– Pani Wera Sergiejewna, mogę wejść? – w progu gabinetu dyrektorki kombinatu stanął jeden z jej zastępców.

polregion.pl 4 godzin temu

Pani Zofia, można? w progu gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.
Tak, Janie, proszę wejść skinęła głową energicznie dyrektorka. No, jak tam dziś sprawy idą?
Jakie sprawy? Gdzie?
Na hali produkcyjnej.
Ach, na hali. Tam wszystko dobrze. A czemu pytasz?
Jak to czemu? Przecież nie przyszedłeś do mnie ot tak. Chyba masz coś do powiedzenia na temat pracy.
No tak, adekwatnie to przyszedłem z prośbą mruknął ponuro zastępca. Z prośbą raczej nietypową.
Prośbą? Zofia spojrzała uważnie na tego spokojnego z wyglądu mężczyznę i pokręciła głową. Oj, Janie, coś ostatnio nie jesteś sobą.
Ostatnio?
Tak. Chodzisz jakiś markotny, jakbyś miał w domu nieszczęście. Wszystko w porządku u ciebie w rodzinie?
Wie pani westchnął ciężko Jan. Za chwilę może już nie być w porządku, jeżeli mi pani nie wypisze pewnego zaświadczenia.
Jakiego zaświadczenia? Zofia wyprostowała się i zmarszczyła brwi. O czym ty mówisz?
Pani pewnie nie zrozumie, ale Jan przybrał minę niczym aktor z tragedii. Inaczej się nie da. Potrzebuję zaświadczenia. Dla żony.
Że co? twarz dyrektorki wydłużyła się ze zdumienia. Zaświadczenia? Dla twojej żony? O co chodzi?
O to, iż między nami nic nie było i nie ma.
Czego nie było?
Żadnych bliższych relacji, jak no pomiędzy kobietą a mężczyzną zaczął się rumienić Jan.
Zwariowałeś? Zofia pobladła. Nabijasz się ze mnie?
Niestety od tej karteczki z pani podpisem i pieczątką zależy los mojej rodziny. Moja żona sobie ubzdurała, iż jesteśmy kochankami.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. W końcu Zofia ostrożnie zapytała:
Żona, co, rozum straciła? Prosić o takie zaświadczenie? Jeszcze takiego przypadku nie słyszałam choćby w filmie tego nie widziałam.
Wszystko rozumiem! jęknął Jan. Ale co poradzę? Przecież mamy dzieci. Żona mówi, iż jeżeli nie będzie tego zaświadczenia, złoży pozew o rozwód i zabierze dzieci do swojej mamy do Lublina. A to przecież kawał Polski. Dlatego błagam, niech mi pani napisze ten papier.
No dobrze, Janie. Ale skąd jej takie pomysły? Przecież nigdy się poza pracą nie widziałyście. I pomadka na twoich koszulach się nie pojawiła Skąd te podejrzenia?
O, z tego sięgnął do kieszeni, wyciągnął telefon, poszukał adekwatnego zdjęcia i pokazał dyrektorce. Żona zobaczyła to zdjęcie i już wymyśliła wszystko sama.
I co z tego? Zofia spojrzała na zdjęcie, na którym cała kadra zakładu pozowała razem. Mam podobną fotkę. To przecież po uroczystości, jak nas wszystkich wyróżniano za dobrą pracę.
Właśnie, uśmiechnął się cierpko Jan. Ale stoimy koło siebie i ja pani kładę rękę na ramieniu.
Bo ciasno było i musieliśmy się zmieścić na jednym zdjęciu!
Tak, ale według żony, pani głowa na moim ramieniu to wie pani tylko zakochana kobieta się tak pochyla!
Co?! w oczach Zofii pojawił się płomień. Jakie zakochane? Twoja żona nie widzi, iż po prostu unikałam, żeby kwiaty, które trzymała Halina, nie zasłoniły mi twarzy?
Próbowałem tłumaczyć żonie, ale im bardziej się tłumaczę, tym mocniej mnie podejrzewa. Bez pani zaświadczenia koniec ze mną, przysięgam.
To absurd! Zofia aż się poderwała. Nie boisz się żony za bardzo?
Tak, jestem pod pantoflem wyszeptał Jan, by dyrektorka usłyszała. Dla dzieci. Bez nich nie dam rady.
To niepojęte mruknęła zdegustowana Zofia, wyciągając czysty arkusz papieru. Dobrze jeżeli już musisz mieć to zaświadczenie Dyktuj.
No to pisz: Ja, Zofia Majewska, oświadczam, iż swojego zastępcę Jana nie znoszę.
Zofia rzuciła mu zdziwione spojrzenie, ale ten tylko uspokajająco machnął ręką.
Tak, tak, proszę pisać, iż nie znoszę. I najlepiej jeszcze: wręcz nie cierpię.
Jak to nie cierpię? nie wytrzymała Zofia. Przecież nie mogłabym pracować z człowiekiem, którego nie znoszę!
To dopisz: Nie cierpię go jak mężczyzny, i nie zgodziłabym się z nim choćby za milion złotych. Podpisz się i przystaw pieczątkę, na wszelki wypadek.
Pieczątka jest w księgowości odparła Zofia, rzucając jeszcze raz okiem na napisane słowa, aż przeszedł ją zimny dreszcz.
Toż to czysty absurd! Tak się nie robi! powiedziała w końcu twardo, złożyła kartkę na pół, nagle ją podarła na kawałki, jeszcze raz i jeszcze.
Co pani robi?! przestraszył się Jan. Przecież to dokument, ja go potrzebuję!
Wiesz co, Janie uśmiechnęła się do niego dziwnie Zofia. Przemyślałam to sobie. Rozwiedź się z Natalią, bo szkoda ci życia.
Oszalała pani? wystraszył się znowu. Nie mogę. Ona mi dzieci zabierze. Na pewno zabierze.
Nie zabierze wciąż się uśmiechała Zofia. Mam znajomego, świetnego adwokata. On załatwi, żeby dzieci zostały przy tobie.
Ale ja
A jak coś, przerwała zdecydowanie, to osobiście ci pomogę wychowywać dzieci.
Pani? Mnie? Osobiście?
Oczywiście. Bardzo cię lubię jako zastępcę. Znajdę ci fantastyczną nianię. Będziesz zadowolony.
A Natalia?
Natalia niech sobie jedzie do mamy do Lublina. Albo niech wpadnie do mnie, to pogadamy w cztery oczy. Tak będzie lepiej niż ta idiotyczna karteczka z pieczątką.

Idź do oryginalnego materiału