Novika: "Musi się pojawić jakaś iskra i wszystko rusza" [WYWIAD]
Po 6 latach przerwy od "Bez cukru" i 4 od "Novika 2.0", pierwsza dama polskiej elektroniki - Novika - powraca z nową płytą. Tym razem nie solową, gdyż "Born Again" to krążek, który powstał we współpracy z Samborem Kostrzewą. W szczerej rozmowie artystka opowiada o muzycznym odrodzeniu, nowych wyzwaniach oraz sile współpracy, która zmieniła sposób, w jaki tworzy.

Rafał Samborski, Interia: Oglądasz seriale?
Novika: To takie moje "guilty pleasure". Staram się znajdować na to czas w weekend. Jeśli jakiś serial bardzo mnie wciągnie, to potem kontynuuje to w tygodniu, choć raczej nie siadam do tego z pełnym zaangażowaniem - trudno mi wtedy wygospodarować na to czas.
Niedawno na jednym z serwisów streamingowych pojawił się serial "Daredevil: Born Again", który opowiada o upadku głównego bohatera, jego odbudowie i powrocie w silniejszej formie. Aż kusi mnie, by powiązać to z tym, czym są twoje ponowne narodziny.
Ten tytuł oczywiście został zaczerpnięty z jednej z piosenek, ale wydał mi się spójny przede wszystkim z tym, co działo się na początku. Moje spotkanie z Samborem miało w sobie coś symbolicznego - jakby było po coś, jakby miało przywrócić mi wiarę i motywację do tworzenia muzyki. Miałam momenty, kiedy zastanawiałam się, czy nie odpuścić, więc w tym sensie można mówić o pewnego rodzaju odrodzeniu - powrocie do robienia muzyki bez presji, bez zastanawiania się, czy piosenka pasuje do radia albo otworzy drzwi do festiwali. Dlatego wróciłam też do pisania po angielsku - trochę za tym tęskniłam.
To były takie muzyczne narodziny - nowe doświadczenie z kimś młodszym ode mnie, z kimś, kto wniósł w to świeżą energię. Ale myślę, że to ma też bardziej uniwersalny wymiar, nie tylko osobisty. Ta płyta powstawała w czasie intensywnego niepokoju - zaczęliśmy pracę, gdy wybuchła wojna, wciąż czuło się skutki pandemii, a sytuacja polityczna była i jest bardzo napięta. Wydaje mi się, że teraz dużo mówi się o złej kondycji psychicznej człowieka, o tym, jak trudny to czas pod wieloma względami.
Trafiłem na twoje wypowiedzi o tym, że dojrzewanie do nagrywania płyty trwa u ciebie bardzo długo. Czyli tak jak rozumiem, tym razem Sambor bardzo ci w tym pomógł?
Każda moja płyta powstawała długo, bo musiałam czuć kierunek, ogólną koncepcję. Nigdy nie umiałam tak po prostu komponować piosenek bez celu. Pamiętam szczególnie pracę nad albumem "Heart Times". To była ważna płyta w mojej dyskografii, a jej powstanie trwało długo, bo ciągle nie czułam tego czegoś. Bogdan Kondracki mnie zmobilizował i dzięki niemu powstały trzy utwory, które ukierunkowały dalszą pracę. Musi pojawić się jakaś iskra i potem wszystko rusza, nie da się zatrzymać już tego procesu.
Sambor zaproponował, że wyśle mi swoje pomysły, co spowodowało tę iskrę. Nasz pierwszy utwór "Hope" powstał gładko i okazało się, że świetnie się dogadujemy, mimo że nie mieszkamy w jednym mieście - on na co dzień siedzi w Poznaniu, ja w Warszawie. Początkowo myśleliśmy, że to będzie epka, ale z czasem zdecydowaliśmy się na album.
A stopowaliście się jakoś względem swoich pomysłów? Praca w zespole wymaga jednak kompromisów.
Tak, ale wiesz co? Okazało się, że po tylu latach pracy solo, współpraca w duecie to dla mnie zupełnie inne doświadczenie. Mimo że wcześniej pracowałam z wieloma producentami, to zawsze działałam na własny rachunek - a to jednak coś zupełnie innego.
Działałaś na własny rachunek - oprócz Futra.
Tak, choć w Futrze to nie trwało długo. Tutaj największą wartością jest to, że cała odpowiedzialność za to, co robimy, jest podzielona na pół. Nie doświadczyłam tego od dawna i to jest naprawdę uwalniające. Bardzo pomaga w podejmowaniu decyzji - nie jestem jedyną osobą decyzyjną, każda decyzja musi być wspólna. Sambor okazał się dla mnie idealnym partnerem, bo mamy zupełnie inne podejście.
