100 lat od śmierci Siergieja Jesienina – świętego chuligana

gazetatrybunalska.info 3 tygodni temu

Dziś, 28 grudnia, mija dokładnie sto lat od dnia, gdy w pokoju leningradzkiego hotelu Angleterre znaleziono ciało Siergieja Jesienina. Poeta, który urodził się w chłopskiej chacie we wsi Konstantinowo, zakończył życie w samotności miejskiego apartamentu.

Jego odejście, opatrzone pożegnalnym wierszem, stało się symbolicznym zamknięciem pewnej epoki – epoki „ostatniego poety wsi”. W jego losie i duchowości uderzająca jest głęboka, choć odległa geograficznie, duchowa wspólnota z polskim poetą Rafałem Wojaczkiem. Obaj byli „chłopcami z prowincji”, którzy wdarli się do literackiego świata z prowincjonalnego zacisza – jeden z podrybiańskiej wsi, drugi z śląskiego miasteczka.

Obaj czuli się wygnańcami z rajskiego, bezpiecznego dzieciństwa, które utracili, wkraczając w dorosłość pełną cynizmu i rozpaczy. Ich poezja to krzyk czułego serca, które nie potrafi znaleźć sobie miejsca w szorstkiej rzeczywistości; to nieustanna, męcząca spowiedź, w której pierwiastek autodestrukcji i fascynacja śmiercią przeplatają się z tęsknotą za niewinnością i czystym pięknem. Tak jak Wojaczek spalał się we wrocławskich knajpach, tak Jesienin topił swój ból w moskiewskich restauracjach.

Jesienin przyszedł na świat 3 października 1895 roku. Jego dzieciństwo, spędzone pod opieką dziadków, ukształtowało go na zawsze. To babcia, Natalia Titowa, zanurzyła go w świecie ludowych przyśpiewek i pobożności, zabierając go po wszystkich okolicznych monasterach. Dziadek oraz trzej wujkowie wychowywali go po męsku, ale i okrutnie: uczyli pływać, wrzucając do wody, a na polowaniach kazali mu aportować postrzelone kaczki jak psu. Te doświadczenia wyczuliły go na piękno i brutalność natury, dając mu jednocześnie poczucie bycia „psem myśliwskim” losu – zwierzęciem użytecznym, ale i porzuconym.

Gdy jako dziewiętnastolatek przybył do Petersburga, był żywiołem. Opisał to później jako sytuację, w której „rżańska klacz obryzgała swoim moczem sterylny, snobistyczny establishment”. W jedwabnej koszuli i czerwonych butach, w chłopskim przebraniu na salonowy bal, odniósł oszałamiający sukces. Spotkał Aleksandra Błoka, który nazwał go „perłą poety chłopskiego”. Jednak pod powierzchnią tego sukcesu wrzała wewnętrzna rozterka. Jak pisał w wierszu:

Czemuż mnie znają jako oszusta?
Czemuż mnie znają jako awanturnika?
[…] Jestem tylko ulicznym urwisem,
Co do mijających twarzy się uśmiecha.

Ta autoironiczna „spowiedź chuligana” była tarczą dla wrażliwości, która nie mogła znaleźć sobie miejsca w brutalizującym się świecie.

Jego życie uczuciowe było burzliwe i tragiczne. Był pięciokrotnie żonaty *), co biorąc pod uwagę jego młody wiek, było osiągnięciem zaiste wyjątkowym. Jego najsłynniejszy związek, z legendarną tancerką Isadorą Duncan, był mieszaniną sztuki, szaleństwa i wzajemnego wyniszczania. Jego list miłosny do kolejnej muzy, aktorki Augusty Mikłaszewskiej, brzmiał jednak czule i rozpaczliwie:

Usiądź przy mnie blisko, miła,
Spójrz mi w oczy aż do głębi,
By w twych oczach się odbiła
Zamieć, co się we mnie kłębi.

Kobiety, które kochał, często spotykał tragiczny los. Ostatnia żona, Sofia Tołstoj, doświadczyła piekła jego alkoholizmu i depresji.

Poezja Jesienina to nieustanny dialog z utraconym rajem dzieciństwa. Jego wczesne wiersze są jak ikony rosyjskiej przyrody:

Bielusieńka brzoza,
Pod moim oknem,
Pokryła się śniegu
Najszczerszym srebrem.

Lecz wraz z rewolucją i osobistym upadkiem jego liryka pogrążyła się w mroku. W profetycznym poemacie „Czarny człowiek”, przetłumaczonym przez Władysława Broniewskiego, pisanym u schyłku życia, prowadzi rozmowę z własnym demonem, który wylicza mu wszystkie grzechy, porażki i obłudy. To był poemat pożegnania.

„Czarny człowieku!
Wstrętny z Ciebie gość!
Tą sławą dawno, dawno
Jużeś się otoczył.”
Jestem zły, rozjuszony
I z całą wściekłością
Biję go laską w pysk,
Między oczy…

Ostatnie lata to pasmo załamań, pobytów w zakładach dla nerwowo chorych i niepohamowanego pijaństwa. W noc śmierci, 27 na 28 grudnia 1925 roku, napisał na kartce wiersz własną krwią i powiesił się. Jego pożegnanie z przyjacielem, Wolfem Ehrlichem, jest jednym z najbardziej poruszających tekstów w literaturze rosyjskiej:

Żegnaj, przyjacielu, do widzenia,
Drogi mój, od krwi serdecznej bliższy.
Ta rozłąka w ciemnych przeznaczeniach
Obietnicą połączenia błyszczy.

Żegnaj bez uścisku dłoni i bez słowa.
Nie martw się, cień smutku z czoła przegoń.
W życiu ludzkim – śmierć to rzecz nie nowa,
A i życie samo – nic nowego.

Była to logiczna klamra życia, w którym „radość chaosu” ostatecznie przegrała z ciężarem istnienia.

Dziś Jesienin jest w Rosji mitem. Był poetą, który z chłopskiej chaty wyniósł mistyczny stosunek do świata, a w zderzeniu z XX wiekiem roztrzaskał się jak kryształowy kielich. Był świętym i chuliganem, czułym piewcą brzóz i brutalnym mężczyzną. Jak sam napisał:

Nazbyt mocno kochałem na świecie
Wszystko to, co duszę w ciało stroi.
Pokój wam, osiki, co szepczecie
Liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.

Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, iż żyłem.

Sto lat po jego śmierci te słowa wciąż brzmią jak modlitwa złamanego serca, które jednak do ostatniego tchu chłonęło świat – i w tym był jego dramat i jego wielkość.

*) polecam do przeczytania opracowanie prof. UAM dr. hab. Wawrzyńca Popiel-Machnickiego o kobietach Jesienina: > tutaj

→ M. Baryła

28.12.2025

• collage: barma / Gazeta Trybunalska

• więc o literaturze: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału