10 filmów Johna Carpentera, które warto znać

pograne.eu 2 miesięcy temu

John Carpenter to reżyser, który miał i przez cały czas ma ogromny wpływ na popkulturę. Wiele z jego dzieł zrewolucjonizowało podejście do konkretnych gatunków filmowych i po dziś dzień stanowi inspirację dla sporej rzeszy twórców – nie tylko tych z branży filmowej. W swoich produkcjach reżyser zawsze stawiał przede wszystkim na niesamowitą atmosferę i klimat, nietuzinkową narrację, a także pobudzał granice wyobraźni dzięki minimalistycznej estetyce. Ta, choć często wynikała z niskiego budżetu, wielokrotnie działała na korzyść jego filmów. Głównie dlatego, iż dzięki przemyślanym zabiegom artystycznym potrafił umiejętnie osadzić je w rzeczywistości – co sprawiało, iż choćby najbardziej fantastyczne elementy wydawały się niepokojąco prawdopodobne. Niżej przedstawiamy dziesięć filmów, z którymi zdecydowanie warto się zapoznać.

Spis Treści

  • 10. Wielka draka w chińskiej dzielnicy (1986)
  • 9. Atak na posterunek 13 (1976)
  • 8. Mgła (1980)
  • 7. Oni żyją (1988)
  • 6. Książę Ciemności (1987)
  • 5. W paszczy szaleństwa (1994)
  • 4. Cigarette Burns (2005)
  • 3. Ucieczka z Nowego Jorku (1981)
  • 2. Coś (1982)
  • 1. Halloween (1976)
  • Podsumowanie

10. Wielka draka w chińskiej dzielnicy (1986)

Zestawienie rozpoczniemy od zdecydowanie jednego z najdziwniejszych dzieł reżysera. Wielka draka w chińskiej dzielnicy to film, który adekwatnie ciężko jest jednoznacznie skategoryzować. To swoista mieszanka fantasy, kina akcji, sztuk walki i komedii, która w swoim czasie ne została dobrze przyjęta przez publikę. Film wyprzedzał swoje czasy, a jego odmienność spowodowała słaby odbiór wśród widzów i krytyków. Zdanie o produkcji zmieniło się z biegiem lat, dzięki czemu film teraz nosi miano produkcji kultowej (zasada ta w większości wymienionych tu tytułów będzie niestety normą).

Jack Burton, w tej roli Kurt Russell, jest kierowcą ciężarówki, który przybywa do Chinatown w San Francisco by odwiedzić swojego znajomego, Wanga. Wspólnie udają się na lotnisko chcąc odebrać narzeczoną przyjaciela. Tam są świadkami uprowadzenia dziewczyny przez jeden z lokalnych gangów działających na zlecenie Lo Pana – tajemniczego czarnoksiężnika. Próbując udaremnić porwanie, bohaterowie mimowolnie dołączają do odwiecznego konfliktu między dobrem a złem.

Wielka draka w chińskiej dzielnicy to jeden z niewielu filmów, jakie znam, w którym główny bohater sprowadzony jest do roli pomocnika. Zamiast być motorem napędzającym fabułę, jest ledwie biernym świadkiem wydarzeń wokół niego. Reakcje Jacka na sytuacje, których się znajduje są niemal identyczne jak odbiorcy. Jest równie skonfundowany co widz, jednak z czasem zupełnie przestaje kwestionować racjonalność otaczającego go świata i płynie z prądem aż do finału. jeżeli więc oczekujecie niezobowiązującej zabawy Wielka draka w chińskiej dzielnicy jest pozycją w sam raz dla was. Jedyne co musicie zrobić, to podobnie jak Jack zapiąć pasy i pozwolić, by John Carpenter zabrał was do świata pełnego absurdów podlanych sosem orientalnej mistyki.

