Alan & Jan – Take Me, I’m Yours

nowamuzyka.pl 12 godzin temu

Glitchowe piosenki.

Kiedy pod koniec lat 90. estetyka glitch została wprzęgnięta w tworzenie muzyki klubowej, Jan Jelinek i Alan Abrahams byli jednymi z pionierów tego rodzaju grania.

Ten pierwszy świetnie sobie poradził zarówno z tworzeniem minimalowego house’u pod szyldem Farben, jak i rozedrganego IDM-u jako Gramm. Największą sławę przyniosła mu jednak wydana pod własnym imieniem i nazwiskiem w 2001 roku płyta „Loop-Finding-Jazz-Records”, na której posklejał z jazzowych sampli glitchową wersję techno. Album ten związał go z wytwórnią Scape, prowadzoną przez Stefana Betke alias Pole, dla której nagrał pięć kolejnych krążków. Zawierały one coraz bardziej abstrakcyjną muzykę, która powoli oddalała Jelinka od klubowego światka. Kiedy niemiecki twórca założył w 2008 roku własną firmę Faitiche, oddał się całkowicie awangardowej twórczości z pogranicza sound artu i musique concrete.

W odwrotną stronę potoczyła się kariera Alana Abrahamsa. Ten pochodzący z RPA producent zaczynał jako Portable od glitchowych eksperymentów dla wytwórni Background, ale z czasem zwrócił się w stronę klubowego minimalu, splatanego z mikroskopijnych sampli, którym obdarzył choćby wspomnianą Scape czy Perlona. Z czasem zaczął też tworzyć bardziej klasyczną wersję house’u pod szyldem Portable. Dziś ma w swym dorobku zarówno ambientowy album z afrykańską wersją gatunku, jak i całkowicie piosenkowy krążek. I właśnie śpiew artysty stał się podstawą „Take Me, Im’ Yours”.

Po raz pierwszy drogi Jelinka i Abrahamsa przecięły się jeszcze na początku XXI wieku, kiedy ten pierwszy wystąpił w ramach cyklu „Süd Electronics”, organizowanego w Wiedniu przez tego drugiego pod egidą jego ówczesnej wytwórni. Pomysł na nagranie wspólnego albumu rozwijał się więc powoli. W końcu Jelinek poprosił Abrahamsa o dostarczenie jego wokaliz, które postanowił poddać glitchowym dekonstrukcjom. Tak też się stało – i w końcu z tych komputerowych preparacji narodziło się dziesięć nagrań na „Take Me, I’m Yours”.

Niemiecki producent wykorzystał śpiew Abrahamsa na dwa sposoby. Raz pozostawił go w większej porcji, tworząc w ten sposób nieoczywiste piosenki. To głównie balladowe utwory, takie jak „Forever” czy „Déjà Vu”, w których tęskny wokal zostaje wpisany w chrzęszczące efekty i ciepłą elektronikę. Innym znów razem dostajemy głos Abrahamsa w przetworzonej formie i w bardzo fragmentarycznych dawkach, co zamienia go w zaskakujący sposób w kolejny instrument w tej glitchowej orkiestrze. Tak dzieje się choćby w „Before (Nemezis)” czy „Window (Elpis)”.

Mimo wyciszonego charakteru tej muzyki, gdzieś w oddali słychać w niej echa klubowych bitów. Jelinek sięga tu po skrajnie zredukowany puls rodem z dub-techno, wycofując go jednak za każdym razem w bardzo dalekie tło i zanurzając go w dźwiękach otoczenia („What kind of World (Threnos)”) czy wokalnych preparacjach („87BPM”). Najbardziej podkreśloną warstwę rytmiczną ma „All One”, w efekcie czego dostajemy tu łagodne downtempo, osadzone na breakowym podkładzie. Finałowe „Together” i „Progress” to natomiast minimalowy dub, zrealizowany na modłę dawnych wydawnictw wspomnianej Scape.

„Take Me, I’m Yours” – śpiewał niegdyś brytyjski zespół nowofalowy Squeeze. Dziś fraza ta powraca za sprawą Alana Abrahamsa i Jana Jelinka jako tytuł ich wspólnego albumu. Choć nie jest to aż tak rozśpiewany materiał, to faktycznie ludzki głos odgrywa na nim kluczową rolę. Został on jednak wykorzystany w taki sposób, iż płyta ewidentnie kojarzy się z dokonaniami niemieckiej sceny click and cuts z początku XXI wieku. W jakimś sensie dla obu artystów jest to więc powrót do ich korzeni. Z tym, iż o ile w przypadku Abrahamsa to dosyć awangardowy zestaw, tak dla Jelinka to pierwszy bardziej przystępny krążek od prawie dwóch dekad.

Faitiche 2026

www.faitiche.de

Idź do oryginalnego materiału