Ja mam tendencję do szybkiego akceptowania rzeczy - działam na zasadzie "jest okej, idźmy dalej, mamy to". Sambor natomiast podchodzi do wszystkiego bardzo analitycznie, dopracowuje każdy szczegół, analizuje brzmienia, tworzy kolejne wersje. I w pewnym momencie to ja muszę powiedzieć: "Stop, już wystarczy, zamykamy ten numer". Ale właśnie w tym tkwi nasza siła - jesteśmy idealnym połączeniem przeciwieństw. Ja jestem tą bardziej spontaniczną i szaloną stroną, a on jest głosem rozsądku, który potrafi powiedzieć: "Poczekaj, zastanówmy się, to nie jest dobry kierunek". Co ciekawe, mimo że jest młodszy, to właśnie on często wnosi tę rozwagę.
Nie ukrywam też, że robienie muzyki to inwestycja - teraz jesteśmy we dwójkę, więc możemy wspólnie podejmować decyzje finansowe, zastanawiać się, w co warto zainwestować. W pewnym sensie to taki mały biznes prowadzony przez dwie osoby, które chcą dostarczyć ludziom jak najlepszy produkt, nawet jeśli stworzony prosto z serca.
Oprócz słów "Born Again" na płycie pojawiają się słowa "People keep changing". A jak ciebie zmieniła ta płyta?
Z jednej strony ta płyta przywróciła mi radość tworzenia, otworzyła też na pewne rozwiązania aranżacyjne i tekstowe. Z drugiej strony, kiedy już dochodzimy do momentu miksów, masteringu, planu promocji to odczuwam niepokój i zmęczenie. Więc pod tym względem nic się nie zmieniło od ostatniej płyty. Artysta musi podejmować bardzo dużo działań, które nie wiążą się z procesem twórczym. I nie mówię tu o wywiadach, bo te są naturalnie wpisane w bycie artystą. Chodzi na przykład o rozeznanie w tajnikach funkcjonowania platform streamingowych i social mediów.
Tak, dzisiaj w ogóle muzyka traktowana jest zupełnie inaczej niż kiedyś. To produkt, często tiktokowy, nastawiony na przebodźcowanie. Tzw. "attention span" jest bardzo niski. O albumach nie rozmawia się tyle, co kiedyś. Płyty przestają być wydarzeniem.
Mam taką obawę, że w obecnym natłoku muzyki, wydawnictw i premier bardzo łatwo jest coś przeoczyć albo przesłuchać tylko pobieżnie. Wiadomo, że niektóre utwory najlepiej działają dopiero po kilku odsłuchach, ale nie można liczyć na to, że każdy poświęci im tyle czasu.
Myślę, że ta płyta dała Samborowi bardzo dużo, bo to tak naprawdę jego pierwszy album, na którym zaprezentował się jako producent. Dotychczas był kojarzony głównie jako wokalista - ja sama znałam go tylko z tej strony i nie miałam pojęcia, że potrafi produkować.
Owszem, w kwestii miksu pomagali nam inni producenci, ale nasze utwory były na tak wysokim poziomie, że często zastanawiałam się, czy ten miks w ogóle jest jeszcze potrzebny. Dlatego myślę, że dla Sambora to świetny start nowej muzycznej przygody. A dla mnie? Zobaczymy, jaki będzie odbiór. Liczę na to, że to mnie jakoś uskrzydli, doda mi energii. Może da mi powera, żeby szybko zabrać się za coś nowego, zamiast robić sobie kolejną długą przerwę.
Co do powera, co sprawia, że muzycy kojarzeni z takimi etykietkami jak downtempo, trip-hop tak pokierowało w stronę muzyki klubowej? Wiesz, myślę o takich artystach jak Rysy czy Bonobo.
Co do Bonobo, myślę, że on DJ-sko odwiedzał tak wiele miejsc, że z czasem pojawiła się u niego potrzeba dopasowania się do bardziej klubowego, późno nocnego grania. A jeśli chodzi o Rysy, to chłopaki nową płytą podjęli odważną decyzję. Taką płytą na pewno trochę zamykają sobie drogę do mediów, bo w ilu stacjach czy audycjach można zagrać takie utwory? Pytanie tylko, na ile artyści w ogóle zwracają teraz uwagę na radio. To wszystko są bardzo ciekawe przypadki, którym uwielbiam się przyglądać. Fascynuje mnie, jak różni twórcy podchodzą do tego marketingowo, bo to jest dziś kluczowe.
Można mieć nawet bardzo awangardowy pomysł, ale jeśli dobrze się go "opakowuje" i odpowiednio przygotuje samo jego wprowadzenie, to może odnieść sukces. Z drugiej strony, można mieć przebojowe, chwytliwe utwory po polsku, ale jeśli zabraknie odpowiednich działań promocyjnych, to mogą po prostu przepaść.
Trochę cię chciałem podpuścić tym pytaniem, bo masz ogromne doświadczenie w graniu muzyki klubowej, a jednak Futro było raczej wolniejsze.
Cały czas śpiewam z didżejami, ale jeśli chodzi o samo granie, to w pewnym momencie odpuściłam - czułam, że nie robię tego na tyle dobrze, by czuć się swobodnie. Miałam fajną selekcję, ale nigdy do końca nie opanowałam techniki.