9. Atak na posterunek 13 (1976)

To miała być spokojna zmiana dla funkcjonariusza Ethana Bishopa. Ot, przyjechać na zamykany już posterunek i dopilnować by jego przeniesienie odbyło się bez żadnych problemów. Tymczasem na komisariat wpada przerażony mężczyzna, za którym chmarą pędzi tłum uzbrojonych po zęby przestępców. Gang pragnie krwi, bowiem ukrywający się murach budynku człowiek zabił jednego z nich. A to, iż sam dokonał tego w zemście za śmierć córki nie ma dla nich żadnego znaczenia. Ethan Bishop wraz z garstką ludzi musi stawić czoła falom napierających bandytów, którzy zrobią wszystko by wedrzeć się do środka. Rozpoczyna się desperacka walka o życie, podczas której każdy nabój jest na wagę złota, a każda sekunda wytchnienia to walka nie z przeciwnikiem, ale własnym strachem i słabościami.

“Atak” jest ukazaniem największego talentu Carpentera w pigułce. To mistrzowsko wyreżyserowane, pełne napięcia sceny wspomagane długimi ujęciami, w których twórca doskonale wykorzystuje i gra przestrzenią. Dzięki temu widz najpierw odetchnie z ulgą, by chwilę potem odczuwać klaustrofobiczne uczucie potrzasku. Wszystko to uwydatnia wywierająca się w uszy ścieżka dźwiękowa, którą Carpenter skomponował sam. Swoim dziełem reżyser pokazuje też co jest w stanie osiągnąć przy skromnym budżecie 100 tysięcy dolarów.

Choć Atak na posterunek 13 nie jest najlepszym filmem reżysera to ja sam uważam go za jeden z najważniejszych w jego karierze. To za sprawą tej produkcji John Carpenter przebił się do szerszej publiczności, choć początkowo nie było łatwo. W Stanach Zjednoczonych film przyjęty został dość chłodno, między innymi za dosadne ukazanie śmierci dziecka na ekranie. Na szczęście film odniósł ogromny sukces w Europie, a szczególnie w Wielkiej Brytanii, co otworzyło mu drzwi do stworzenia produkcji, która wywarła wpływ na całą branżę filmową. Ale o tym trochę później.

8. Mgła (1980)

Wraz z Mgłą skręcamy coraz bardziej w kierunku kina grozy, gatunku, z którego znany jest John Carpenter. To mistrzowsko nakręcona, powolna opowieść o tym, jak czyny z przeszłości mogą mieć druzgocące skutki w przyszłości. Miasteczko Antonio Bay w Kalifornii świętuje stulecie powstania. Jednak wraz z okrągłą rocznicą założenia mieściny wkrada się do niej tajemnicza mgła. We mgle czyhają na mieszkańców upiory, które pragną zemścić się na mieszkańcach Antonio Bay za krzywdy sprzed lat.

Ten film, jak wiele innych reżysera doceniony został dopiero po czasie. Carpenter stopniowo zwiększa w nim atmosferę niepokoju, rozpoczynając niepozornie, by pod koniec pędzić do wielkiego finału, który jak zawsze w jego dziełach pozostaje niepokojąco otwarty na interpretację. jeżeli lubujecie się w historiach o duchach, ten film będzie w sam raz dla was.

7. Oni żyją (1988)

Wyobraźcie sobie co by było, gdybyście nagle dowiedzieli się, iż świat, w którym żyjecie to tak naprawdę sprytnie skonstruowany system mający na celu uśpić ludzki umysł i stopniowo pozbawiać go wolnej woli, a wszystkie reklamy, filmy czy książki są częścią skrupulatnie przemyślanego planu. Mistyfikacją przygotowana przez przybyszów z innej planety, którzy opanowali ziemię i żyją pośród nas, wykorzystując ludzkość jako tanią siłę roboczą. Brzmi jak brednie znane z teorii spiskowych, czyż nie? Ale właśnie czegoś takiego świadkiem staje się John Nada (w tej roli fenomenalny Roddy Piper), który przypadkiem trafia na parę okularów przeciwsłonecznych. Po ich założeniu z przerażeniem odkrywa, iż świat kontrolowany jest przez obcych i nikt prócz niego zdaje się tego nie zauważać. Wstrząśnięty bohater początkowo sam walczy z nieprzyjacielem, by później wespół z ruchem oporu podjąć walkę o losy ludzkości.

