28 lat później. Część 2: Świątynia kości – recenzja filmu

popkulturowcy.pl 3 godzin temu

Film 28 lat później okazał się nie małym zaskoczeniem, które podzieliło fanów poprzednich części. Wraz z jego premierą pojawiła się również informacją o nadchodzącej kontynuacji. Najnowsza część, 28 lat później – Część 2: Świątynia kości, ukazała się już rok później. Z informacji prasowych wynikało, iż oba filmy były realizowane równocześnie. I chociaż tym razem na reżysera wybrano Nię DaCostaę, to proces produkcji filmu mógł sugerować, iż będzie to kontynuacja utrzymana w podobnym kluczu. Po raz kolejny jednak twórcy zdają się iść pod prąd.

28 lat później – Część 2: Świątynia kości jest bezpośrednią kontynuacją filmu z 2025 roku. Akcja rozpoczyna się dokładnie w miejscu zakończenia poprzedniej części. Wracamy więc do Spike’a oraz ekipy Jimmy’ego Crystala, która uratowała go przed atakiem zombie. W wyniku brutalnej inicjacji staje się on jednym z tak zwanych palców lidera. Sir Lord Jimmy Crystal okazuje się jednak zwichrowanym wyznawcą zasad głoszonych (w jego głowie) przez tajemniczy byt o nazwie Old Nick (znany również jako Szatan). Głównym zadaniem wyznawców doktryn Old Nicka jest niesienie śmierci i bólu (zwanych również łaską) napotkanym ocalałym. W to wszystko wrzucony zostaje młody Spike.

Wracamy również do ukochanego przez widzów doktora Iana Kelsona. W 28 lat później – Części 2: Świątyni kości widzimy go dużo częściej na ekranie. Towarzyszy mu zombie alfa o imieniu Samson, którego również mieliśmy okazję poznać. Co więcej, pomiędzy bohaterami zawiązuje się swego rodzaju więź. Wątki Spike’a i doktora oraz moment ich przecięcia to główna oś fabularna najnowszej części. Reżyserka Nia DaCosta zwalnia tempo, z jakim wcześniej zaprezentował nam świat Danny Boyle. Zamiast pędzić w kolejną podróż w nieznane, skupia się na dalszych losach bohaterów.

Daleko najnowszej produkcji do powielania schematów i ogólnego pomysłu na poprzednią część. Biorąc pod uwagę, jak specyficznym filmem jest 28 lat później, ciężko powiedzieć, czy w ogóle byłoby to możliwe. Jego mieszany odbiór i zaskoczenie z pewnością wzięły się stąd, iż widzowie spodziewali się kolejnego klasycznego filmu o zombie. 28 lat później – Części 2: Świątynia kości podąża tą samą drogą, ale na swój sposób. To film tak inny od wszystkiego, co do tej pory mogliśmy zobaczyć. Może być on choćby zaskoczeniem dla osób, którym spodobała się poprzednia odsłona. Gdy widzowie przetrawili i zrozumieli kierunek, w którym Danny Boyle postanowił zabrać serię, przyszedł czas na kolejny seans. I część z nich mogła ponownie złapać się za głowę. Okazuje się, iż ciężko tutaj mówić o jakimś konkretnym kierunku. Z pewnością jednak istnieje jeden. Chęć stworzenia po raz kolejny szalonego i oryginalnego filmu, wymykającego się wszelkim szufladkom i etykietom.

Kadr z filmu

W całej produkcji mógłbym wyróżnić kilka elementów, które sprawiły, iż seans kolejnej części był tak ekscytującym doświadczeniem. Pierwszym z nich jest łatwość, z jaką twórcom udaje się wpleść pomiędzy brutalne i całkowicie poważne sceny momenty humorystyczne. Nie spodziewałem się, iż tak często będę się śmiał. Świątyni kości robi to bez oglądania się za widzem, aby upewnić się, czy oby na pewno nadąża. Tak oto dostajemy krwawe starcie z zombie, a kilka minut później widzimy tańczących wspólnie doktora Kelsona i Samsona. O tej dwójce warto wspomnieć więcej, bo uważam, iż to najciekawszy element całej fabuły. Ich relacja niespodziewanie zmienia się, ponieważ każdy z nich ma sobie coś do zaoferowania. Samson dzięki medycznemu doświadczeniu doktora może się wyciszyć i zapomnieć o swojej morderczej naturze. Kelson natomiast zyskuje w tych momentach niemego towarzysza, który pozwala mu chociaż na chwilę wyrwać się z samotności. Dodatkowo wykorzystuje to, aby pchnąć dalej wątek zainfekowanych i wirusa.