Zdecydowanie jest u mnie pewne rozdwojenie - z jednej strony prowadzę audycję w Radiu 357, a z drugiej wydzieram się w klubach o drugiej w nocy. To dwa zupełnie różne światy, ale cały czas pozostaję w obrębie elektroniki. Jeśli chodzi o granie na żywo, to teraz chciałabym skupić się na koncertach z zespołem, z repertuarem, który już zebrałam - zarówno solowym, jak i tym, który stworzyliśmy z Samborem.
Mam zespół, z którym koncertuję już od lat. W tym roku skład się poszerzył - dołączył do nas właśnie Sambor i będziemy grać razem. Nasz pierwszy wspólny koncert odbędzie się 12 kwietnia w Katowicach, w Hipnozie, co ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. To miejsce jest dla mnie magiczne - to właśnie tam zagrałam pierwszy koncert z albumem "Heart Times", a także jeden z pierwszych występów po wydaniu "Bez Cukru".
W klipie do utworu "Fragile" pojawia się twoja córka, Nina…
Tak, wiesz co, ona też trochę narodziła się na nowo. U dzieci zmiany zachodzą tak szybko, że pół roku to jak cztery lata u dorosłego. Dużo się zmieniło, dlatego cieszę się, że powstała ta piosenka - na zawsze pozostanie takim muzycznym pamiętnikiem po bardzo trudnym okresie.
Nie wchodząc w szczegóły, miała bardzo trudny i niebezpieczny okres, który był dla nas, jako rodziców, ogromnym wyzwaniem. Tym utworem chciałam przede wszystkim zwrócić uwagę innych rodziców, żeby byli bardziej czujni. Często wydaje nam się, że doskonale znamy nasze dzieci i mamy pełną kontrolę nad sytuacją, ale rzeczywistość potrafi nas zaskoczyć. Dużo się teraz o tym mówi za sprawą serialu "Dojrzałość". Myślę, że jako rodzice wciąż jesteśmy niedostatecznie wyedukowani w kwestii tego, czym naprawdę zajmują się nasze dzieci. Często szukamy nie tam, gdzie trzeba - zwracamy uwagę na oczywiste rzeczy, a pomijamy te, które są równie niebezpieczne, jak chociażby dostępność i nadużywanie leków.
Chciałam też przelać w tej piosence emocje, przede wszystkim uczucie lęku i bezradności. Idziesz spać, ale dziecko ma wyłączony telefon. Nagle okazuje się, że żadna lokalizacja nie działa, bo bateria się rozładowała. I wtedy zostajesz tylko z tą niewiedzą, ze strachem. Co możesz zrobić? Położyć się spać? Ale przecież nie zaśniesz spokojnie. Czekasz, a w głowie rodzi się pytanie - co, jeśli rano będzie już za późno?
Zgadza się.
To potworne uczucie, którego nikomu nie życzę, ale myślę, że wielu rodziców się z nim mierzy. Nasi rodzice też to przeżywali - my kiedyś znikaliśmy na całe godziny, a oni nie mieli telefonów, by się z nami skontaktować. Może mniej się przejmowali? A może po prostu inaczej radzili sobie z tym strachem? Nie wiem. Ale mam wrażenie, że ten lęk dzisiaj jest intensywniejszy, bardziej przytłaczający.
Przeżyłam z Niną wiele i cieszę się, że się zgodziła na udział w tym klipie. Jest naprawdę piękną dziewczyną, więc dla niej to też była pewna próba - zmierzenie się z kamerą. Reżyserka Aleksandra Górecka bardzo ją chwaliła. Powiedziała nawet, że ja wypadłam dużo gorzej - dlatego prawie mnie tam nie ma! Krzyczała na mnie "Novika, czy ty w ogóle jesteś w stanie być nieruchoma przez sekundę?". A Nina była po prostu genialna w tym swoim spokojnym, kamiennym wyrazie twarzy - jak piękna skała.
Postronny słuchacz może się zastanawiać, czy ze względu na tak osobisty charakter tekstów "Born Again" to bardziej twoja płyta czy Sambora.
Lubię pisać teksty, choć na płycie "Bez Cukru" współpracowałam z Natalią Grosiak, Kamilem Durskim i Marcinem Staniszewskim. Uważam, że to było świetne doświadczenie - wspólne pisanie tekstów z kimś to zupełnie inna, ale bardzo wartościowa forma pracy.
Natomiast co do tekstów na "Born Again", Sambor powiedział coś bardzo ciekawego - ja często traktowałam te teksty jako coś, co po prostu przyszło mi do głowy, ale on, czytając je, zauważył w nich rzeczy, o których rozmawialiśmy. Uświadomił mi, że tak naprawdę są one bardzo o mnie, tylko nie wprost, a pod metaforyczno-abstrakcyjną powłoką.
Zobacz również:
- Sonny Sandoval (P.O.D.): "Nie chcę niczego, co świat ma do zaoferowania" [WYWIAD]
- Wiktoria Zwolińska o swoim debiucie: "Jest on spełnieniem moich największych marzeń" [WYWIAD]
- Polacy mają obsesję na punkcie Marcusa i Martinusa: "Fani byli wszędzie” [WYWIAD]
- Matt Dusk: "Polska jest jak mój drugi dom" [WYWIAD]