Oni żyją to nie tylko interesujący pomysł na historię czy wciągające kino akcji. To również trafna satyra i krytyka systemu kapitalistycznego opierającego się na bezmyślnym konsumpcjonizmie oraz mediów, które wspólnie ogłupiają i wyniszczają społeczeństwo. To, co najbardziej dziwi po latach, to to, jak bardzo film pozostaje aktualny w dzisiejszych czasach, które dzięki dostępowi do sieci jeszcze bardziej kręcą się wokół wciągnięcia człowieka w wir nieustannego zarabiania i wydawania pieniędzy na coraz to nowsze rzeczy. Z Oni żyją warto zapoznać się także z innego powodu: wiele z elementów tej produkcji po dziś cytowanych jest w popkulturze. No bo myślicie, iż skąd Duke Nukem wziął swoje powiedzenie: “I have come here to chew bubble gum and kick ass. And I’m all out of bubble gum”? Tak, właśnie stąd.

6. Książę Ciemności (1987)

W opuszczonym kościele na obrzeżach Los Angeles odkryty zostaje stary dziennik a wraz z nim tajemniczy zbiornik z dziwną, zieloną cieczą. Przejęty odkryciem ksiądz wzywa na miejsce profesora fizyki, by ten razem ze swoimi studentami zbadał niepokojące znalezisko i pomógł naświetlić z czym rzeczywiście mają do czynienia. Jednak to co znajduje się w środku wstrząśnie nie tylko ustalonym porządkiem świata, ale też podstawowymi fundamentami wiary, na których opierają się wszelkie dogmaty.

Książę Ciemności to drugi w kolejności z trzech filmów należących do tzw. trylogii apokalipsy Johna Carpentera. Jak każde dzieło nakręcone przez reżysera i ten ma w sobie coś, co czyni go unikalnym w swojej tematyce. Przede wszystkim film ten zadaje szereg pytań, które rzeczywiście dają widzowi do myślenia i kwestionują ustalony porządek świata. Chociażby takie: skąd wiemy, iż Bóg, którego wyznajemy to ten, którego rzeczywiście powinniśmy wielbić? Co jeżeli kiedyś, dawno temu dobro zostało pokonane lub zdeprawowane, a my choćby nie zwróciliśmy na to uwagi? Dodajcie do tego świeże pomysły na temat istnienia i konfliktu dobra ze złem, klimatyczne, klaustrofobiczne pomieszczenia oraz atmosferę garściami czerpiącą z prozy Lovecrafta. jeżeli szukacie naprawdę ambitnego filmu, stawiającego trudne, momentami wręcz niewygodne pytania, to Książę Ciemności będzie dla was strzałem w dziesiątkę.

5. W paszczy szaleństwa (1994)

Sutter Cane to fenomen. Najlepszy pisarz horrorów, którego każda książka to absolutny hit sprzedażowy. Ludzie szaleją za jego książkami, często siejąc spustoszenie w księgarniach podczas premier jego nowych dzieł. Nic więc dziwnego, iż kiedy znika bez śladu, jego wydawnictwo – Arcane Publishing – wynajmuje detektywa by odnaleźć ich ulubionego artystę. John Trent (Sam Neil) wyrusza więc w podróż do Hobb’s End, miasteczka rzekomo istniejącego jedynie na stronach powieści. I nie będzie to tylko jedna dziwna rzecz, na jaką natrafi detektyw, szukając Suttera Cane’a.

W paszczy szaleństwa to ostatnia część trylogii apokalipsy i zarazem najodważniejsza (czy może powinienem napisać szalona?) ze wszystkich. Film nie tylko jest niepokojący, ale w swoim obłędzie świadomie łamie czwartą ścianę, doprowadzając do sytuacji, w której widz jest równie skołowany, co próbujący nie stracić resztek poczytalności detektyw. To zwariowana, ale też przerażająca opowieść, którą zdecydowanie warto polecić jeżeli cenicie sobie skomplikowane historie.

