Kameralna sala bocheńskiego Kina REGIS po raz kolejny wypełniła się maniakami gitarowego grania. Tym razem koncert był wyprzedany na długo przed terminem i nadkomplet publiczności karnie ściągnął tego wieczoru do pięknego małopolskiego miasteczka przyciągnięty nazwiskiem wokalisty, który był gwiazdą wieczoru podczas kolejnej odsłony cyklu BOCHNIA ROCKS.
Czarne szeregi dam i dżentelmenów przyodzianych w koszulki z logami Judas Priest i KK’s Priest tego dnia licznie pojawiły się w Bochni aby spotkać się z krzykaczem, który zastępował przez ładnych parę lat Roba Halforda w jednym z najważniejszych zespołów w historii heavy metalu. Tim „Ripper” Owens, bo o nim tu mowa, oprócz dwóch wspomnianych zespołów występował również z Iced Earth, uzupełniał też band Yngwiego Malmsteena. Tu pojawił się z grupą znakomitych włoskich instrumentalistów, którzy już niejednokrotnie u nas występowali jako akompaniatorzy wybitnych muzyków zapraszanych do Bochni przez ostatnią dekadę. Ale zaszeregowanie ich tylko jako „sidemanów z łapanki” byłoby bardzo krzywdzące – ich kolejne wizyty w podkrakowskim miasteczku są przez bywalców koncertowego cyklu tak oczekiwane, iż w zasadzie gdyby pojawili się z autorskim repertuarem, pozbawieni jakiegoś znanego frontmana z magnetycznym nazwiskiem, to pewnie też przyciągnęliby sporą ilość fanów na koncert.
Wraz z „Ripperem” pojawił się więc w Polsce wyśmienity fachowiec od gitarowych gryfów, przez chwilę u nas niewidziany, Nazzareno Zacconi. Sekundował mu na drugim wiośle równie znakomity Emiliano Tessitore. Motorykę napędzali wzorzec solidnego, pewnego, rasowego rockowego basu Francesco Caporaletti oraz bębniarz doskonały Alessio Palizzi. Przyznam się, iż jak lata temu zacząłem bywać na koncertach z serii Bochnia Rocks, gdzie tego typu składy się często pojawiają, z lekką dozą nieśmiałości podchodziłem do takiej propozycji. Zakłądałem, iż to nie może być równie dobre, co słynne rockowe pierwowzory, wykuwające się w pocie i znoju podczas setek godzin spędzanych w salkach prób i studiach nagraniowych przez „pierwotne, legendarne składy”. W ten listopadowy wieczór goście z Włoch po raz kolejny pokazali, jak bardzo się myliłem. Zniewalające umiejętności instrumentalistów, solidne, ociekające energią i soczystym brzmieniem łojenie. Owens z kolei to wokalista może nie pierwszoligowy, ale absolutnie pierwszorzędny. Kawał solidnego, gruboziarnistego papieru ściernego ma w gardle i umie się nim znakomicie posługiwać. Moc, siła, energia, euforia ze śpiewania, absolutna pewność siebie. Na szczęście słyszałem Judasów z Halfordem na żywo, i oczywiście czarnej świętości szargać nie wolno porównaniem z – jednak – coverbandem, ale też słyszałem wcześniej KK’s Priest no i wydaje się, iż Ripper z Włochami to jest dużo ciekawsza propozycja, na pewno pod względem brzmienia. Mam nadzieję, iż szalikowcy Judasów mi to wybaczą, ale opuszczając w czwartkowy wieczór bocheński Regis miałem na twarzy większego banana niż kilka lat temu po koncercie kapeli K.K. Downinga w krakowskim kwadracie. Ale pewnie wybaczą, bo bocheński Regis wypełnił się tego wieczoru muzyczną euforią po sam sufit i wszyscy tłumnie zgromadzeni wychodzili z koncertu szczęśliwi.
Oczywiście w zestawie bodaj 14 kopniaków muzycznych wymierzonych nam precyzyjnie z dużo większą niż zwykle w Bochni ilością decybeli, nie zabrakło numerów wszystkich trzech zespołów, w których Amerykanin udzielał się wokalnie, a podczas pomnikowego dżudasowego „Breaking the law” do muzyków dołączył z instrumentem organizator koncertów w Bochni, Piotr Lekki, na co dzień podpora gitarowa TSA MNKWL.
Koncert Owensa supportował amerykański kwartet Dark Horse Prophet. Panowie występują w kwartecie bez basisty, więc część aranży odpalają z laptopa i problemy techniczne przed pierwszym utworem zdominowały ich krótki set. Ale Dżudasowa Rodzina zgromadzona na sali ciepłymi żartami komentowała zmagania perkusisty z komputerem oraz pozytywnie przyjęła ich krótki energetyczny set poprzedzający wejście na scenę Owensa.
Kolejny znakomity koncert zorganizowany przez Piotra przy pomocy rodziny oraz kilku lokalnych firm i instytucji przychylnych dobrej, żywej muzyce, organizatorzy po raz kolejny pokazali, iż można bez niesamowitych nakładów, dzięki zaangażowaniu grupy ludzi realizować od ponad dziesięciu lat bardzo interesujący cykl koncertów, który dla miasta jest świetną promocją i nie po raz pierwszy przyciąga do Bochni słuchaczy z bardzo odległych miejsc w Polsce. Organizatorzy już wstępnie zapowiadają, iż wiosną 2026 wrócą do Bochni herosi z Electric Guitarlands (tym razem obok Michaela Angelo Batio i Rowana Robertsona usłyszymy Vinniego Moore’a i Johny’ego Nasty Bootsa), ale jak znam życie i pomysłowość twórców Bochnia Rocks jeszcze za nim ta wspaniała czwórka pojawi się znów w Polsce, to wcześniej wydarzy się inna muzyczna okazja do odwiedzenia tej pięknej miejscowości.
tekst, zdjęcia: Sobiesław Pawlikowski / Ada & Sobiesław Pawlikowscy Photography
















![Totalne kuriozum w polskiej lidze. Sędzia anulował tego gola [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/692b0eb8723a30_31175548.jpg)
