Macherów, który został zamieniony w makabryczne Airbnb wypełnione pamiątkami po fikcyjnej serii filmów „Stab”.

Mimo mieszanych opinii na Rotten Tomatoes i IMDb, gdzie recenzenci zarzucają filmowi luki w scenariuszu i kiepskie motywy morderców kryjących się za charakterystyczną maską, fani wciąż tłumnie wracają do Woodsboro.

Fenomen „Krzyku” polega przede wszystkim na nieustannej autorefleksji. Każda kolejna część komentuje aktualny stan kina grozy – od sequeli, przez remake’i, aż po. „requele”. Dzięki temu seria starzeje się znacznie wolniej niż większość slasherów. Zamiast powielać schematy, „Krzyk” od trzech dekad rozbiera je na czynniki pierwsze, przedstawiając je z nutką ironii.

Kaja GRABOWIECKA

Idź do oryginalnego materiału