4. Cigarette Burns (2005)

Cigarette Burns to jeden z filmów nakręconych specjalnie do antologii grozy pod nazwą “Mistrzowie Horroru” i przez wiele osób uważany jest za jeden z najlepszych w zbiorze. Dlaczego? Ponieważ Carpenter stosuje w nim metanarrację i mruga do widza, poruszając tematykę zamiłowania do kinematografii. Opowiada o obsesji na punkcie konkretnego dzieła oraz tego, jak bardzo wyniszczające mogą być tego skutki.

Fabuła produkcji konstrukcją przypomina trochę Dziewiąte wrota Romana Polańskiego. Kirby, w tej roli Norman Reedus, to człowiek zajmujący się odnajdywaniem i zdobywaniem rzadkich, często nielegalnych nagrań i filmów na zlecenie. Pewnego dnia otrzymuje ofertę odnalezienia legendarnego “La Fin Absolue de Monde” (“Ostateczny koniec świata”). Film cieszy się ponurą reputacją, ponieważ został wyświetlony tylko raz, ale z okropnym skutkiem: widownia wpadła w amok mordując się wzajemnie. Po krwawej premierze ślad po filmie jak i jego reżyserze zaginął. Kirby przyjmuje zadanie, a jego pogoń za taśmą doprowadzi go do granicy wytrzymałości psychicznej.

Choć film trwa ledwie godzinę, przykuwa uwagę nie tylko fabułą, ale również wykonaniem. Carpenter zabiera nas do półświatka kolekcjonerów, pełnego nielegalnych filmów, często równie zwyrodniałych i nieobliczalnych co ich właściciele. To podróż przez brud i piekło wprost do wstrząsającego finału, który zostaje z widzem na długo. Majstersztyk.

3. Ucieczka z Nowego Jorku (1981)

W alternatywnym roku 1997 przestępczość w USA sięga zenitu. Nie mogąc poradzić sobie z nieustannym wzrostem przemocy rząd Stanów Zjednoczonych podejmuje decyzję, by Manhattan zamienić na więzienie o zaostrzonym rygorze. Wyspa gwałtownie zostaje otoczona murem, a wszystkie mosty i tunele zostają zaminowane. Od tamtej pory więźniowie pozostawieni są sami sobie, a kto raz trafi na Manhattan, nigdy już z niego nie wraca. To właśnie w tym miejscu rozbija się Air Force One z prezydentem USA na pokładzie. Negocjacje nie przynoszą efektu, dlatego rząd sięga po ostateczność. Wyciąga z więzienia jedynego człowieka, który jest w stanie podjąć się samobójczej misji uratowania prezydenta z rąk przestępców. jeżeli Snake Plissken w 22 godziny odniesie sukces, zostanie uniewinniony i odejdzie jako wolny człowiek. jeżeli nie, wszczepiony w jego ciało mikroczip eksploduje.

Tak rysuje się fabuła jednego z najbardziej rozpoznawalnych filmów Johna Carpentera. Postać Snake’a Plisskena nie tylko zapisała się w historii jako ikona kina akcji, ale dzięki niesamowicie przerysowanej, ale też charyzmatycznej kreacji Kurta Russella, wyniosła aktora na wyżyny popularności. Ucieczka z Nowego Jorku to film pełen nagłych zwrotów akcji i trzymający w napięciu do samego końca. A to wszystko mimo małego budżetu, który, jak wiemy, Carpenter potrafi wykorzystać co do dolara.

2. Coś (1982)

Amerykańska stacja badawcza na Antarktydzie natrafia na istotę z innej planety, która potrafi zainfekować i zasymilować wszystko, czego się dotknie. Co więcej, rozprzestrzenia się jak wirus, który jest niemal nie do wykrycia. Naukowcy odizolowani i osamotnieni muszą nie tylko podjąć się walki o przetrwanie, ale też dopilnować by stwór nigdy nie dotarł do cywilizacji. Należy tylko ustalić kto jest zarażony, odseparować go od reszty i zlikwidować. Tylko jak tego dokonać, skoro obcy potrafi doskonale imitować swoją ofiarę i atakuje w najmniej spodziewanym momencie? Rozpoczyna się napędzana nieufnością i paranoją gra w kotka i myszkę, a stawką jest przyszłość rodzaju ludzkiego.