Co najlepsze, to działa i uważam, iż jest bardzo dobrze przemyślane. Humor jaki duet wprowadza na ekran jest doskonałą przeciwwagą dla wątku Jimmy’ego Crystala i jego grupy pięciu Jimmy’ch. To właśnie z ich udziałem dostajemy najbardziej brutalne sceny tortur i morderstw. pozostało Spike, który nie tylko nie potrafi, ale też nie chce funkcjonować według zasad głoszonych przez Old Nicka. Jedyna postać, z którą moglibyśmy sympatyzować, jest w zasadzie kolejną ofiarą Jimmy’ego Crystala. W rezultacie całość nabiera dodatkowego ciężaru. To też sprawiło, iż w pierwszych kilkudziesięciu minutach film nie porwał mnie tak jak 28 lat później. Nie pomagał również fakt, iż wątek doktora Kelsona był dla mnie ciekawszy. Aktorzy Ralph Fiennes i Chi Lewis-Parry kradną show za każdym razem. Trzeba jednak przyznać, iż rola Jacka O’Connella jest równie świetna. Jego szaleństwo i nieprzewidywalny charakter są niezwykle magnetyczne. Na jego tle Spike oraz reszta Jimmych wypadają słabo.

Kadr z filmu

Twórcy podeszli w zupełnie inny sposób do zdjęć i pracy kamery. Nia DaCosta wraz z operatorem Seanem Bobbittem nadali własny charakter Świątyni kości. W większości porzucono efektowne, dynamiczne i wymyślne ujęcia, które były tak szeroko dyskutowane przy okazji premiery poprzedniej części. Brak tutaj również nastrojowych, budujących klimat scen, w których widzimy nocą sylwetki żywych trupów, czekających na swoje ofiary. Reżyserka oraz scenarzysta skupiają się przede wszystkim na bohaterach oraz ich przeżyciach. Całość staje się bardziej intymna. Skupienie na twarzach bohaterów i podążanie za nimi kamerą wraz z warstwą fabularną daje nam niezwykle spójne doświadczenie. Równocześnie finał z muzyką Iron Maiden to jedna z najbardziej szalonych sekwencji, jakie dane wam będzie zobaczyć w kinie. To moment, który przypomina o tym, iż odwaga twórców do realizacji najbardziej wyjątkowych pomysłów jest kluczem do czerpania euforii z oglądania filmów. Dla tej jednej sceny warto zobaczyć drugą część 28 lat później.

Tematycznie film wraca do korzeni serii. Po raz kolejny twórcy przypominają nam, iż największym zagrożeniem dla człowieka jest drugi człowiek. Szczególnie gdy panujące wokół warunki są tak ekstremalne. Tym razem całość idzie o krok dalej, pokazując, jak religia i przemoc są wykorzystywana przez liderów do rządzenia słabszymi. W rezultacie Ianowi Kelsonowi bliższy staje się nieumarły niż druga niezainfekowana osoba. Całość fenomenalnie podsumowuje wyżej przywołany finał – diabły i demony mogą być co najwyżej tematem kolejnej piosenki czy filmu. Za prawdziwe zło odpowiada człowiek.

28 lat później – Część 2: Świątynia kości to przede wszystkim produkcja oryginalna, po raz kolejny zaskakująca podejściem do tematu filmów o zombie. Scenariusz i odwaga twórców sprawia, iż całość ogląda się z dużym zainteresowaniem. Wydaje się, jakby podczas produkcji zaczerpnięto inspirację z kilku różnych gatunków filmowych. Weźcie trochę komedii, odrobinę musicalu, dodajcie do tego horror i dramat. To główne składniki omawianej produkcji. W rezultacie horror jest naprawdę nieprzewidywalny, dzięki czemu widz nieraz w napięciu śledzi, dokąd prowadzi go fabuła i bohaterowie. Miejmy nadzieję, iż o tym gdzie prowadzi, dowiemy się w ostatniej zaplanowanej części trylogii.


fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału