Dokumentalny miniserial produkcji Apple TV+ "Podbijając Hollywood" dopiero co przedstawił subskrybentom platformy dwa pierwsze odcinki. Oba poświęcone zostały czarnoskórym aktorom oraz aktorkom we współczesnej branży: ich wyzwaniom oraz problemom na rynku pracy. Jednym z centralnych bohaterów pierwszego odcinka był John Boyega. W trakcie rozmowy aktor przyznał, że "Gwiezdne wojny są tak bardzo białe" oraz że borykał się z przejawami rasizmu ze strony fanów przy okazji ich produkcji.
Getty Images © Laura Cavanaugh
Co dokładnie powiedział John Boyega?
Przypomnijmy, że
John Boyega w roli
Finna pojawił się we wszystkich trzech częściach najnowszej trylogii "
Gwiezdnych wojen", obok
Rey będąc przez jakiś czas centralną postacią opowieści. Po występach we franczyzie i zmasowanym ataku na jego postać,
Boyega nie krył rozczarowania zarówno zachowaniem fanów, co i ignorującego te ataki studia. W programie "
Podbijając Hollywood" odniósł się do tych doświadczeń, mówiąc:
Pozwólcie, że coś wam powiem: "Gwiezdne wojny" od zawsze miały aurę najbardziej białej, elitarnej franczyzy. To świat tak biały, że sama obecność czarnoskórej osoby jest tam czymś dużym. Zawsze wiesz, że to coś dużego, jeśli fani na całym świecie mówią: "Ale przecież mieliśmy Lando Calrissiana i Samuela L. Jacksona!" To jak mówienie mi, ile kawałków czekolady jest w cieście. To przecież tylko jakieś dorzucone kawałeczki! - powiedział aktor.
Akceptują nas w roli najlepszego przyjaciela, ale gdy tylko chcemy dotknąć głównych bohaterów, gdy przejmujemy stery, gdy torujemy nowe ścieżki, nagle robi się z tego wielki problem – dodał
Boyega, wskazując jednocześnie, że występ w "
Gwiezdnych wojnach" był kluczowym momentem w jego karierze.
Nie jest to zresztą stanowisko oderwane od innych wypowiedzi aktora, bo
Boyega od dość dawna krytykuje sposób, w jaki ze swoimi bohaterami postępuje Disney. Bezpośrednio po premierze kończącego trylogię filmu "
Skywalker. Odrodzenie", aktor krytykował "tokenowe" wykorzystanie postaci
Finna oraz
Rose granej przez
Kelly Marie Tran.
Boyega zarzucał wówczas studiu wprowadzenie ich postaci bez pomysłu na ich rozwój, tylko po to, by podlizać się dominującym w Hollywood trendom, a nie by zbudować interesujących bohaterów.
To, co powiedziałbym Disneyowi to: lepiej nie wprowadzajcie czarnoskórej postaci, nie promujcie jej jako kluczowej dla franczyzy, tylko po to, żeby potem odłożyć ją na boczny tor. To nie jest w porządku – powiedział wtedy aktor.