Ten film jest jednym z najlepszych, jeżeli nie najlepszym dziełem Carpentera i po dziś dzień króluje na listach najlepszych horrorów jakie kiedykolwiek nakręcono. I nie dziwota. To nie tylko pokaz doskonałej reżyserii i świetnie napisanego scenariusza. To także kunszt niesamowitych efektów specjalnych, które po dziś dzień wywołują opad szczęki. Coś jest również doskonałym przykładem horroru, w którym paranoja i nieufność są równie przerażające, co sama walka z istotą budzącą grozę swoją obecnością na ekranie. Wspomniana paranoja osiąga punkt kulminacyjny w finale filmu i pozostawia widza z pytaniem nurtującym fanów już od ponad czterech dekad.

Coś ma też niechlubny zaszczyt bycia produkcją, która w dniu premiery została tak źle odebrana, iż niemal zniszczyła karierę reżysera i nadszarpnęła jego reputację. Na szczęście z czasem film docierał do coraz większego grona odbiorców, a ci docenili starania Carpentera, co ugruntowało jego pozycję jako znakomitego twórcy horrorów.

1. Halloween (1976)

W Halloween młody Michael Myers z zimną krwią morduje starszą siostrę Judith i za ten czyn zostaje zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Piętnaście lat później ucieka z zakładu, przywdziewa białą maskę i powraca do rodzinnego Haddonfield, gdzie rozpoczyna polowanie na kolejny ofiary. Tropem mordercy rusza jego lekarz. Dla doktora Loomisa Michael jest czymś więcej niż tylko człowiekiem. To wcielone zło, które należy powstrzymać za wszelką cenę.

Carpenter w swoim trzecim filmie postawił na napięcie budowane przez bardzo precyzyjne kadry, wspierane długimi ujęciami oraz naprawdę wybitną ścieżkę dźwiękową. Co więcej, Halloween udowadnia, iż czasem oszczędność w ekspozycji, zarówno tej wizualnej jak i fabularnej, jest najlepszym rozwiązaniem dla kina grozy. Widz często szuka zagrożenia tam, gdzie go nie ma: na pogrążonym w mroku podjeździe czy w skąpanych w cieniu pomieszczeniach. To wszystko razem, wraz z dość enigmatycznym wyjaśnieniem działań Myersa sprawia, iż jego postać balansuje na granicy realizmu i zła, które wydaje nadnaturalne i niepowstrzymane.

Gotowy produkt nie tylko okazał się hitem, stał się też definicją gatunku slashera i utrwalił w popkulturze termin Final Girl, którego ikoną stała się Jamie Lee Curtis. Pokazał też, iż muzyka potrafi grać istotną rolę w budowaniu napięcia, szczególnie, gdy tworzona jest z głową i zastosowana w kluczowych scenach. Halloween otworzyło też Johnowi Carpenterowi drzwi do stworzenia 80 procent filmów, które znajdziecie na tej liście.

Podsumowanie

Rozstrzał filmów Carpentera jest ogromny. Od kina akcji, poprzez komedię i science fiction na gatunku grozy kończąc. Wybór dziesięciu tytułów nie był wcale taką łatwą sprawą. Tym bardziej, iż kilka z tych pozycji można z powodzeniem zastąpić innymi. Jedno jest jednak pewne: każdy film Johna Carpentera, niezależnie od poziomu wykonania, zawsze miał na siebie pomysł. Bywały gorsze, były lepsze, ale zawsze jakieś. Gdzieś tam odczuwam żal, iż Carpenter po swoim ostatnim dużym filmie jakim był Oddział (2010) niemal całkowicie porzucił reżyserię na rzecz muzyki, ale podobno jest szczęśliwy, co znajduje swoje odzwierciedlenie w utworach, które komponuje. I podobnie jak z filmami tworzy rzeczy fenomenalne.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Idź do oryginalnego materiału